15 listopada 2011

Houston! Houston! Bez problemów!

Recenzja z poślizgiem, bo limitowanka Out of Space Catrice raczej już nawet na wyprzedażach nie dogorywa, więc trudno będzie ten produkt kupić. Jednak jeśli ktoś będzie miał okazję, to może akurat mu się przyda. Albo zachęci do szukania kolorystycznego odpowiednika.

Mowa o lakierze do paznokci Houston's Favorite:


Cena / pojemność: 9,99zł / 10 ml
Kolor: przepiękny głęboki, ciemny odcień morskiego z opalizującymi turkusowymi drobinkami. Czasem błysną też fioletem, ale niestety, tylko w buteleczce...
Konsystencja: lakier jest dość gęsty, niestety. Nie da się go nałożyć cienką warstwą.
Krycie: dwie warstwy. Mimo tego, że kładzie się go dość grubą warstwą, jedna pozostawia prześwity.
Wysychanie: ze względu na grube warstwy, dość uciążliwe i długie.
Pędzelek: dość krótki, gruby, wygodny.
Zmywanie: bez problemów.
Trwałość: z bazą i topem (Inglot) wytrzymał 4 dni bez odprysków, tylko z lekko pościeranymi końcówkami. Jak na lakier Catrice, bardzo dobrze (:


14 listopada 2011

Nudne nude? Błyszczyk Maybelline

Z wielką przyjemnością przedstawiam mojego nudnego ulubieńca! Błyszczyk Maybelline Color Sensational Cream Gloss, odcień 622 Nude Pearl. Odcień, co muszę zaznaczyć, kupiony przeze mnie po raz drugi (i pewnie nie ostatni!), co się chyba do tej pory nie zdarzyło... (:


Cena - nie pamiętam, pewnie ok. 20zł
Opakowanie - klasyczne, błyszczykowe. Wyróżnia je kwadratowy przekrój. Aplikator ani za duży, ani za mały, w sam raz, nabiera wystarczającą ilość kosmetyku.
Konsystencja - gęsta, kremowa. Bardzo mi odpowiada - nic nie spływa, nie migruje ku obrysowi warg, nie włazi w załamania. Mimo swojej gęstości, nie skleja ust, może jednak tworzyć nieestetyczne kreski po potarciu warg o siebie, jeśli nałoży się go za dużo.
Odcień - kryjący, bardzo naturalny, jasny. Jest idealny tak do mocnego oka, jak i do naturalnego makijażu dziennego. Jak to z takimi jasnymi kryjącymi kolorami bywa, bez lusterka przy nakładaniu ani rusz, bo można skończyć ze smugami. Mimo że w nazwie widnieje odstraszające "pearl", a w opakowaniu można się dopatrzeć drobinek, na ustach nie są one widoczne.
Zapach -  błyszczyk pachnie jak pomarańczowa fanta czy inna oranżadka. Dla mnie bomba, szkoda tylko, że smak nie idzie w parze (:
Trwałość - myślę, że standardowa... Może trochę dłuższa ze względu na gęstą, kremową konsystencję. Znika równomiernie, jednak może wtedy podkreślać suche skórki.
Efekt:

Lubicie nudne usta? Macie jakieś swoje sprawdzone nudziaki? (:

11 listopada 2011

Współpraca? Prawie że (:


Wczoraj czekała na mnie w domu miła niespodzianka. Dostałam paczkę od firmy Flos-lek! Nie mogę powiedzieć, że całkiem niespodziewaną. Półtora tygodnia temu wypełniłam i wysłałam mailem do firmy ankietę, którą znalazłam w pudełku od żelu pod oczy. Dotyczyła kosmetyków, których używam, sugestii polepszenia produktów Flos-leku etc... Jak to ankieta dla firmy (: Co mnie do tego skłoniło? Cytuję:

Szanowna Klientko
Dziękujemy, że wybrałaś nasz produkt. FLOSLEK pragnie oferować dokładnie takie kosmetyki, jakich byś pragnęła. Zatem, jeśli chcesz mieć swój wkład oraz współuczestniczyć w tworzeniu i ulepszaniu produktów FLOSLEK PHARMA i FLOSLEK, podziel się z nami swoimi spostrzeżeniami i uwagami. (...)
Wypełnij ankietę, dołącz 1 paragon dokumentujący zakupy produktów FLOSLEK i odeślij (...)
Wówczas prześlemy Ci pełnowartościowy produkt w prezencie + próbki produktów.

