26 marca 2012

The Game of Thrones project – house Lannister

źródło

Ostatni (przynajmniej jak na razie) makijaż z serii inspirowanej Grą o Tron (: Złoto, czerwień, lew i, excusez le mot, skurwysyński charakter Lannisterów.



Obrys oka miał nawiązywać do lwa, symbolu Lannisterów, a mocne kolory i wyraziste kontury - do charakteru członków rodu (;

Użyte kosmetyki:
- cienie Sleek: jasne i stare złoto z palety Storm, połyskliwa czerwień z palety Sunset
- brązowy eyeliner Essence, 02 London Baby [klik]
- tusz Colossal Volum' Express Maybelline 
- szminka Rimmel Lasting Finish, 127 Popstar [klik]
- podkład Revlon ColorStay (150 Buff) 
- korektor Maybelline Pure Cover Mineral (01) 
- puder sypki My Secret  
- set do brwi Essence(ciemny cień)

11 marca 2012

The spring is coming!

Wstałam dzisiaj rano i zobaczyłam za oknem obrzydliwe chmury. I błoto. I chmury. I chmury, aż po horyzont. Frustracja podchodziła mi już do gardła, ale stwierdziłam, że nie, nie dam się! W ruch poszły wiosenne lakiery i, jak widać, wyszło słońce!


Użyłam żółtego Wibo Express Growth nr 307, oraz fioletowego Miyo nr 21 Violet. A jak słońce się chowa, mi się nadal śmieje gęba, gdy poparzę na pazury (:

10 marca 2012

The Game of Thrones project – house Baratheon

Trzeci (i wciąż nie ostatni) makijaż inspirowany sagą Pieśni Lodu i Ognia. Tym razem na oku barwy i znak rodu Baratheon, rodu króla Roberta, który obalił Targaryenów. Czarny jeleń na złotym polu:
źródło

Moja interpretacja




Użyte kosmetyki:
- cienie Sleek: jasne i stare złoto z palety Storm (górna powieka), brązowy Bark z palety Au Naturel (załamanie, dolna powieka)
- czarny eyeliner Wibo
- tusz Colossal Volum' Express Maybelline 
- złoty błyszczyk Lip Gunk Urban Decay 
- podkład Revlon ColorStay (150 Buff) 
- korektor Maybelline Pure Cover Mineral (01) 
- puder sypki My Secret  
- set do brwi Essence

Pierwsza samodzielna paletka

Dzisiaj chciałabym pochwalić się samodzielnie złożoną paletką. 
Z pewnością daleko mi do inglotowych kolekcji niektórych blogerek, które cieniami wypełniają niejedną paletkę na 10 wkładów, mają je pogrupowane według kolorów i w ogóle... Moja paletka jest skromna (czwórka z KOBO) i nieprzemyślana - po prostu kupowałam wkłady, których w danym momencie potrzebowałam. Prezentuje się tak:


Na początek o samej paletce KOBO - jest solidna, wygodna, zatrzask trzyma mocno, ale łatwo się otwiera. Mieści 4 okrągłe, standardowe wkłady, magnesy trzymają porządnie. Paletka ma też duże lusterko. Matowy plastik niestety strasznie się paskudzi i trudno go doczyścić. Koszt to 9,90zł, czyli bardzo przyzwoicie.
Teraz zawartość:


1. Inglot 353 matte - jasny cielaczek, którego używam przy prawie każdym makijażu. Ładnie wyrównuje kolor powieki, lekko ją rozjaśnia. Świetnie nadaje się pod łuk brwiowy i w wewnętrzny kącik oka.
2. Inglot 361 matte - intensywny koral, wiosenny kolor. Zbliża się jego czas (:
3. Inglot 493 double sparkle - jasny fiolet, mimo sparklących drobin bardzo subtelny. Wykorzystany w TYM makijażu i właśnie do niego kupiony (;
4. KOBO 103 mono - matowy słoneczny żółty. Na bazie ciemnieje, co średnio mi się podoba. Również mocno wiosenny odcień, bardzo podoba mi się wymieszany z Duraline jako kreska na dolnej powiece przy zielono-niebieskiej górnej (:


Wszystkie cienie majką kredową strukturę i pylą przy nabieraniu na pędzelek. Nie osypują się jednak, nie wałkują i są bardzo trwałe. Cóż, zarówno o cieniach Inglota, jak i KOBO powiedziano już dużo dobrych rzeczy i ja się pod nimi podpisuję (:

9 marca 2012

Projekt denko - luty

Kolejna odsłona projektu denko! Przez ostatni (ponad) miesiąc udało mi się wyzerować:



1. Szampon wzmacniający z Apteczki Babuni, Joanna - hit ostatniego czasu. Zahamował wypadanie włosów, dobrze oczyszcza, nie obciąża, intensywnie pachnie ziołami. Bardzo się polubiliśmy i choć teraz kupiłam szampon wzmacniający Radical Farmony, myślę, że wrócę do Joanny, kiedy tylko będę mogła (:

2. Grapefruitowy żel pod prysznic, The Body Shop - baaardzo wydajny, nie szkoda mi było tych 19zł. Pachnie cudownie, ale, niestety i to główny zarzut, ten cudowny zapach w ogóle nie utrzymuje się na skórze. Łazienka pachnie grapefruitem jeszcze godzinę po prysznicu, natomiast ja wcale. A szkoda.

3. Malinowa płukanka octowa do włosów, Yves Rocher - fajny produkt, włosy się po nim naprawdę błyszczą. No i ten zapach, jak malinowa mamba... Jedyne co jest "uciążliwe", to stosowanie: szampon - spłukać, odżywka - spłukać, ocet - spłukać. Nie zawsze mi się chciało płukać włosy jeszcze raz (;

4. Serum antycellulitowe Slim Extreme 3D, Eveline - bardzo lubię serię Slim Extreme i pomarańczowe serum na pomarańczową skórkę mnie nie zawiodło - po miesiącu używania raz dziennie, skóra na moich udach napięła się i ujędrniła. Działanie jak najbardziej satysfakcjonujące (:

5. Ujędrniające masło do ciała Ziaja - a tu bubel, dla równowagi. Masło nie robiło nic, oprócz tego, że ładnie pachniało ziołami i anyżkiem.

6. Kokosowo-bananowy krem do rąk Sweet Secret, Farmona - krem do rąk zużyty na spółkę z mamą. Działanie niezłe, taki codzienny krem. Zapach ładny, choć na dłuższą metę trochę mdły.

7. Gruboziarnisty peeling do twarzy Lirene - recenzja

8. Tusz Essence Multi Action - to było pierwsze moje spotkanie z tym tuszem. Dupę mam na miejscu, znaczy, że mi jej nie urwał. Dobrze, że jest tani.

9. Tusz Colossal Volum' Express - uwielbiany od zawsze, na zawsze (: