9 lipca 2011

If you're going to San Francisco, be sure to wear some flowers...

... on your nails?

Sephora Nail Patch Art


Zachciało mi się sephorowych naklejek na paznokcie po tym, jak zobaczyłam ten wzór na jednym z blogów, niestety nie pamiętam na którym, bardzo przepraszam. Będąc ostatnio w Sephorze (przeceny!) obmacałam różne wzory i nie-wzory, bo gładkie naklejki też są (niech mi ktoś wytłumaczy: po co?), ale żaden nie przypadł mi do gustu tak, jak A04 chinese blossom.

Co dostajemy w paczce? 2 komplety po 8 naklejek o różnych rozmiarach, jakiś kawałek błyszczącej tekturki, nie rozgryzłam jeszcze po co, oraz instrukcję obsługi. Plus się należy za instrukcję po polsku. Ja zostałam dodatkowo poinstruowana przez panią w Sephorze, która od razu zatroszczyła się o to, czy będę umiała z produktu skorzystać. Miło.

Klik aby przeczytać

Poinstruowana więc podwójnie, zabrałam się do przyklejania. Ponieważ uznałam, że cena (29zł!) jest dość wygórowana, postanowiłam używać naklejek tylko na pojedyncze palce. Poza tym, wszystkie palce w kwiatki to zbyt duża pstrokacizna jak na mój gust, więc obyło się bez wielkich wyrzeczeń.

Sephora Nail Patch Art & Wibo Express Growth
Numeru czarnego Wibo nie podam, bo przecież oczywistością jest, że na buteleczce z czarnym lakierem powinny widnieć czarne napisy. Przecież wszystko jest doskonale czytelne, o co ci chodzi Lalu? Grrr... W każdym razie lakier spisuje się bardzo dobrze, dwie warstwy kryją dokładnie, szybko wysycha, czerń jest czarna, błyszcząca - czego chcieć więcej?

Aplikacja naklejek nie sprawia większych trudności, nawet takiemu laikowi, jak ja. Może nie wyszło mi idealnie, ale spodziewałam się gorszych efektów przy pierwszej próbie. Całość utrwaliłam zrecenzowanym w poprzedniej notce topem Manhattanu, bo jakoś mi się wierzyć nie chciało, że sama naklejka utrzyma się długo bez szwanku. I słusznie zrobiłam - poniższe zdjęcie przedstawia stan moich paznokci po przepierce ręcznej, myciu garów (bez rękawiczek) i moczeniu stóp (piling + tarka) - i jak widać, tak sephorowe naklejki, jak i lakier Wibo wyszły z tego szaleństwa bez uszkodzeń.


Podsumowując: uroczy gadżet, który pozwala urozmaicić manicure, a którego pewnie bym nie kupiła, gdyby nie śliczny wzór. Ale nie żałuję, ot taki prezent dla siebie samej po skończonej sesji (:

3 komentarze:

Spam zjedzą ryby.