Kto by się nie skusił? ^^
Muszę przyznać, że spodziewana paczka przyniosła jednak niespodziankę - nie spodziewałam się takiego bogactwa w środku! I to de facto za cenę jednego żelu pod oczy, czyli 7,50zł.


Jak widać, pełnowartościowe produkty mam dwa, a nie jeden, a i próbek nie poskąpili. Proszę bardzo:


Krem normalizujący Nawilżanie z serii Naturalne Piękno oraz balsam do ciała Happy per Aqua.






Przede mną dużo testowania! Strasznie się cieszę! Niestety, zabiorę się za testy dopiero, jak wykończę produkty, których aktualnie używam. Część próbek (tych silniejszych przeciwzmarszczkowych, pod oczy i wybielająca przebarwienia) oddałam mamie, która obiecała podzielić się jakąś recenzją (:

Nie napisałam w ankiecie, że prowadzę bloga kosmetycznego, bo i po co? Produkty nie zostały mi więc wysłane specjalnie do recenzji i moje opinie na ich temat będą pozbawione jakiegokolwiek zewnętrznego wpływu (:

8 listopada 2011

Słodkie migdały - olejek The Body Shop

Dziś przynoszę recenzję z prawdziwego zdarzenia, nareszcie. Nie mam lekko ostatnio, bo uczelnia, bo liżę rany po rozstaniu i zaczął się listopad, który od roku jest dla mnie ogólnie złym i smutnym miesiącem. Że ciężko mi się zmotywować do przygotowania na zajęcia, to jeszcze rozumiem, ale jeśli już blog, moja odskocznia i przyjemność, zaczyna zarastać kurzem, to naprawdę jest kiepsko. Wykorzystuję więc każdy przypływ inwencji. Tyle prywaty, przechodzę do konkretów.

Migdałowy olejek do paznokci i skórek The Body Shop

Zanim o głównym bohaterze tego wpisu, małe wprowadzenie.

Jakiś czas temu pisałam o mojej walce z rozdwajającymi się, suchymi paznokciami. Próbowałam wtedy kuracji odżywką Nail Tek Formuła III. Niestety, nie dała ona oczekiwanych rezultatów, być może dlatego, że zbyt szybko się niecierpliwiłam. Niestety, gdy po 3 tygodniach ciągłego stosowania nie widziałam żadnej poprawy, odżywka poszła w odstawkę. Potem próbowałam do niej podejść jeszcze dwa razy, ale chyba taka forma kuracji nie jest po prostu dla mnie - dokładanie kolejnych warstw było fajne do czwartego dnia, kiedy to odżywka złaziła płatami, zostawiając płytkę suchą i nierówną... Mam za mało cierpliwości i tolerancji dla odprysków.

Kiedy ostatecznie odstawiłam Nail Tek na półkę, zaczęłam się rozglądać za innym produktem, który mógłby mi pomóc nawilżyć paznokcie. Akurat wtedy TBS wprowadzał nowe produkty z linii do pielęgnacji dłoni, a że akurat wtedy znalazłam się w pobliżu... Same rozumiecie, pokusa przetestowania nowości jest silna.

Opakowanie - olejek zamknięty jest w plastikowym "długopisie" zakończonym pędzelkiem. Na zatyczce znajduje się ścięta gumka, która ma nam służyć do odsuwania skórek. Produkt wypływa na pędzelek, kiedy przekręci się dolną część "długopisu". Niestety, sposób dobrania się do olejku sprawia problemy, bo: a) na opakowaniu nie ma żadnej instrukcji, b) samo opakowanie nic sobą nie sugeruje - wygląda tak jednolicie, że nigdy bym się nie domyśliła, że można tam coś przekręcić!, c) pokrętło z początku chodzi bardzo opornie. Ja sama musiałam wrócić się do sklepu i spytać ekspedientkę, jak się tym ustrojstwem posługiwać... Tak więc opakowanie i fajne (pędzelek ułatwia aplikację, całość jest mała i poręczna), i niefajne. Do minusów można też zaliczyć to, że jest nieprzezroczyste, więc nie wiem, ile mi tego olejku jeszcze zostało. Z każdym przekręceniem boję się, że zaraz się skończy.


