6 października 2011

Kajam się + ulubieńcy września

Na początek pokajam się - mniej mnie tutaj, bo i czasu mam mniej. We wrześniu miałam praktyki w liceum, teraz zaczął się nowy semestr, oczywiście od zamieszania z planem (zamieszanie trwa już drugi tydzień, a końca nie widać)... Mam też trochę problemów poza sferą uczelnianą. Cóż, oby wszystko niedługo ruszyło z kopyta ku lepszemu, bo nie ręczę za siebie.

Dziś jeszcze zapraszam na zestawienie ulubieńców miesiąca. Mam jednak zamiar już niedługo ruszyć z konkretnymi recenzjami (:
(Ponieważ to moje pierwsze zestawienie ulubieńców, pojawią się w nim nie tylko odkrycia miesiąca, ale też pewniaki, które kupuję stale)

Pielęgnacja twarzy


Żel micelarny do mycia i demakijażu Be Beauty - z kategorii zeszłomiesięcznych odkryć. Oczyszcza świetnie, zmywa resztki makijażu (zawsze najpierw zmywam twarz płynem do demakijażu), nie podrażania. Nie do końca zgodzę się z tym, co producent pisze o działaniu nawilżającym i uczuciu komfortu po zastosowaniu - żel trochę ściąga skórę, ale nie uważam tego za wadę, bo później i tak stosuję krem, który likwiduje to odczucie. Za tę cenę (4,99zł) - bajka.
Płyn micelarny Bourjois i dwufazowy do demakijażu oczu Awokado Bielenda - ulubieńcy od zawsze i (oby) na zawsze. Bourjois służy mi do demakijażu całej twarzy, a Bielenda - oczu i ewentualnie ust.
Głęboko oczyszczający peeling gruboziarnisty Lirene - odkrycie! Nie lubię nijakich ścieraków do twarzy - ten taki nie jest. Drobinki są konkretne i ostre, ale nie podrażniają cery. Oprócz oczyszczenia producent obiecuje jeszcze nawilżenie i zwężenie porów. W kolejce do recenzji (:
Nawilżający kremowy mus na dzień i na noc Lirene - używam jako kremu na noc, bo jednocześnie kupiłam emulsję Olay na dzień. Szkoda, teraz chętnie używałabym tego cudeńka rano, wieczorem i jeszcze pewnie po drodze. Jeśli ten pan nie sprawi mi jakiejś przykrej niespodzianki, to na pewno na stałe zagości w mojej kosmetyczce. Ma cudowną konsystencję, szybko się wchłania i nawilża tak, jak powinien. Dodatkowo ma śliczny owocowo-słodki zapach (:

Pielęgnacja ciała i włosów


Głęboko nawilżający wosk do włosów z miodem Beauty Formulas - cudo! Niesamowicie odżywia włosy i ma słodki miodowy zapach. Na opakowaniu znajduje się informacja, że wystarcza na 3-4 zastosowania, ale dla mnie to bzdura. Używam go raz na tydzień od miesiąca, moja mama też go podkrada, a w tubce jest jeszcze przynajmniej połowa zawartości.
Nail Tek Formuła III Protection Plus - tak, tak. Mimo ostatniego rozczarowania ten produkt znalazł się wśród moich ulubieńców - po prostu działa. Ja byłam zbyt niecierpliwa. Używałam 3 tygodnie, wtedy zdarzył się ten okropny wypadek z środkowym palcem prawej ręki, więc obraziłam się na NT, ale po kilku dniach wróciłam i używałam kolejne 2 tygodnie i... tadam! Działa! Paznokcie są mocne i elastyczne, już się nie rozdwajają (na razie, tfytfytfy). Myślę, że co jakiś czas zrobię sobie tydzień-dwa kuracji tym NT, żeby odpoczęły od kolorowych lakierów.
Krem do stóp i paznokci Be Beauty - nigdy nie używałam kremu stricte do stóp, więc może dlatego ten produkt jest moim ulubieńcem, ale chyba mogę stwierdzić, że działa - zmiękcza i nawilża skórę stóp. Poza tym ładnie pachnie (cytrusami i szałwią) i trochę długo się wchłania, zostawiając na skórze lepką warstewkę. To chyba jedyna jego wada - w końcu, lepkie stopy to nic przyjemnego.

Kolorówka


Róże z różanej kolekcji Wibo - recenzja
Baza pod cienie Art Deco i tusz Collosal Maybelline - ulubieńcy od zawsze na zawsze. Są tu właściwie pro forma, to oczywista oczywistość (:
Kredka Eye Max Precision Eveline - czarna automatyczna kredka z gąbeczką do rozcierania. Miękka, trwała, dobrze wygląda zarówno solo (lekko rozmazana), jak i w większym makijażu.
Paletka Sleek Oh So Special - pozostałe cienie właściwie poszły w odstawkę w tym miesiącu, OSS jest cudowny... A już do mnie jadą kolejne 3 paletki Sleek. Będę miała zapas cieni do końca życia...
Cień Inglot 353 (matte), zaznaczony czerwoną kropą - kupiony jako następca absolutnie genialnego cienia Bow ze Sleek OSS (górny lewy) - jak widać w Bow już dogrzebałam się dna... Inglot jest mniej napigmentowany i ma inną, bardziej pudrową konsystencję, ale nie kupię przecież całej nowej OSS dla tego jednego cienia... Aż tak mnie jeszcze nie opętało (: Tak Bow, jak i Inglota używam w wewnętrznych kącikach oczu i pod łuk brwiowy.

Dajcie znać, jeśli coś Was zaciekawiło, napiszę recenzję tych produktów w pierwszej kolejności (:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Spam zjedzą ryby.