9 lipca 2011

Sposób na malinę

Wbrew tytułowi, nie będzie o kulinariach, choć maliny kuszą, ale jeszcze za drogie. Będzie o utwardzaczo-wysuszaczu lakierowym, tak, tak. Plus, niejako przy okazji, o kosmetycznym rozczarowaniu ostatnich miesięcy, cudownie odratowanym i zrehabilitowanym dzięki wyżej wymienionemu.

Manhattan Pro Shine Top Coat - preparat utrwalająco-nabłyszczający do paznokci
Opowieść o Manhattanie zacznę nietypowo, bo od lakieru Catrice, który nabyłam w kwietniu, w euforii po udanej lekcji na praktykach z licealistami - pojechałam do Natury prosto ze szkoły, uderzyłam na szafę Catrice i zakochałam się... Lakier w pięknym, malinowym kolorze, o adekwatnej nazwie Raspberry Fields Forever wylądował przy kasie, a w domu - natychmiast na moich paznokciach.

Catrice Ultimate Nail Lacquer - 360 Raspberry Fields Forever

Niestety... Szał przedwczesny, jako że już następnego dnia końcówki niemiłosiernie się pościerały, a parę godzin później malina zaczęła odpryskiwać, w związku z czym buteleczka została rzucona w kąt ze śmiertelnym fochem, rozdartym sercem i postanowieniem, że nigdy tej cholery już nie użyję. Kolor jednak kusił... 
I nagle bang, bang! Oświeciło mnie - mam pretekst, żeby wypróbować jakiś top coat - rzecz którą do tej pory uważałam za całkowicie zbędną, bezsensowną i mającą na celu tylko wzbudzić w konsumencie poczucie nowej potrzeby, a kasa idzie z rączki do rączki. Z wahaniem zakupiłam więc top od Manhattanu.

Manhattan Speed Dry & Extreme Shine top coat
Klik by przeczytać
Speed dry, zgodzę się. Extreme shine - bez przesady. Faktycznie przedłuża trwałość lakieru, co mojej catricowej malince dobrze wróży na przyszłość - ze wspomaganiem w postaci Manhattanu wytrzymuje 3-4 dni, a to naprawdę nienajgorzej. Top nie ma typowej konsystencji lakieru (w internecie figuruje jako emulsja), jest rzadszy, ale nie spływa z płytki. Swoją drogą - top jest całkowicie przezroczysty, mój egzemplarz zawdzięcza swój różowawy odcień właśnie malince Catrice, która osadziła się na pędzelku, bo zbyt optymistycznie oceniłam stopień wyschnięcia lakieru na paznokciu. Nie przeszkadza to w żadnym razie w użytkowaniu.

Cóż, nadal uważam, że top coat nie jest artykułem pierwszej potrzeby, ale cieszę się mimo wszystko, że go mam. Przydaje się nie tylko w takich sytuacjach, jak wyżej opisany konflikt z upartym bublem, pozwalając bubla oswoić, a nawet się bublem cieszyć, ale także w takich sytuacjach jak dziś, ale o dziś będzie osobna notka (:

2 komentarze:

  1. możesz powiedzieć ile kosztuje ten top? bo z tego co piszesz daje radę :) ja mam top z rimmel'a i też jest taki rzadki - to nawet lepiej bo nie nakładamy dodatkowo grubej warstwy.

    jeśli byłabyś taka miła, to proszę o usunięcie weryfikacji komentarzy - to dość uciążliwa funkcja dla komentujących, a ja mam zamiar dalej komentować :)

    OdpowiedzUsuń
  2. @adrianna: nie pamiętam ile kosztował, ale pewnie jakieś naście, a na pewno nie więcej niż 20zł (:

    Z komentarzami - da się zrobić.

    OdpowiedzUsuń

Spam zjedzą ryby.