2 listopada 2011

TAG: Atqa pyta o kosmetyczne NAJ

Niezobowiązujący tag, polegający na określeniu swoich szeroko pojętych kosmetycznych "naj", wymyślony przez Atqę spodobał mi się od razu. Zapraszam do niego wszystkich chętnych - udział jest dobrowolny!

TAG: Atqa pyta o kosmetycznej naj

Najwięcej mam chyba cieni do powiek. Już same paletki Sleeka (5x12 kolorów) to niezły zbiór, a przecież to tylko część mojej kolekcji... Na drugim miejscu lakiery do paznokci(26), a na trzecim wszelkiego rodzaju mazidła do ust (19). Najmniej mam obecnie produktów do pielęgnacji - staram się używać tylko jednego balsamu/kremu na raz i nie kupować nowych, aż nie skończę tego, co mam. Nawet nie idzie mi to tak źle, jak się obawiałam (:

Najczęściej kupuję płyn micelarny Bourjois i dwufazę do demakijażu oczu Awokado Bielendy. Najbardziej żałuję, że płyn micelarny Maybelline nie jest dostępny w regularnej sprzedaży... To najlepszy micel, jakiego używałam! Czasem lustruję uważnie szafy Maybelline w nadziei, że pojawi się znów jako gratis do czegokolwiek, ale niestety, jeśli już się coś pojawia, to tylko małe buteleczki płynu dwufazowego...

Najtańsze były lakiery Miyo - około 5zł. Natomiast najdroższym kosmetykiem, jaki posiadam są perfumy Flower by Kenzo, choć i tak kupione na przecenie (: W drugiej kolejności plasuje się podkład Bourjois Healthy Mix, który ma również najbardziej praktyczne opakowanie - pompka i podnoszące się dno gwarantują, że zużyję produkt do końca! Najmniej praktycznym mogą "poszczycić się" podkłady w musie Essence - niby normalny dla tej formy podkładu słoiczek, ale... sam słoiczek jest szerszy niż jego wylot, a przy tym tak płaski, że nie sposób wydobyć produktu, który dostanie się pod wrębek, bez użycia patyczka do uszu albo bez konieczności wybierania później podkładu spod paznokci...

Najładniejsze opakowanie trudno mi wybrać, nie mam jakiś specjalnie ładnych... Może opakowanie pudru sypkiego Vipery, czarne z różowym paskiem i dołączonym bezużytecznym acz uroczym, różowym puszkiem? Mogę za to wymienić kilka typów najbrzydszych opakowań: maski do włosów Gloria, szamponu z czarnej rzepy Pollena Malwa, róży Wibo z kolekcji różanej, oleju Dabur Amla... Na szczęście dla mnie nie liczy się opakowanie, a zawartość i rzadko zdarza mi się kupić coś tylko dlatego, że ślicznie wygląda (: A tak się składa, że wszystkie te "brzydale" świetnie działają ^^

Najładniejszy zapach. Hmm... nie liczą się perfumy, prawda? No to... wspomniane wyżej róże Wibo pachną bardzo ładnie, a poza tym mogę jeszcze wymienić malinową octową płukankę do włosów Yves Rocher i niedawno kupiony szampon Tigi Bed Head Self Absorbed (promocja w TKMaxx) - ślicznie pachnie cytrusami! Najgorszy zapach ma maska Gloria (bardzo babciowy, na szczęście nie utrzymuje się na włosach...) i balsam do włosów Joanna, z Apteczki Babuni, wersja z miodem i mlekiem. Pardon, ale zapach, choć słodki, kojarzy mi się z... wymiocinami. Zaznaczam, że mój egzemplarz nie jest zepsuty, co najwyżej mój zmysł powonienia wraz z mózgiem płatają mi jakieś psikusy. No i ten nieszczęsny balsam do ciała Brazylia z Biedronki - pachnie jak czyścik do zlewu!

Najrzadziej używam wyżej wymienionej płukanki octowej. Przeważnie po prostu nie chce mi się, po spłukaniu szamponu i odżywki, płukać włosów jeszcze raz, szczególnie, że efekt, jaki daje płukanka Yves Rocher nie jest powalający. Ot, włosy się błyszczą.

Za najdziwniejszy "kosmetyk", jakiego używam, wiele osób uznałoby Amol. Amol jest dla mnie środkiem uniwersalnym, kosmetykiem, lekiem, placebo... Stosuję go punktowo na pryszcze, na skronie gdy boli mnie głowa, doustnie na łyżeczce cukru, gdy boli mnie żołądek... Znalazłabym jeszcze mnóstwo zastosowań (:

Najmniej lubiana czynność, to wszystko, co związane z pielęgnacją ciała... Jak to powinno wyglądać: masaż ciała aromatycznym balsamem, z myślą "och, będę później taka gładka i piękna!". Jak to wygląda u mnie: narastająca irytacja, "bolą mnie nadgarstki, inny krem na cycki, umyć ręce, inny na tyłek i uda, gdzie jest mój masażer?!, umyć ręce, uff... zostały łydki i ramiona, a nie, moment, co z brzuchem? a plecy? wchłaniaj się szybciej, do cholery!". Coś, co powinno mnie odprężać, relaksować niestety jest dla mnie źródłem frustracji i przykrym obowiązkiem. Dlatego najczęściej macham ręką na smarowanie. Moja skóra na szczęście się nie buntuje, tylko zużywanie idzie mi średnio. Bo niestety, lubię MIEĆ balsamy i masła do ciała...
A że już nie wspomnę o depilacji...
Najbardziej lubiana czynność to bezapelacyjnie makijaż oczu i malowanie paznokci (i drinki z palemką...). No i odkąd widzę efekty, bardzo lubię pielęgnować włosy.

W makijażu największą uwagę poświęcam zatuszowaniu sinic pod oczami, dokładnemu roztarciu cieni na powiece i precyzyjnej kresce, co też zajmuje mi najwięcej czasu.
Największy problem? Krostki i grudki na twarzy, szczególnie na brodzie. Cellulit. Rozdwajające się paznokcie. Do niedawna - suche włosy (:

Jeszcze raz zapraszam wszystkich zainteresowanych do opisania swoich NAJ!

3 komentarze:

  1. w okresie dojrzewania miałam straszne bóle reumatyczne - tata masował mi wtedy kości amolem, tylko to pomagało :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Pisałam o niej na początku bloga, o tu http://redheadexperiments.blogspot.com/2011/07/dermika-perfekcja-maseczka.html

    OdpowiedzUsuń
  3. simply_a_woman - no bo Amol jest super!

    redhead - o, bardzo dziękuję (:

    OdpowiedzUsuń

Spam zjedzą ryby.