28 maja 2012

Long as God can grow it! vol. 4

Majowa aktualizacja stanu kłaków. Od ostatniego posta z tej serii (9.04) minęły prawie 2 miesiące, więc pomimo wizyty u fryzjera w połowie kwietnia, postęp jest widoczny:

Na głowie, gościnnie - baranek

Jestem niesamowicie zadowolona z mojej fryzjerki, która jak powiedziała, że wystarczy jej ściąć tylko centymetr, to faktycznie ścięła TYLKO CENTYMETR, a włosy wyglądają i układają się znacznie lepiej, nawet ponad miesiąc od wizyty. Tak więc wrocławiankom polecam panią Anię Kajak z salonu Carlo Biani na rynku (i nie, nie mam z tej gestii żadnych profitów, po prostu chcę być miła). 

Jak zwykle, porównanie ze stanem poprzednio udokumentowanym:


Mam wrażenie, że kudły rosną strasznie szybko. Nie stosuję żadnych suplementów przyspieszających porost, nie piję drożdży ani skrzypokrzywy, nawet Jantaru nie udało mi się jeszcze dorwać. Moja pielęgnacja ogranicza się do:
1) mycia naprzemian wzmacniającym szamponem Joanna i Garnierem z kwiatem lipy
2) stosowania odżywek: bananowej The Body Shop, różowej Isany z olejkiem babassu i maski Gloria
3) olejowania włosów średnio 2 razy w tygodniu Amlą / Alterrą z granatem i awokado
4) sporadycznego nakładania na końcówki kremu podkreślającego loki Pantene - odżywka bez spłukiwania pomaga ujarzmić kłaki, kiedy mają szczególnie niesforny nastrój.

Ot, tyle... Do włosomaniactwa mi jeszcze daleko, ale jeśli jestem zadowolona z efektów, jakie w ten sposób uzyskuję, po co mam coś zmieniać? (:

5 komentarzy:

  1. są też bardziej lśniące niż 2 miesiące temu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba faktycznie, choć na zdjęciu to częściowo efekt lampy. Ale w kwietniu były wyraźnie zmęczone życiem ^^"

      Usuń
  2. Widać, że się nie obijały :)
    Chciałbym mieć taką bujną czuprynę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są dni, znane jako dni wściekłego włosa, kiedy chętnie oddałabym połowę tej czupryny na peruki...

      Usuń

Spam zjedzą ryby.