30 września 2012

Halloween is coming! (1)

Dzisiejszym wpisem rozpoczynam serię makijaży na nadchodzące Halloween.

Nie żebym jakoś wybitnie przepadała za tym świętem, ale hej! Każda okazja jest dobra, żeby się pobawić i wyszpachlować efektowniej niż zwykle! Dla mnie te makijaże to przede wszystkim świetna zabawa przy tworzeniu, ale jeśli kogoś jeszcze zainspirują, to tym lepiej (;

Zamierzam przez cały październik dodawać 1-2 takie makijaże tygodniowo

Dzisiaj Lala potłuczona!





Użyte kosmetyki:
- podkład Revlon ColorStay 150 Buff
- korektor Maybelline Pure Cover Mineral 01 Nude Beige
- puder sypki My Secret (transparentny)
- baza pod cienie Art Deco
- cienie z paletki Sleek Sunset
- biała kredka Rimmel Soft Kohl
- biały cień Miyo OMG Eyeshadows
- czarny żelowy eyeliner Catrice
- tusz MF 2000 Calorie
- pomadka Rimmel Lasting Finish 170 Alarm


24 września 2012

So sweet. Wpis jesienny.

Ostatnio wyrzuciło mnie trochę z blogowego obiegu. Tyle się dzieje i jednocześnie tak bardzo nic mi się nie chce. Jesienny marazm, mało entuzjazmu. Już się zaczyna...

Do postowania sprowokowały mnie Słomkasimply, przyznane mi słodkie wyróżnienie. Bardzo Wam dziękuję! Załatwiłyście mnie nieźle, dziewczyny, bo chciałam rzucić słodką babeczką w Was obie, a teraz nie mogę (;


Chciałabym więc rzucić babeczką w następujące blogi:
 
redhead - za rzeczowe i obiektywne recenzje bardzo różnych produktów: wysoko i niskopółkowych, pielęgnacyjnych, kolorówki, akcesoriów. Za przyjemne offtopowanie z humorem (:

zoila - za dystans i ironię, trafne spostrzeżenia i celne uwagi.

innooka - za krótkie, treściwe recenzje, bez zbędnego rozwlekania się. Za różnorodność recenzowanych produktów. Za to, że jest przesympatyczną osobą (:
 
Ishikawa - za dystans i podejście "nie dajmy się zwariować" (:

Kosmetyczne Prosektorium - za oryginalne podejście. Mam nadzieję, że Kosmetyczne Prosektorium nie skończyło w prosektorium...


Z nowości...
W przyszłym tygodniu zaczynam studia magisterskie, czyli franca od franca jest coraz bliżej uzyskania uprawnień do gnębienia uczniów. Może zobligowana do wychodzenia z domu nabiorę jakiejś energii (:
A na najbliższy, jeszcze wolny, czas planuję wielkie porządki w szafie oraz:



Pozdrawiam Was znad kubka herbaty jabłkowo-cynamonowo-waniliowej (:

16 września 2012

Long as God can grow it! vol. 7 i dwa włosowe grzeszki

Na początek - miesięczna aktualizacja długości i stanu:


We wrześniu moje włosy były zmęczone po lecie, wakacyjnych upałach, słońcu, wodzie... Poza tym fryzjera odwiedziłam ostatnio w kwietniu, więc już czas najwyższy był je znów podciąć i nadać jakiś kształt fryzurze. Umówiłam się więc do mojej ulubionej Ani, która kiedy mówi, że zetnie tylko 1cm, to ścina tylko 1cm. Ania lekko wycieniowała mi końcówki (żeby moje puszące się włosy nie układały się w trójkąt tudzież Kopernika) oraz pasma przy twarzy. Wyszłam bardzo zadowolona ^^

Ale, ale... długie włosy zaczęły mnie ostatnio wmiurwiać. Jeśli chcę je zapuścić, to nie mam wielkiego pola manewru, a ja bardzo lubię radykalne zmiany na głowie. I w dodatku ostatnio kojarzę się sobie z grzeczną dziewczynką z oazy...
Myślałam o grzywce, ale przy moim falowanym puchu musiałabym ją codziennie układać. Odpada.
Postanowiłam więc zmienić kolor, co już sugerowałam (; 

Pole bitwy:

Zaplecze na pralce

Skoro już przystąpiłam do farbowania, postanowiłam też ponownie rozjaśnić, "zagęścić" i odświeżyć moje niebieskie pasma - stąd na polu bitwy wziął się rozjaśniacz (;

Zielono-żółte pasma gotowe do zesmerfienia: 

Stylowa sceneria łazienkowa

Po rozjaśnianiu na pasmach wylądował niebieski toner, a na reszcie włosów Joanna Naturia w bardzo rudym odcieniu Płomienna Iskra.