Konsystencja - pośrednia między olejkiem a żelem. Nie spływa z paznokci, nie zalewa wszystkiego wokół.

Aplikacja - jedna kropla wystarcza mi na bynajmniej nie oszczędne pokrycie paznokci jednej ręki. Trzymam olejek ok. 10 minut, a potem wcieram to, co się nie wchłonęło w paznokcie i skórki.

Zapach - słodki, ale nie mdlący, tylko przyjemny. Nie ma wyraźnych nut migdałów czy marcepanu (którego nie znoszę).

Efekty - natychmiastowe. Wiem, że do porządnego nawilżenia paznokci potrzeba regularnego stosowania przez dłuższy czas (co też zresztą zrobiłam, olejek kupiłam już jakiś miesiąc temu i gruntownie przetestowałam), ale tu już po wtarciu resztek olejku w paznokcie, czuję i widzę, że są gładkie i jakby aksamitne w dotyku, zyskują też ładniejszy kolor. W tej chwili stosuję go po zmyciu lakieru i przed nałożeniem kolejnego, a także raz na jakiś czas jak najczęściej przez kilka dni z rzędu. Paznokcie zyskały trochę elastyczności i mniej się rozdwajają. Problem wciąż jest, ale jestem chyba na dobrej drodze do jego likwidacji.
Skład:

Cena - 35zł / 1.8ml... Dużo.

Podsumowując: bardzo dobry produkt. I choć te 35zł mnie trochę kłuje, cieszę się, że go kupiłam.

7 listopada 2011

Projekt denko - październik

Kolejna odsłona miesięcznych zużyć. Powiem szczerze, że projekt denko działa - odkąd się w niego zaangażowałam, pilnuję się i zużywam sukcesywnie moje kosmetyczne zasoby. Bardzo mnie to cieszy ^^


Zużycia październikowe nie są może tak imponujące, jak wrześniowe, ale i tak cieszą oko.

Włosy

1. Spray nawilżający i nabłyszczający, Emsibeth Cosmetics - kupiony w salonie fryzjerskim - moja fryzjerka poleciła mi go, kiedy spytałam o jakiś spray chroniący przed wysoką temperaturą. Miałam akurat zniżkę na karcie na cięcie i dowolny kosmetyk, więc się zdecydowałam. Czy działa? Mam nadzieję... Nigdy nie potrafię ocenić skuteczności tego typu kosmetyków. Ogólnie dbam o włosy, więc nie wiem, czy ich dobra kondycja to wynik ochrony podczas suszenia czy odżywek, masek i olejowania. Co mi się na pewno nie podobało, to zapach kosmetyku - jak gabinet dentystyczny! Nie, dziękuję.
2. Szampon proteinowy Sesa - jego działania też nie umiem ocenić. Używałam go raz na tydzień, do zmywania Amli, więc nie mogę nic powiedzieć o jego zbawiennym (bądź nie) wpływie na włosy. Dobrze zmywał, ładnie pachniał, nie plątał włosów, ale był mało wydajny. Więcej go nie kupię, chyba że jako szampon do codziennego użytku. 
3. Odżywka do włosów L'Oreal Casting Creme Gloss - dołączona do farby Creme Gloss. Farbę uwielbiam za szeroki wybór brązów o apetycznych nazwach (obecnie mam na głowie Pralinę), odżywkę lubię za działanie i wydajność. Ot, normalna odżywka.

