10 marca 2012

Pierwsza samodzielna paletka

Dzisiaj chciałabym pochwalić się samodzielnie złożoną paletką. 
Z pewnością daleko mi do inglotowych kolekcji niektórych blogerek, które cieniami wypełniają niejedną paletkę na 10 wkładów, mają je pogrupowane według kolorów i w ogóle... Moja paletka jest skromna (czwórka z KOBO) i nieprzemyślana - po prostu kupowałam wkłady, których w danym momencie potrzebowałam. Prezentuje się tak:


Na początek o samej paletce KOBO - jest solidna, wygodna, zatrzask trzyma mocno, ale łatwo się otwiera. Mieści 4 okrągłe, standardowe wkłady, magnesy trzymają porządnie. Paletka ma też duże lusterko. Matowy plastik niestety strasznie się paskudzi i trudno go doczyścić. Koszt to 9,90zł, czyli bardzo przyzwoicie.
Teraz zawartość:


1. Inglot 353 matte - jasny cielaczek, którego używam przy prawie każdym makijażu. Ładnie wyrównuje kolor powieki, lekko ją rozjaśnia. Świetnie nadaje się pod łuk brwiowy i w wewnętrzny kącik oka.
2. Inglot 361 matte - intensywny koral, wiosenny kolor. Zbliża się jego czas (:
3. Inglot 493 double sparkle - jasny fiolet, mimo sparklących drobin bardzo subtelny. Wykorzystany w TYM makijażu i właśnie do niego kupiony (;
4. KOBO 103 mono - matowy słoneczny żółty. Na bazie ciemnieje, co średnio mi się podoba. Również mocno wiosenny odcień, bardzo podoba mi się wymieszany z Duraline jako kreska na dolnej powiece przy zielono-niebieskiej górnej (:


Wszystkie cienie majką kredową strukturę i pylą przy nabieraniu na pędzelek. Nie osypują się jednak, nie wałkują i są bardzo trwałe. Cóż, zarówno o cieniach Inglota, jak i KOBO powiedziano już dużo dobrych rzeczy i ja się pod nimi podpisuję (:

2 komentarze:

  1. Inglot 361 <3 totalnie mój kolorek :)

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja z chęcią popieściłabym fiolecik :)

    OdpowiedzUsuń

Spam zjedzą ryby.