25 kwietnia 2012

Pomarańczowa brzoskwinia. Ogólnie owoce.

Ledwo moje paznokcie odzyskały dobrą kondycję, z szałem rzuciłam się na wiosenne lakiery. Ostatnio pokazywałam tego miłego nudziaka Wibo, a dzisiaj ciąg dalszy:


Mamy więc miętowy Rimmel LycraPro (peppermint) i brzoskwiniowy Miss Sporty z serii Clubbing Colours (nr 425), oba nabyte w sobotę w Tesco na 20% promocji (:
Na paznokciach od razu zagościła brzoskwinka, która poza buteleczką wygląda trochę bardziej jak pomarańczka, ale się nie czepiajmy, w końcu i to owoc, i to owoc.

Cena / pojemność: ok. 5-6zł, ja kupiłam za mniej / 7 ml
Kolor: lekko rozbielona pomarańcza, pozostająca wciąż w tonacji pastelowej, ale i podchodząca pod neon. Capisce? (;
Konsystencja: dość gęsta, troszkę toporna. Na jednym palcu pierwsza warstwa brzydko mi  się zesmużyła i szybko tak zaschła.
Krycie: dwie warstwy. Może smużyć, trzeba szybko rozłożyć lakier na paznokciu.
Wysychanie: całkiem szybkie
Pędzelek: krótki, spłaszczony. Może być, ale ja wolę węższe.



Zmywanie: bez problemów, bardzo łatwe.
Trwałość: bardzo dobra! Wytrzymał 5 dni i tylko lekko starł się na końcówkach. Gdyby nie to, że już mi się opatrzył na paznokciach, mogłabym spokojnie nosić go dłużej. To mój pierwszy lakier Miss Sporty, jakoś nie miałam zaufania do tych kosmetyków i w związku z tym nie spodziewałam się po nim rewelacji. Kupiłam go tylko dlatego, że właśnie szukałam takiego odcienia na wiosnę. Teraz pytanie - ile w tej niezwykłej trwałości jest zasługi samego lakieru, a ile kwestii podkładu (odżywka 8w1 Eveline) i topu (Manhattan)? 

21 kwietnia 2012

30 Days Make Up Challenge - dzień 3

3. Ulubiona marka

źródło

Nie lubię takich pytań, więc dzisiaj krótko, zwięźle i bez własnego zdjęcia. A co, foch.
Nie mam ulubionej marki. Uważam, że każda ma dobre i złe produkty. Łatwiej byłoby mi wymienić marki, których nie lubię, bo najczęściej się na nich zawodzę i to na wszystkich frontach - to np. Garnier i Nivea. Ale ulubiona? Nie jestem w stanie powiedzieć...

Le mannequin


Na wiosnę lubię zafundować sobie mannequin hands, a ponieważ mój ulubiony dotychczas nude Miyo zgluciał i rozwarstwił się, przyszedł czas na kupno nowego nudziaka. Przy wizycie w Rossmannie padło na lakier Wibo Express Growth nr 396 z kolekcji Trends Nude. 
Cena / pojemność: 5,49zł / 8,5 ml
Kolor: nude, jak to nazwa kolekcji wskazuje. Taki złamany, mleczny beżoróż (w buteleczce, na paznokciach daje czystszy odcień).
Konsystencja:w sam raz, nie rozlewa się po skórkach.
Krycie: dwie-trzy warstwy. Ja nałożyłam jedną cienką i drugą grubszą i spod takiego zestawu można dopatrzeć się białych końców paznokci. Nie są bardzo widoczne i mi taki stan rzeczy nie przeszkadza, więc nie dołożyłam trzeciej warstwy, nie lubię mieć za dużo na paznokciach. Jak wszystkie jasne odcienie, może smużyć...
Wysychanie: dość szybkie, choć wykazałam trochę zbyt duży entuzjazm w tej kwestii, czego dowodem są wgniecenia na palcu wskazującym (;
Pędzelek: standardowy, dość wąski, ładnie się rozcapierza.
Zmywanie: bez problemów.
Trwałość: zdjęcia dokumentują stan paznokci trzeciego dnia od pomalowania. Nałożyłam nudziaka na odżywkę 8w1 Eveline, na wierzch top Manhattan i nawet końcówki się za bardzo jeszcze nie starły, więc jak można naocznie stwierdzić, z trwałością (choć wspomaganą) jest nienajgorzej (:

Skórki wyschły, bo przed chwilą myłam głowę ^^'

