25 sierpnia 2011

Kawał dobrego Rimmla – szminka Lasting Finish


 
Szminki z serii Lasting Finish lubię od dawna, a konkretnie od jednego sylwestra parę lat temu, na który specjalnie kupiłam najbardziej czerwoną czerwień, jaką znalazłam w Rossmannie, bo musiała pasować do kostiumu Poison Ivy. Nie mogę tego samego powiedzieć o serii Hydra Renew, bądź co bądź tej samej firmy, ale może trafiłam na felerny egzemplarz z drapiącymi drobinkami i brzydkim zapachem i w ogóle nie o tym miało być.

Aktualnie jestem szczęśliwą posiadaczką 4 odcieni LF, z czego Alarm gości u mnie już po raz drugi (:


Od prawej:
Powszechnie znany i lubiany Airy Fairy – jasny, lekko przygaszony róż ze złotawym połyskiem. Tego pana nie trzeba przedstawiać.



Undressed – bardzo przyjemny kolor, jakby herbaciany róż. Obraziłam się na niego w pierwszej chwili, jako że kupiłam go w poszukiwaniu idealnego odcienia nude, który praktycznie wymazałby moje usta z twarzy. Undressed tego nie robi. Na szczęście polubiliśmy się odkąd zrozumiałam, że efekt manekina może i sprawdza się na przestylizowanych sesjach zdjęciowych, ale na ulicy zmienia się w efekt „właśnie wyciągnęli mnie z wody po 3 dniach leżakowania”, tylko mniej siny.


Z Asią się nie polubiłyśmy, choć bardzo bym chciała. Kolor – przybrudzony ciemny róż – podoba mi się w opakowaniu, podoba mi się na dłoni, podoba mi się, gdy go nakładam na usta, ale później dziwnym sposobem staje się jakiś... za ciemny do mojej twarzy. Ostatecznie, po wielu podejściach i podchodach, zasilił szeregi kosmetyczne mojej mamy, która ma ciemniejszą karnację i zdecydowanie wygląda w nim lepiej niż ja.

Zdjęcie nie oddaje dobrze koloru - jest trochę ciemniejszy i zimniejszy

No i Alarm... Uwielbiam go! To ciepła, intensywna, strażacka czerwień, wcale nie pomarańczowa, jak usiłuje Wam wmówić mój aparat (odcień lepiej oddaje górne zdjęcie).


Za co kocham?
+ kremowa, gładka konsystencja
+ świetna pigmentacja, mocne krycie
+ szeroki wybór bezdrobinkowych, kremowych odcieni (gromkie „nie!” dla perły na ustach! I paznokciach!)
+ przystępna cena (16-17zł), dostępność (gdziekolwiek, gdzie jest szafa Rimmela)
+ całkiem przyjemne opakowanie (wprawdzie plastik, ale estetyczny)
+ ładny, słodki, trudny do określenia zapach. Bardzo go lubię.

Za co kocham trochę mniej:
- trwałość... no niestety, wytrzymuje 2-3 godziny bez jedzenia i picia, za to z gadaniem. Ale nie oczekuję cudów – większa trwałość równa się zwykle większe wysuszenie ust. Od zadań specjalnych mam Lipfinity Max Factor (:
- zostawia ma-sa-kry-czne ślady na szklankach / łyżkach / widelcach itp. O ile w przypadku jaśniejszych odcieni to jeszcze jakoś przejdzie, o tyle Alarm wygląda, jakbym, excusez le mot, rozcharatała sobie tym sztućcem czy innym nakryciem stołowym dziąsła.

W pełni świadoma wad i niedogodności oświadczam, że i tak uwielbiam Lasting Finishe (:

18 sierpnia 2011

3... 2... 1... FIGHT!



W temacie walki wciąż pozostając: dzisiaj konfrontacja! Pojedynek żelowych linerów: Catrice vs. Essence.

Zawodnik nr 1 – Catrice Gel Eyeliner, odcień 010 Black Jack with Jack Black (czarny)





Zawodnik nr 2 – Essence Gel Eyeliner, odcienie 02 London Baby (brązowy) i 03 Berlin Rocks (fioletowy)


Pojemność:
Catrice – 4ml
Essence – 3ml

Opakowanie:
W obu przypadkach ciężkie szklane słoiczki z grubym dnem i plastikową nakrętką. W przypadku Essence troszkę mniejsze i dzięki temu bardziej poręczne. Bardzo mi odpowiadają, bo lubię czuć ciężar kosmetyku w dłoni, a nie zastanawiać się, czy jeszcze go trzymam, czy już mi wypadł z dłoni.

