15 października 2011

Happy birthday to... me!

Uff... Udało mi się! Baterie do aparatu kupione i włożone gdzie trzeba - mogę ruszyć z kopyta. I ruszam, zaczynając od pochwalenia się, co dostałam na urodziny. Właściwie, chciałam się tym pochwalić od razu, już tydzień temu i zaczęłam nawet radośnie obfotografowywać podarunki, ale w połowie roboty aparat zapiszczał i zdechł. Przez cały tydzień albo nie było czasu, albo pogody, albo baterii, bo ciągle zapominałam je kupić... Dopiero dzisiaj i dopiero teraz mogę do tego przysiąść ^^"

Moja kochana mama, widząc, że moja kolekcja kosmetyków kolorowych zaczyna się niebezpiecznie rozrastać, podarowała mi taką cudną kartonową komódkę z szufladkami:



Komódka ma print imitujący jeans i czarną koronkę, sprawia wrażenie bardzo solidnej i trwałej. A w szufladkach znalazłam poukrywane skarby:


1. Cienie Bourjois Smoky Eyes, na które czaiłam się już od dłuższego czasu, ale cena skutecznie mnie odstraszała. Mama wybrała dla mnie odcień 11 bleu jeans, który ja bym raczej pominęła, ale muszę jej przyznać, że ma intuicję - te niebieskości pasują do mnie i bardzo dobrze podkreślają kolor moich oczu!
Jako bonus do cieni mama dostała przy kasie brelok-miniaturkę tuszu Bourjois Volume Glamour Ultra Black. Niestety, nie będę miała z niego wielkiego pożytku, poza tym, żeby sobie dyndał przy kluczach, bo jest wyschnięty... ):
2. Pilnik i lakier Inglot 965 - pierwszy lakier tej firmy w mojej kolekcji i od razu taki piękny! 965 to stalowy odcień z granatowym połyskiem... Cudowny! Niestety, mimo bazy i topu, zaczął odpryskiwać po dwóch dniach...





A tak sobie ów prezent urodzinowy zagospodarowałam:

 

1. W największej szufladce umieściłam moje paletki Sleek i trójkę z Inglota,
2. W pierwszej szufladce po prawej trzymam moje eyelinery i bazę ArtDeco,
3. W kolejnej - pojedyncze cienie My Secret, Miyo i Inglot oraz tusz Essence,
4. A w ostatniej znalazł miejsce set Smoky Eyes i para zielonkawych cieni Essence i Sensique.
To tylko część mojej kolekcji, choć przyznam, że większa. Resztę trzymam w poprzednim miejscu, czyli w drewnianej komódce z Ikea.

Nadal się uśmiecham, jak tylko popatrzę na komódkę stojącą na moim biurku ^^

1 komentarz:

  1. bardzo fajna komódka :) ładnie to sobie poukładałaś. mama ma nosa!

    OdpowiedzUsuń

Spam zjedzą ryby.