Twarz





1. Mój ulubiony dwufazowy płyn do demakijażu oczu Awokado Bielenda 
2. Tonik ogórkowy Ziaja - tani, wydajny, ładnie pachnący. Bardzo przyjemnie odświeża, choć w nadmiarze pozostawia trochę lepką skórę. Polecam.
3. Żele do powiek i pod oczy Floslek - wersja ze świetlikiem (w tubce) oraz ze świetlikiem i aloesem (w słoiczku) - póki co pomagają mi bardziej, niż treściwe kremy pod oczy. Odprężają skórę, lekko nawilżają, przy regularnym używaniu trochę rozjaśniają cienie pod oczami. Mam już kolejną tubkę, tym razem ze świetlikiem i chabrem bławatkiem (:

Ciało

1. Kokosowy krem do rąk Ziaja - szybko się wchłania i nie zostawia filmu, nawilża wystarczająco (dla moich niewymagających dłoni), no i ślicznie pachnie. Wielokrotnie znajomi pytali, co mam smacznego z kokosami, czyżby ktoś jadł Rafaello? (:
2. Żurawinowy peeling Joanna - ostatnio te peelingi przestały mi wystarczać, potrzebuję mocniejszych ścieraków. Żurawinę wykończyła moja mama.

Kolorówka




1. Lakier Wibo Express Growth, nr 147 - pierwszy lakier, który tak szybko wysechł na amen. Nie wiem, co się stało, kupiłam go w kwietniu, używałam z powodzeniem jeszcze w wakacje, był szczelnie zakręcony, a mimo to zgluciał niemiłosiernie. Inne EG się tak nie zachowują... Do kosza.
2. Błyszczyk ColorSensational Cream Gloss Maybelline, nr 622 Nude Pearl - mój ideał w kolorze nude. Wkrótce o nim napiszę - na zachętę powiem, że kupiłam już drugi w tym samym odcieniu, a to się nie zdarza! Wiem, że na zdjęciu wygląda, jakby był pełny, ale już nic nie mogę wygrzebać. Próbowałam nawet go ogrzać, żeby resztki spłynęły ze ścianek, jak widać, nie podziałało...

2 listopada 2011

TAG: Atqa pyta o kosmetyczne NAJ

Niezobowiązujący tag, polegający na określeniu swoich szeroko pojętych kosmetycznych "naj", wymyślony przez Atqę spodobał mi się od razu. Zapraszam do niego wszystkich chętnych - udział jest dobrowolny!

TAG: Atqa pyta o kosmetycznej naj

Najwięcej mam chyba cieni do powiek. Już same paletki Sleeka (5x12 kolorów) to niezły zbiór, a przecież to tylko część mojej kolekcji... Na drugim miejscu lakiery do paznokci(26), a na trzecim wszelkiego rodzaju mazidła do ust (19). Najmniej mam obecnie produktów do pielęgnacji - staram się używać tylko jednego balsamu/kremu na raz i nie kupować nowych, aż nie skończę tego, co mam. Nawet nie idzie mi to tak źle, jak się obawiałam (:

Najczęściej kupuję płyn micelarny Bourjois i dwufazę do demakijażu oczu Awokado Bielendy. Najbardziej żałuję, że płyn micelarny Maybelline nie jest dostępny w regularnej sprzedaży... To najlepszy micel, jakiego używałam! Czasem lustruję uważnie szafy Maybelline w nadziei, że pojawi się znów jako gratis do czegokolwiek, ale niestety, jeśli już się coś pojawia, to tylko małe buteleczki płynu dwufazowego...

Najtańsze były lakiery Miyo - około 5zł. Natomiast najdroższym kosmetykiem, jaki posiadam są perfumy Flower by Kenzo, choć i tak kupione na przecenie (: W drugiej kolejności plasuje się podkład Bourjois Healthy Mix, który ma również najbardziej praktyczne opakowanie - pompka i podnoszące się dno gwarantują, że zużyję produkt do końca! Najmniej praktycznym mogą "poszczycić się" podkłady w musie Essence - niby normalny dla tej formy podkładu słoiczek, ale... sam słoiczek jest szerszy niż jego wylot, a przy tym tak płaski, że nie sposób wydobyć produktu, który dostanie się pod wrębek, bez użycia patyczka do uszu albo bez konieczności wybierania później podkładu spod paznokci...