Konsystencja:
Właściwie w obu produktach jest podobna – raczej kremowa niż żelowa, miękka i gładka. W przypadku Catrice jakby rzadsza, lżejsza, ale różnica jest prawie niezauważalna.

Kolory i pigmentacja:
Jeśli chodzi o „paletę” kolorów, Essence zostawia konkurenta daleko w tyle. Catrice oferuje nam marne dwa, w dodatku najbardziej banalne kolory: czarny i brązowy, natomiast Essence do tych dwóch dorzuca jeszcze fioletowy i zielony (na który się czaję).





Na zdjęciu widać, że eyeliner Catrice jest intensywniejszy i bardziej kryjący niż Essence. Przynajmniej w przypadku posiadanych przeze mnie i omawianych tu kolorów – może gdyby porównać ten sam odcień, byłoby inaczej. Wszystko jednak zależy od tego, czego się wymaga od eyelinera – ja lubię delikatny efekt Essence na codzień.

Aplikacja:
Bardzo łatwa. Lekka konsystencja eyelinerów pozwala na miękkie przeprowadzenie kreski, wystopniowanie grubości itp, itd. Bardzo przyjemnie się je nakłada, choć czasem miękkość linerów jest zwodnicza, pędzel za bardzo się ślizga i kreska wychodzi pokraczna. Wtedy wystarczy jednak tylko jeszcze jedno pociągnięcie pędzelka i voila, kreska jak ta lala. Malowana lala.

Trwałość:
Zawsze maluję kreski na powiece zgruntowanej bazą ArtDeco i cieniem. Na takim podkładzie Essence trzyma się bez zarzutu cały dzień, aż do demakijażu. Catrice ma trochę więcej problemów – końce kreski się ścierają i po idealnej jaskółce...

Cena:
Współmierna do pojemności:
Catrice – 15,99zł
Essence – 11,99zł

Ogólne, subiektywne i niespecjalnie uzasadnione wnioski końcowe:
Cóż... wolę Essence. Za delikatny efekt, trwałość i kolory (:

Walka na dwóch frontach


Pisanie nie wychodzi mi tak często, jakbym chciała, bo a to wyjazd, a to remont (a remonty przecież nigdy nie trwają tyle, ile się optymistycznie na początku zakłada...), a to 4 dni po 11 godzin w pracy w zastępstwie za koleżankę. Zawsze coś, zawsze coś.

Po tych wszystkich następujących po sobie atrakcjach tak moja twarz, jak i włosy mają wszystkiego serdecznie dość. Dlatego wystawiam do walki dwie formacje.

Arsenał 1 – włosy

Trzeba wiedzieć, że moim marzeniem od dawna są naprawdę długie, piękne włosy. Myślę, że mają potencjał, bo są bardzo gęste, falowane i jedyne, co mi się w nich nie podoba, to kolor – mysi, szary, nijaki jasny brąz. Niewiele mi jednak wychodziło z prób zapuszczania, głównie przez moje lenistwo (w końcu kto by marnował czas na odżywki?), niecierpliwość i niekonsekwencję (wyglądają źle? To ścinamy do gołej skóry! Niemalże.), przez co we wrześniu jeszcze chodziłam z irokezem na głowie. Teraz się zaparłam, pielęgnuję i widzę efekty. Jednak kiedy przez prawie 3 tygodnie traktowałam moje włosy wodą morską, słońcem i piaskiem, następnie przez ponad tydzień oparami farb i pyłem ze ścian, a na koniec dowaliłam im jeszcze bynajmniej nie fryzjerską farbą... cóż, zbuntowały się. Są lekko przesuszone, mniej lśniące i nie tak miłe w dotyku. Do walki z przesuszeniem wystawiam tak kosmetyki wypróbowane, znane i lubiane, ale i te, które są dla mnie nowością. Enjoy the view:


  • olejek do włosów Amla - działo główne, z którym wiążę największe nadzieje. Na razie użyłam raz i nie byłam zachwycona – miałam wręcz wrażenie, że jest trochę gorzej. Ale ktoś mi mówił, że to normalne, więc zbieram się do drugiego podejścia. Kupiony w helfach (www.helfy.pl).
  • Szampon proteinowy Sesa – polecony do zmywania olejku. Naklejka z tyłu zapewnia, że szampon zawiera „proteiny z zielonego jabłka, witaminy C i E z kiełków przenicy oraz olejek pomarańczowy”. Również kupiony w helfach.
  • Głęboko odżywiający wosk do włosów Beauty Formulas – kompletna nowość dla mnie, jeszcze nie wypróbowałam. Niezłe opinie na wizażu: KLIK
  • Maska do włosów suchych i zniszczonych Alterra – jak widać, już prawie zużyta. Jak tylko się skończy lecę po następną (:
  • Szampon nadający połysk Alterra – jw.
  • Szampon z czarnej rzepy, Pollena Malwa – świetnie oczyszcza! Używam go tylko raz na jakiś czas, bo może przesuszać.
  • Odżywka nawilżająca Herbal Essences – potrzebowałam zwykłej odżywki, a TBS (moja ulubiona bananowa...) był poza zasięgiem. Zobaczymy, co potrafi.
  • Balsam nawilżająco-regenerujący Joanna – na końcówki. Z gatunku znanych i lubianych.

Uch... trochę tego jest. A tymczasem:

Arsenał 2 – twarz

Podobnie jak w przypadku włosów, atrakcje ostatniego miesiąca nie pozostawiły mojej cery obojętnej. Wysyp przykrości prześladuje mnie już jakieś 1,5 tygodnia, a dopiero teraz mam tak naprawdę czas, żeby się nimi zająć. Jeszcze tylko przemogę moją dziką niechęć do systematyczności w pielęgnacji i będzie git.
  • żel oczyszczający Normaderm Vichy – lubię go, mam od dawna (co widać), jest bardzo wydajny (co też widać) i trafił mi się jak ślepej kurze w promocji w Superpharmie.
  • Peeling gommage Ziaja Sopot Spa – nowość w mojej kosmetyczce. Kupiłam z ciekawości, ale nie pokładam w nim wielkich nadziei. Zobaczymy, co ma do zaoferowania. Recenzja będzie.
  • Płyn micelarny Bourjois – znany, lubiany, także przeze mnie, ale wolę micel z Maybelline - bardzo żałuję, że był dostępny tylko jako bonus do tuszu i nie tracę nadziei, że wejdzie u nas do stałej sprzedaży...
  • krem nawilżający na dzień Hydra Specific Yves Rocher – dostałam próbkę i byłam nią zachwycona, teraz mam wątpliwości, czy to nie on jest współodpowiedzialny za grudki na mojej twarzy... Cóż, sprawdzę to dogłębnie. Recenzja będzie.
  • Cała bateria maseczek: peeling enzymatyczny z alantoiną i białą glinką i inne maseczki oczyszczające Dermiki z serii Let's Dance (bardzo je lubię), różności od Ziai (jedne lepsze, drugie gorsze, niestety) i last but not least: znana i lubiana Dax Perfecta Słodkie Migdały.

Jeśli jakiś produkt Was zaciekawił, dajcie znać, wtedy na pewno jego recenzja się pojawi. No i trzymajcie za mnie kciuki, w końcu idę na wojnę.

7 sierpnia 2011

Come back na luzie - 30 pytań

Wróciłam z wakacji i od razu wpadłam w szał rewolucji w pokoju. Sprzątam, myję, zrywam listwy, wyrzucam, maluję, robię wzory, skręcam szafę... Bardzo skutecznie się dzięki temu nie myśli o przykrościach, a kiedy sił już braknie przychodzi wena na bloga. Więc jestem. I zaczynam od tagu, do którego nikt mnie nie zapraszał, ale bezczelnie go zrobię - mózg mam w tej chwili z galaretki, więc zadanie nie przekroczy moich możliwości intelektualnych.


Zasady sobie odpuszczę, bo ani nikt mnie nie otagował, ani ja tagować nie zamierzam, bo przecież wszyscy już chyba mają to za sobą i wiedzą osochozi. Ot, robię rekreacyjnie.