19 kwietnia 2012

Budyń z soczkiem, kakao z pianką i ptyś

Raz jeszcze podążyłam za tłumem. Skusiło mnie szaleństwo na limitowaną edycję peelingu Isana - biała czekolada i wanilia. Rozglądałam się za tym obiektem pożądania jakiś czas, bo zwykle w Rossmannach było tylko puste miejsce, gdzie peeling powinien być, ale w końcu przypadkiem trafiłam. I po testach powiem, że uganiać się za nim jakoś specjalnie nie byłoby warto.

kliku-klik, da się powiększyć

Producent nie obiecuje nam niczego szczególnego i słusznie. Według mnie to miał być i jest tylko umilacz do kąpieli i niewiele od niego oczekiwałam. Jednak można byłoby się spodziewać, że skoro peeling, to trochę pościera skórę, ale nie... Mam wrażenie, że smaruję się budyniem śmietankowym z drobnymi kryształkami cukru. Moja skóra widocznie potrzebuje mocniejszych wrażeń, bo ten ścierak po prostu jej nie ściera. Drobinki są zbyt małe i jest ich zbyt mało. To już owocowe minipeelingi Joanny, które zawsze uważałam za słabe, ścierają lepiej... 

Budyń. Na dole ledwo widoczne drobinki

Ten pachnie tylko ładnie, choć nie nazwałabym tego zapachu białą czekoladą z wanilią - to właśnie budyń śmietankowy. Nie powiem, przyjemny i po deszczowym poniedziałku ten peeling w łazience jest jak znalazł, bo i umyje zmęczone członki, i poprawi humor. Tylko wydajność kiepska, a że to limitierte edition, to już sobie go raczej nie poużywam. Za tę cenę (5,50zł) nie żałuję, ale nawet gdyby był dostępny w stałej ofercie, raczej bym do niego nie wróciła. Wolę poszukać innego słodko-ostrego poprawiacza nastroju (;

30 Days Make Up Challenge - dzień 2

2. W jaki sposób nauczyłaś się malować?


Trudno powiedzieć, chyba z internetu... Z początku posługiwałam się metodą prób i błędów. Przesada, teatralne kocie oko, gąbkowe aplikatory, ciężki korektor - przeszłam przez to wszystko. Potem trafiłam na tutoriale na snobce i niesamowicie staranną (choć czuć w tym też rękę fetyszopa) Katosu. Dzięki jej instrukcjom nauczyłam się malować idealną kreskę eyelinerem, a później odtwarzałam makijaże, które mi się spodobały. Nadal zresztą to robię, ostatnio wyjątkowo spodobał mi się kameleonowa kreskalukrowana róża - ten ostatni nosiłam już wielokrotnie i zebrał sporo komplementów. 
Później przyszedł czas na praktyczne informacje z kosmetycznych blogów - jak już trafiłam na bloga vexgirl, a potem także innych blogerek, wsiąkłam totalnie, kupiłam pędzle, paletki, a nawet róż i, o zgrozo, rozświetlacz czyli rzeczy, które do niedawna uznawałam za zbędną fanaberię. Powiedziałam sobie jednak, że gdy kupię bronzer, to będzie znak, że moje kosmetyczne szaleństwo osiągnęło punkt krytyczny (; Kupiłam i nauczyłam się tym posługiwać, ku mojej ogromnej radości. 
Wciąż się uczę i chcę się nauczyć jeszcze więcej, dlatego myślę o jakiejś szkole charakteryzacji, gdy skończę studia (:

15 kwietnia 2012

30 Days Make Up Challenge - dzień 1

1. Kiedy zaczęłaś się malować?
 
 
Jako typowa zodiakalna Waga od małego uwielbiałam wszystko co jest ładne. A że wszystkie te pudełeczka i zamknięte w nich kolorowe kosmetyki mojej mamy były bardzo ładne, żywo się nimi interesowałam. Ale nie paciałam się po twarzy, o nie. Jako zapalona pacykara, paciałam cieniami i szminką po kartce. Może więc nie jest to odpowiedź na pytanie kiedy zaczęłam się malować, ale pierwszy kontakt z kosmetykami i malowanie jako takie - jak najbardziej (;
Po twarzy zaczęłam się paciać w starszej podstawówce: szkolne dyskoteki były doskonałym pretekstem. Na jednej z nich starsze dziewczyny zorganizowały nawet makijażowy kącik - posługiwały się głównie niebieskimi cieniami, perłową pomadką i kolorowymi maskarami do włosów. Na widok każdej kolejnej delikwentki wychodzącej spod ich rączek, chłopcy krzyczeli "czarownica!", ale my byłyśmy zachwycone.
Kolejny etap to zuo i mhrock, czyli Malowanej Lali fascynacja ciemną kredką do oczu. Z ogromnym upodobaniem rozmazywałam ją sobie wokół oka, dopełniając dzieła porządną warstwą tuszu na rzęsach. Co ciekawe nadal mam słabość do tego makijażu i uważam, że wyjątkowo mi on pasuje. Może tylko w nieco złagodzonej wersji. W liceum zuo i mhrock były nadal obecne, ale z kredki przeskoczyłam na cienie, najchętniej fioletowe. No i niezbędny, w moim mniemaniu, zaczął być podkład...
I tak to trwa, fascynacja rośnie, upodobania się zmieniają albo lekko modyfikują, przychodzi chęć na coraz większe eksperymenty (ostatnio: biała kreska + matowe koralowe usta. Wyglądałam jak kosmita.).

14 kwietnia 2012

Zagwozdka - Essence Stay all day eyeshadow

Przychodzę tym razem ni to z recenzją, ni to z prośbą o poradę. 

Na warsztat trafił dziś kremowy cień do powiek Essence Stay all day:


Kupiłam tego delikwenta już bodajże w grudniu, z radością myśląc o sylwestrowo-karnawałowych smokey, jakie z nim wyczaruję. Niestety, przeliczyłam się, bo... nie potrafię go używać. Tak. Wstyd mi, ale nie potrafię! Gdy nakładam go palcem, jest za mało precyzyjnie i wyglądam jak górnik wracający z szychty. Sztywny pędzelek również nie daje satysfakcjonujących efektów... Próbowałam nie przejmować się brakiem precyzji i rozetrzeć go jakoś cieniami, ale też niespecjalnie wyszło. Nie wiem, z której strony tego pana ugryźć...
Dlatego właśnie recenzji jako takiej nie mogę sklecić - nie jestem nawet w stanie ocenić podstawowej cechy tego cienia, czyli trwałości. Kolor (06 rock chic) bardzo mi się podoba - roziskrzony grafit, według mnie idealny do szybkiego, jednoskładnikowego smoka. Ale cóż mi po tym... Nie chcę jednak wyzywać od razu od bubli, bo produkt ogólnie miał dobre recenzje, a moje powieki nie są znowu jakieś lewe. Najwyraźniej jednak palce są... I stąd prośba do Was, kochane czytelniczki: jeśli miałyście styczność z tym kremowym cusiem, poratujcie, rzućcie jakąś radę! Nie chciałabym, żeby dokonał żywota w szufladzie...

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------

W ramach mobilizacji do regularnego blogowania, postanowiłam podjąć się wyzwania: 

30 Days Make Up Challenge

1. Kiedy zaczęłaś się malować?
2. W jaki sposób nauczyłaś się malować?
3. Ulubiona marka.
4. Lubisz nosić podkład? Jeżeli tak, jaki jest Twój kolor i ulubieniec?
5. Ulubiona szminka, błyszczyk i konturówka do ust.
6. Lubisz (nosić) sztuczne rzęsy? Jeżeli tak, to kępki czy na pasku?
7. Ulubiony kolor cieni do powiek.
8. Jaki jest Twój ulubiony makijaż na codzień?
9. Zdjęcia Twojej kolekcji kosmetyków do makijażu.
10. Ulubiony pędzel do makijażu.
11. Lubisz używać bronzera?
12. Ulubiony tusz do rzęs.
13. Gdzie trzymasz swoje kosmetyki do makijażu?
14. Ulubione guru na YouTube.
15. Używasz różu do policzków?
16. Czy kopiujesz jakiekolwiek makijaże celebrytek?
17. Ulubiony wizażysta.
18. Jaki jest Twój ulubiony makijaż na wieczór?
19. Ulubiony korektor.
20. Ulubiona baza pod cienie.
21. Gdzie kupujesz kosmetyki do makijażu?
22. Ulubiony tonik.
23. Ulubiona paleta cieni i róży do policzków.
24. Które lubisz : kremowe, pudrowe, matowe, satynowe czy perłowe cienie do powiek?
25. Ulubiony eyeliner.
26. Czy malujesz się codziennie?
27. Ulubiony puder.
28. Ulubiony płyn do demakijażu.
29. Lubisz używać płynnego eyelinera? Jeżeli tak to który jest Twoim ulubionym?
30. Twoje zdjęcie w/bez makijażu.

