5 sierpnia 2012

Wakacyjny filtr


To, że lato mamy w tym roku kapryśne i jak już jest słonecznie, to temperatura skutecznie zniechęca do wyjścia z domu, nie zwalnia nikogo od używania filtrów słonecznych. Letnie wydania babskich czytadeł aż huczą od ostrzeżeń i kryptoreklam ("należy wsmarowywać w siebie 6 łyżeczek preparatu i najlepiej co godzinę, i w całe ciało, bo ubranie zapewnia nam tylko filtr 7!"... Nie dajmy się zwariować). Ja również poczułam się (wreszcie) odpowiedzialna za swoją skórę, która trzaska się na czerwono przy pierwszych kontaktach z intensywnym słońcem i jeszcze w maju zainwestowałam w kosmetyki ochronne.


Przyjemne smarowidło z filtrem mineralnym SPF 30. Ma tłustawą, masełkową konsystencję, twardą, ale mięknącą szybko pod palcem. Pachnie bardzo ładnie, słodko, jakby lodami śmietankowymi. Mały słoiczek zajmuje niewiele więcej miejsca w torebce niż pomadka ochronna. Jednak takie smarowidło do zadań specjalnych mogłoby mieć wyższy filtr... Na wizażu piszą, że jest też SPF 40, ale nie widziałam go w sklepie. Niewątpliwym plusem produktu jest cena: ok. 7zł za 15ml bardzo wydajnego preparatu.
Mam na plecach kilka blizn pozostałych po wycięciu pieprzyków, które muszę zabezpieczać przed słońcem i do tego ziajowe masełko nadaje się świetnie. Nie polecam go jednak używać na usta, bo zostawia biały film, który długo się nie wchłania. Nada się też do zabezpieczenia innych wrażliwych miejsc, np. uszu, o których mało kto pamięta (;


Krem Sorayi po wyciśnięciu z tubki ma lekko grudkowatą konsystencję, co jednak znika przy rozsmarowaniu. Nie bieli twarzy, dość szybko się wchłania, nie zostawia tłustego filmu, mnie nie pozapychał. Zdarzało mi się nakładać go pod makijaż i nie powoduje problemów z trwałością innych kosmetyków. Nie jestem w stanie zweryfikować jego wodoodporności, bo zwyczajnie nie wchodziłam jeszcze w tym roku do żadnej wody (prysznic się nie liczy!), ale na takie obietnice i tak raczej trzeba zawsze patrzeć przez palce i po wytarciu się ręcznikiem zaaplikować kolejną porcję kremu bez względu na to, co mówi producent. Ceny nie pamiętam, na pewno nie więcej niż 15zł, a tubka zawiera 50ml.
Zdecydowanie pomógł mi uniknąć strzaskanych policzków w te wakacje (: 


I na koniec - poprawne rossmannowskie mleczko Sun Ozon. Zapach taki sobie, chemiczny. Konsystencja dość rzadka, jak to mleczko. Szybko się wchłania, łatwo rozprowadza. Co tu więcej wymyślać? (: Cena korzystna: ok. 10zł za 200ml.


Jakich filtrów Wy używacie? Też myślicie, że filtry +50 powinny być lepiej dostępne?

2 komentarze:

  1. latem pamiętam o filtrach na twarz (najczęściej 30 La Roche Posay Anthelios), ale szczerze mówiąc, nie lubię filtrów do ciała - nie wchłania się to do końca, skóra jest lepka...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Staram się to przeboleć dla "wyższych celów" i chodzę z lepkimi nogami i ramionami (:

      Usuń

Spam zjedzą ryby.