1. Ile razy dziennie myjesz swoją twarz?
Raz, wieczorem - rano przemywam się micelem / tonikiem. Fascynująca informacja, bardzo przydatna...
2. Jaki masz typ cery?
Mieszaną.
3. Co jest obecnie Twoim ulubionym produktem do mycia twarzy?
Vichy Normaderm, żel głęboko oczyszczający.
4. Czy używasz peelingów do twarzy? Jeżeli tak, to jakich?
Wykańczam od dawna dwa ścieraki antytrądzikowe L'Oreal, ale chyba niedługo moja cierpliwość niedługo się skończy i wylądują gdzie ich miejsce. Poza tym bardzo lubię peeling dołączony do granatowej maseczki Bielendy.
5. Jakiego kremu do twarzy używasz?
Hydra Specific Yves Rocher, na noc czasem Bioderma Sebium Hydra.
6. Używasz kremu pod oczy? Jeżeli tak, to jakiego?
Używam głównie żeli Flosleku, a mój ostatni eksperyment z kremem Lirene (pisałam o tym TUTAJ), zakończył się niezbyt szczęśliwie. Cóż, spróbuję zrobić do niego jeszcze jedno podejście i nie omieszkam opisać doświadczeń...
7. Masz piegi? Jeżeli tak, to gdzie?
Mam – latem na nosie, przez cały rok na prawym ramieniu. Tylko tam. Kończą się idealnie równą linią.
8. Jakiego podkładu używasz?
Healthy Mix Bourjois – przekonał mnie, że moja gęba naprawdę nie potrzebuje mocnego krycia. Pogratulujmy mu!
9. Jakiego korektora używasz?
Maybelline Mineral Power. Bardzo przyjemny, jak się już nauczyłam go obsługiwać.
10. W jakiej tonacji jest Twoja cera?
Ciepła, żółta, bardzo jasna – kość słoniowa.
11. Co sądzisz o sztucznych rzęsach?
Lubię, mam, chciałabym używać, ale nie mam okazji... Najbardziej marzy mi się sesja zdjęciowa z użyciem piórkowych okrągłych rzęs... Zwykle stoję i gapię się tylko na nie w Inglocie, ale kiedyś je kupię.
12. Jakiej maskary używasz?
Maybelline Colossal Volum' Express / Essence Multi Action.
13. Czego używasz do aplikowania makijażu?
Pędzli i palców. Zadziwiające, jak szybko pacynka stała się dla mnie narzędziem wszelkiego zła... Długo z powodzeniem się nimi malowałam.
14. Używasz bazy pod makijaż?
Nie.
15. Używasz bazy pod cienie?
Zawsze. Jestem wierna jak pies bazie ArtDeco.
16. Ulubiony kolor cienia do powiek?
Nie mam, ale ostatnio króluje u mnie Bow, Gateau, Wrapped Up i Celebrate z paletki Sleek Oh So Special.
17. Kredka do oczu czy eyeliner w płynie?
Zależy od sytuacji – czasem lubię się rozmazać kredką jak imoł.
18. Ulubiona szminka?
Rimmel Lasting Finish. Za całokształt.
19. Ulubiony błyszczyk?
Maybelline Color Sensational Cream Gloss, odcień 622 Nude Pearl.
20. Ulubiony róż?
Essence Silky Touch. Mam za mało róży, tak swoją drogą.
21. Kupujesz kosmetyki za pośrednictwem internetu?
Hmm, nie. Ostatnio kupiłam Sleeka na paatal.pl i tyle.
22. Kupujesz kosmetyki od ulicznych sprzedawców/na bazarach?
Nie zdarzyło mi się.
23. Zbrodnia w makijażu, której nie możesz przeżyć?
Rzęsy jak nóżki pająka posypane węglem, zbyt jasna szminka, zbyt mocne, perłowe smokey.
24. Lubisz kolorowe makijaże?
Zależy od nastroju, czasem mi się podobają, czasem nie.
25. Jeżeli miałabyś wyjść z domu używając tylko jednego produktu, to co by to było?
Perfumy.
26. Wychodzisz z domu bez makijażu?
Jasne, obsesja kosmetyczna jeszcze nie osiągnęła niebezpiecznego pułapu.
27. Uważasz, że dobrze wyglądasz bez makijażu?
Owszem, szczególnie kiedy moja cera przestała uważać, że jest wciąż w liceum i ma 16 lat.
28. Chciałabyś chodzić na lekcje wizażu/make up'u?
Chciałabym i nawet planuję taką ekstrawagancję.
29. Która firma kosmetyczna jest według Ciebie najlepsza?
Nie ma najlepszej. Każda ma cuda i buble.
30. Czy zdarza Ci się niezdarnie nałożyć makijaż?
Jestem straszną perfekcjonistką, więc owszem, zdarza się, ale wkurza mnie to. Gdy nie mam czasu, zrobię oszczędniejszy makijaż. Gdy mi coś ewidentnie nie wyjdzie, prędzej zmyję i zacznę od nowa albo pójdę bez makijażu, niż zostawię nieudane.