Wyzwanie znalazłam na blogu greatdee. Nie obiecuję postować codziennie, ale postaram się robić to regularnie (:

9 kwietnia 2012

Long as God can grow it! vol. 3

Czyli aktualizacja stanu kłaków. Kłaki wyglądają tak:


Mają się chyba nie najgorzej, zważywszy na to, że mamy okres pozimowy, a ja ostatni raz u fryzjera byłam na początku października. Są miękkie, wypadają tylko trochę, a baby hair puszą mi się już do połowy głowy. Na zdjęciu te rozcapierzone końce wyglądają na suche, ale w rzeczywistości suche nie są - one się wywijają jak szalone, każdy po swojemu... Powoli więc wizyta u fryzjera staje się nieunikniona, żeby fryzurę dostosować do nowej długości. Szkoda mi jednak każdego centymetra przyrostu, więc chciałam Was zapytać o zdanie - podciąć czy zostawić, niech rosną i wywijają się dalej?

Tradycyjnie, porównanie z poprzednio udokumentowanym stanem:


W kwestii pielęgnacji nadal stawiam na oleje. Przede wszystkim wróciłam do Amli, a do Alterry Granat i Aloes dołączyła też Pomarańcza i Brzoza, z której niestety na razie jestem najmniej zadowolona... Niedawno kupiłam słynną odżywkę wygładzającą Isana, która póki co sprawdza się bardzo dobrze. Na moich włosach ląduje też maska Gloria i bananowa odżywka TBS. Szampon Joanny zamieniłam na wzmacniający Radical Farmony i pluję sobie w brodę. Na szczęście jest bardzo niewydajny, więc wrócę do Joanny z rozkoszą. Do końca tygodnia kupię wreszcie Jantar, bo nareszcie wiem gdzie! (: 

Przymierzam się do szaleństw kolorystycznych. Marzy mi się intensywna rudość, ale to plan dalekosiężny... Na razie planuję coś znacznie bardziej szalonego. I kolorowego. Trzymajcie kciuki, żebym nie zrobiła sobie krzywdy ^^

Jajo z niespodzianką! Tag + szpachla

Na życzenia już za późno, tak wiem. Mimo to: wszystkim i każdemu z osobna - wszystkiego najlepszego Malowana Lala pięknie życzy. Jajo Lala nawet wyskrobała:


Także ten... w święta zarobiona byłam, przed świętami też i po świętach również się zapowiada, że będę zarobiona, bo tu licencjat człapie, a przydałoby się przynajmniej ten licencjat zrobić w terminie, skoro już ten pierwszy się za mną ciągnie jak smród od dwóch lat... No ale nie chcę też zaniedbywać bloga i postaram się bywać tu częściej, zamiast ginąć gdzieś indziej w otchłaniach internetu i i tak nie robić niczego pożytecznego (:

Dzisiaj wracam ostrożnie, z tagiem, który mi się spodobał już za pierwszym razem, gdy go zobaczyłam, ale nikt mnie nie otagował, więc w końcu sama sobie go wzięłam (;

Tag: reading is cool


O jakiej porze dnia czytasz najchętniej?

Rano, gdy się obudzę, rozbudzę, ale jeszcze nie wstanę – czytam, póki nie zgłodnieję. Lubię mieć czas, żeby bezstresowo czytać rano. Poza tym wieczorem, przed snem i generalnie czytam, kiedy mam czas.

Gdzie czytasz?

Gdzie mogę. A że nie mogę czytać w autobusie / samochodzie, bo robi mi się baaardzo niedobrze, podróże na i z uczelni bywają uciążliwe. Mogę za to czytać w tramwaju, w pociągu, na ławce, pod ławką, na zajęciach, nad herbatą, na łóżku, na fotelu, na podłodze, u znajomych, u nieznajomych, na zielonej trawce... Jedyny warunek to żeby nic w tle nie gadało za głośno ludzkim głosem, bo łatwo się rozpraszam.

W jakiej pozycji najchętniej czytasz?

Na leżąco albo na półleżąco. Na boczku, na pleckach, na brzuchu, w pozycji embrionalnej, wyciągnięta, skulona, whatever. I jeszcze oparta o kogoś, gdy ten ktoś też czyta, a jedną ręką smyra mnie po głowie (; 

Jaki rodzaj książek czytasz najchętniej?