Najładniejsze opakowanie trudno mi wybrać, nie mam jakiś specjalnie ładnych... Może opakowanie pudru sypkiego Vipery, czarne z różowym paskiem i dołączonym bezużytecznym acz uroczym, różowym puszkiem? Mogę za to wymienić kilka typów najbrzydszych opakowań: maski do włosów Gloria, szamponu z czarnej rzepy Pollena Malwa, róży Wibo z kolekcji różanej, oleju Dabur Amla... Na szczęście dla mnie nie liczy się opakowanie, a zawartość i rzadko zdarza mi się kupić coś tylko dlatego, że ślicznie wygląda (: A tak się składa, że wszystkie te "brzydale" świetnie działają ^^

Najładniejszy zapach. Hmm... nie liczą się perfumy, prawda? No to... wspomniane wyżej róże Wibo pachną bardzo ładnie, a poza tym mogę jeszcze wymienić malinową octową płukankę do włosów Yves Rocher i niedawno kupiony szampon Tigi Bed Head Self Absorbed (promocja w TKMaxx) - ślicznie pachnie cytrusami! Najgorszy zapach ma maska Gloria (bardzo babciowy, na szczęście nie utrzymuje się na włosach...) i balsam do włosów Joanna, z Apteczki Babuni, wersja z miodem i mlekiem. Pardon, ale zapach, choć słodki, kojarzy mi się z... wymiocinami. Zaznaczam, że mój egzemplarz nie jest zepsuty, co najwyżej mój zmysł powonienia wraz z mózgiem płatają mi jakieś psikusy. No i ten nieszczęsny balsam do ciała Brazylia z Biedronki - pachnie jak czyścik do zlewu!

Najrzadziej używam wyżej wymienionej płukanki octowej. Przeważnie po prostu nie chce mi się, po spłukaniu szamponu i odżywki, płukać włosów jeszcze raz, szczególnie, że efekt, jaki daje płukanka Yves Rocher nie jest powalający. Ot, włosy się błyszczą.

Za najdziwniejszy "kosmetyk", jakiego używam, wiele osób uznałoby Amol. Amol jest dla mnie środkiem uniwersalnym, kosmetykiem, lekiem, placebo... Stosuję go punktowo na pryszcze, na skronie gdy boli mnie głowa, doustnie na łyżeczce cukru, gdy boli mnie żołądek... Znalazłabym jeszcze mnóstwo zastosowań (:

Najmniej lubiana czynność, to wszystko, co związane z pielęgnacją ciała... Jak to powinno wyglądać: masaż ciała aromatycznym balsamem, z myślą "och, będę później taka gładka i piękna!". Jak to wygląda u mnie: narastająca irytacja, "bolą mnie nadgarstki, inny krem na cycki, umyć ręce, inny na tyłek i uda, gdzie jest mój masażer?!, umyć ręce, uff... zostały łydki i ramiona, a nie, moment, co z brzuchem? a plecy? wchłaniaj się szybciej, do cholery!". Coś, co powinno mnie odprężać, relaksować niestety jest dla mnie źródłem frustracji i przykrym obowiązkiem. Dlatego najczęściej macham ręką na smarowanie. Moja skóra na szczęście się nie buntuje, tylko zużywanie idzie mi średnio. Bo niestety, lubię MIEĆ balsamy i masła do ciała...
A że już nie wspomnę o depilacji...
Najbardziej lubiana czynność to bezapelacyjnie makijaż oczu i malowanie paznokci (i drinki z palemką...). No i odkąd widzę efekty, bardzo lubię pielęgnować włosy.

W makijażu największą uwagę poświęcam zatuszowaniu sinic pod oczami, dokładnemu roztarciu cieni na powiece i precyzyjnej kresce, co też zajmuje mi najwięcej czasu.
Największy problem? Krostki i grudki na twarzy, szczególnie na brodzie. Cellulit. Rozdwajające się paznokcie. Do niedawna - suche włosy (:

Jeszcze raz zapraszam wszystkich zainteresowanych do opisania swoich NAJ!