1 lipca 2012

Przez różowe okulary

W czasie nauki do licencjatu poprawiałam sobie humor na różne drobne sposoby. Przyznaję, że głównie piwem do obiadu i wieczorami, ale zdarzały się i inne przyjemnostki, jak właśnie róż z nowej limitki Essence Fruity.


Reszta limitki jakoś niespecjalnie przypadła mi do gustu. Cienie miały wg mnie nietwarzowe kolory (a jak się później przekonałam, także kiepskie recenzje), ozdoby do paznokci na nic by mi się nie przydały, a mleczne lakiery z drobinkami udającymi owocowe pestki to może i fajny pomysł, ale mnie nie przekonał. Natomiast róż w żelu (?) mnie zaciekawił, bo do tej pory nie miałam okazji wypróbować podobnego kosmetyku.


Cena - ok. 13zł za 8,2g
 
Opakowanie - poręczny plastikowy słoiczek z białą nakrętką z malinowymi napisami. Prosto, przejrzyście, bez szału, ale wygodnie.



Konsystencja i aplikacja - konsystencja jest... dziwna. Zbyt rzadki na krem, za lekki na żel. Producent określa to jako "kremowy róż do policzków", ale chyba nazwa oryginalna - sorbet - jest tu najodpowiedniejszym określeniem. Róż nakładam palcami, jest bardzo lekki.
 
Odcień - róż jest dostępny w jednym odcieniu 01 Smoothie Operator. Jest to kolor truskawkowego koktajlu, który ma w sobie mnóstwo złotych drobinek. Na szczęście na skórze nie dają efektu posypania się brokatem, jedynie jednolitą taflę połysku. Nie jest to efekt bazarowy.

Dużo różu na ręce

Pigmentacja -jak już mówiłam, róż jest bardzo lekki, roztarty na policzkach zostawia jedynie lekką poświatę. Dla mnie to dobra cecha, bo dzięki temu mogę stopniować efekt. Trudno sobie nim zrobić krzywdę.

Zapach - róż pachnie intensywnie, trochę chemicznie, trochę owocowo. Jak truskawkowa guma do żucia. Smrodek utrzymuje się również na policzkach, co zależnie od nastroju cieszy mnie albo drażni. Ech, kobiety...
 
Efekty:
 
 
Trwałość - no, tu mu się oberwie. Róż jest mocno nietrwały, po ok. 2-3 godzinach nie ma po nim śladu. Łatwo go zetrzeć z twarzy, nie można rozcierać za mocno, bo się zroluje pod palcami i w ogóle tutaj zawodzi. No ale przewidując konieczność poprawek w ciągu dnia, można go wrzucić do torebki i nie martwić się o pędzel, bo Blush Sorbet szybko nałożymy palcami.

Ogólnie nie żałuję zakupu, choć róż mógłby być odporniejszy na ścieranie i po prostu trwalszy. Pewnie w przyszłości sięgnę po inne róże o podobnej formule. 
 
A jak na Was zadziałała limitka Fruity?

6 komentarzy:

  1. Jakie fajne foto XD
    Limitka podobała mi się tylko na zdjęciach. Na żywo zupełnie nie wzbudziła zainteresowania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz na myśli to foto, na którym mam minę z gatunku "czy to widać, czy tego nie widać, bo mam wrażenie, że nic nie widać"? :D

      Miałam podobne odczucia stojąc przed standem Fruity.

      Usuń
  2. z tej limitki miałam na oku jeden lakier, ale chyba go sobie podaruję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba to nie będzie wielka strata (:

      Usuń

Spam zjedzą ryby.