Lubię dobrą fantastykę, kryminały i inteligentny, abstrakcyjny humor. Pratchetta łykam niemalże za jednym posiedzeniem, lubię humor Borisa Viana, dystans Chmielewskiej. Jeśli chodzi o fantasy, pozapominałam nazwiska... Największą fascynację przeżywałam w liceum, a minęło już trochę czasu od tego słodkiego okresu w moim życiu, pamięć już nie ta... Pamiętam, że podobały mi się niektóre Pilipiuki, wkręciłam się w serię Dragonlance (ale warte uwagi były tylko 4 główne tomy, reszta to popłuczyny), momentami bardzo podobała mi się „Achaja”, a „Siewcę wiatru” Kossakowskiej uważam za zmarnowany świetny pomysł.

Jaką książkę ostatnio kupiłaś/dostałaś?

Kupiłam – obie części czwartego tomu sagi Pieśni Lodu i Ognia, „Uczta dla wron”.

Co czytałaś ostatnio?

Pierwszą część „Uczty dla wron” i lektury na uczelnię: „Zazie dans le metro” Queneau, „Mdłości” Sartre'a, „Dżumę” Camusa... Wróciłam też na jeden wieczór do mojej podstawówkowej fascynacji: poezji Gałczyńskiego.

Co czytasz obecnie?


Używasz zakładek czy zaginasz ośle rogi?

Zakładki to moja miłość. Lubię ładne, niezbyt sztywne i takie, które niekoniecznie miały być zakładkami z założenia. Dlatego na przykład wycięłam mak z opakowania perfum, a kiedyś używałam paska kliszy fotograficznej. Oczywiście używam też namiętnie biletów, paragonów, chusteczek, blistrów tabletek i różnych innych świstków, które akurat wpadną mi w ręce.



E-book czy audiobook?

Ebook. Marzy mi się Kindle. Audiobook wolę zdecydowanie w wersji live – choć dzieckiem nie jestem, bardzo lubię, gdy ktoś mi czyta i tak samo ja lubię czytać komuś. Wytwarza się wtedy taka fajna więź.

Jaka jest Twoja ulubiona książka z dzieciństwa?

„Dzieci z Bullerbyn” i w ogóle cała Lindgren. Uwielbiałam Ronję, córkę zbójnika, Pippi i Madikę, a okrutny rycerz Kato z „Mio, mój Mio” wpędzał mnie w autentyczne przerażenie. Kolejną pozycją obowiązkową, którą lubię do dziś, było „Omijajcie wyspę Hula” Marty Tomaszewskiej, wielopoziomowa historia, prawie jak „Mały Książę” – polecam wszystkim, także teraz (:
A poza tym: „Alicja w Krainie Czarów” z niesamowitymi, niepokojącymi ilustracjami:

Zdjęcie pochodzi ze strony: link
I Muminki, cała seria, a najbardziej „Dolina Muminków w listopadzie”, inna od reszty, refleksyjna i melancholijna (:

Którą z postaci literackich cenisz najbardziej?

Trudno mówić o cenieniu postaci literackich. Lubię wyraziste postaci stworzone przez Pratchetta: lorda Vetinari o przenikliwym i ostrym jak brzytwa umyśle, sprytnego i uczciwego Sama Vimesa, nauczycielkę Susan, wnuczkę Śmierci i samego Śmierć, który chce być blisko ludzi, nianię Ogg, której hedonistyczna filozofia życiowa przydałaby się i mnie... Pratchett ma niesamowity talent do tworzenia postaci, które się lubi i może to i głupie, bo w końcu to tylko humorystyczne fantasy, ale każda z tych wyżej wymienionych ma cechy, które podziwiam i z którymi się identyfikuję (:


I na dobry początek: mój dzisiejszy makijaż, nazwany roboczo Jasiu Pawie Oczko - wrocławianie powinni wiedzieć, kto zacz, ten Jasiu, pozostałym wkleiłam linka (; Ja niestety nigdy nie miałam wątpliwej przyjemności konfrontacji z Jasiem. Szkoda, bo to nasza miejska legenda... Makijaż z Jasiem też nie ma za wiele wspólnego, za to z pawim oczkiem już znacznie więcej. Zazwyczaj noszę go w formie przenikającej się kreski nad rzęsami, ale dzisiaj postanowiłam zaszaleć, bo wiosna i pogoda piękna (:
 
 
A już wkrótce - aktualizacja stanu włosów (: Stay tuned!