21 sierpnia 2012

Pielęgnacja od Essence

Jakiś czas temu w asortymencie sieci Superpharm pojawiły się kosmetyki do pielęgnacji twarzy Essence, firmy, która do tej pory kojarzyła nam się z niezłej jakości kolorówką w przystępnych cenach. Skuszona powiewem nowości, promocją i zwykłą ciekawością, kupiłam krem matujący do cery normalnej i mieszanej.

Klik dla powiększenia

Opakowanie
Po pierwsze - przyciągający oko soczystymi kolorami kartonik. Przejrzysty i atrakcyjny design sprawia, że wygląda bardzo ładnie. Na kartoniku znajdują się informacje w języku niemieckim i angielskim oraz naklejka z mocno okrojonym opisem produktu w języku polskim. Tu minus, bo przydałoby się, żeby po polsku można było przeczytać taką samą informację...
Dalej - znacznie mniej ciekawy słoiczek z mlecznego, matowego plastiku. Lekki, sprawia wrażenie nietrwałego, naklejka jest na nim przyklejona krzywo i niedokładnie. Pod nakrętką krem zabezpieczony jest folią z nadrukowanym logo serii.
Czyli z jednej strony dbałość o szczegóły i ładny design, z drugiej strony jakieś niedoróbki...


Obietnice producenta (tłumaczone z angielskiego):
Wyjątkowo lekki krem z długotrwałym efektem matującym, stworzony z myślą o potrzebach cery mieszanej. Cenne składniki aktywne, wzbogacone liczi i ciemnym winogronem, zapewniają skórze nawilżenie i zostawiają ją naturalnie miękką i gładką. Matuje skórę aż do 12 godzin i utrzymuje nieskazitelną i bez zbędnego połysku. Stanowi idealną bazę pod makijaż. Z ochronnymi filtrami UVA/UVB i smakowitym owocowym zapachem!

Moja opinia:
Konsystencja kremu faktycznie jest bardzo lekka, tak bardzo, że mam wrażenie, że smaruję twarz "jogurtem" Danone Gratka... Wrażenie to jest potęgowane przez różowy kolor i słodkawy zapach produktu.


Krem rzeczywiście matuje moją mieszaną skórę, ale zapomnieć można o idealnym macie przez 12 godzin, utrzymuje się najwyżej kilka. No i ten mat nie jest tępy i płaski - krem redukuje nadmierne błyszczenie się i skóra wygląda zdrowo. Na pewno nie zaspokoi potrzeb cery tłustej, ale producent tego nie obiecuje.
Jeśli chodzi o nawilżenie, to nie jest ono spektakularne. Mojej niewymagającej skórze wystarcza, ale jestem przekonana, że część dziewczyn o wcale nie suchej cerze mogłoby się poczuć zawiedziona poziomem nawilżenia.
Nadaje się pod makijaż - szybko się wchłania, nie roluje się i nie powoduje warzenia się innych produktów. Wczoraj nawet wymieszałam go z podkładem, szukając czegoś lżejszego na upał - dobrze się spisał w tej roli (:
Informacja o filtrach słonecznych jest dość enigmatyczna, nigdzie nie mogę znaleźć uściślenia ich wartości.
"Smakowity owocowy zapach" jest w rzeczywistości dość nijaki, słodkawo-chemiczny.



Cena / pojemność / dostępność
Krem kosztuje 10,99zł (ja kupiłam go w początkowej promocji o ponad złotówkę taniej) za 50ml. Seria my skin jest dostępna w sieci Superpharm.

Podsumowując, krem Essence nie zrobił na mnie większego wrażenia. Jest przyzwoity, przyjemny w użyciu i nie sprawia mi kłopotów. Nie wiem jednak, czy nie warto raczej dołożyć parę złotych i kupić coś lepszego (:

6 komentarzy:

  1. mnie pielęgnacja Essence nie interesuje :) w wieku 25+ muszę myśleć powoli o profilaktyce anti-ageing ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie miałam pojęcia że Essence ma też produkty do pielęgnacji! pewnie dlatego że nie mam pod ręką Superpharm... ale dobrze wiedzieć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oferta jest całkiem szeroka: kremy i żele do twarzy, kremy tonujące, żel pod oczy, tonik i chusteczki odświeżające (:
      Ale głównie przeznaczona do młodej cery, z którą ja, niestety, już się zaczynam żegnać

      Usuń
  3. Widziałam dzisiaj te kremy w Superpharmie i o ich zastosowaniu dowiedziałam się wyłącznie dzięki znajomości angielskiego. Moim zdaniem każdy kosmetyk, który leży na polskiej półce, powinien mieć naklejkę z tłumaczeniem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie. Ale nie pierwszy raz przekonujemy się, że na polski rynek to zagraniczne firmy spluwają pogardliwie produktami z drugiej linii :/

      Usuń

Spam zjedzą ryby.