Efekty:


Jestem bardzo zadowolona i mam nadzieję, że kolor pogłębi się przy następnych farbowaniach i że przy odpowiedniej pielęgnacji uda mi się zachować włosy w dobrej kondycji. No i zapuścić je do pożądanej długości (;
Na razie moja nieodparta żądza zmian została zaspokojona. Jak Wy oceniacie efekt włosowych grzechów na mojej głowie?

12 września 2012

Zagadka


Właśnie wróciłam od fryzjera, ale to nie koniec zmian! Już niedługo: obszerny wpis włosowy (;

Zaklęcie maga - Max factor Fantasy Fire

Tak, tak, kolejny lakier. Znowu lakier! A jeszcze niedawno pisałam jakieś dyrdymały o tym, jakoby moja kolekcja lakierów do paznokci w pełni mnie już satysfakcjonowała. Niestety, przebywając w kosmetycznej blogosferze nie sposób uniknąć przypadków, w których podczas przeglądania waszych nowych wpisów serce zaczyna mi szybciej bić, a w głowie zapala się lampka "chcę!".

Tym razem lampka zapaliła mi się przy lakierze Max Factor Max Effect w odcieniu Fantasy Fire. No bo jak ja, zapalona gejmerka, ilustratorka sesji rpg Rycerza, mogłabym się powstrzymać przed posiadaniem lakieru w kolorze zaklęcia maga?!


Cena / pojemność - regularna cena jest odstraszająca: ok. 18zł. Mi udało się go kupić za 13zł w trwającej właśnie promocji w Superpharmie (-25% na wszystkie lakiery w asortymencie sklepu) i powiem szczerze, że gdyby to nie był ten jeden, konkretny, upragniony odcień, nie skusiłabym się na lakiery z tej serii nawet w promocji... Nigdzie nie opisano pojemności, ale stawiam, że mini buteleczka mieści jakieś 4-5ml.
 
Kolor - fioletowa baza z drobinkami mieniącymi się benzynkowo wszystkimi kolorami tęczy. Poza buteleczką efekt wielobarwnych drobinek się utrzymuje i zależnie od oświetlenia i kąta patrzenia paznokcie mienią się złotem, srebrem, pomarańczem, seledynem... Zdjęcia oddają najwyżej 1/5 efektu (:


Konsystencja - idealna, można nałożyć na płytkę cienką i równomierną warstwę.

Krycie - prawie żadne... Niestety, jest to lakier, który chyba raczej należałoby nakładać na jakiś inny. Na zdjęciach 3 warstwy Fantasy Fire solo, a nadal widać końcówki paznokci.



Wysychanie - błyskawiczne! Trzy warstwy wyschły mi na paznokciach nawet nie wiem kiedy, poszłam spać, a rano zero wzorków od pościeli! (:
 
Pędzelek - krótki, średnio wygodny. Mam wrażenie, jakby włoski sklejały się podczas malowania.
 
Zakochałam się w tym lakierze, co tu dużo mówić... Jeśli okaże się równie trwały, jak łatwy w obsłudze i efektowny, to pozbędę się resztek wyrzutów sumienia, że dałam tyle kasy za kaprys z cyklu "chcę mieć!" ^^'


PS. Będąc w Superpharmie wpadłam niestety na szafę Essence z nowymi lakierami Colour&Go. Również w promocji. Wiecie, jak to się skończyło:


120 Cookie love - beżowa baza ze złotym brokatem. Klasyczny, stonowany efekt, mimo złotego połysku. Kojarzy mi się z elegancją w stylu Catherine Deneuve (:

122 Chic reloaded - grafitowo-bura baza z benzynkowym bordo-zielonym metalicznym połyskiem. Bardzo dziwna, ciekawa kombinacja.

111 English rose - złamany, przybrudzony ciemny róż. Ładny, klasyczny odcień. Moja mama-nauczycielka, gdy go zobaczyła, powiedziała "dawaj, pomaluję sobie paznokcie na jutrzejszą wywiadówkę" (;

No i last but not least, omawiany dzisiaj Max Factor Fantasy Fire (:

7 września 2012

Tricky Cherry, bo bez wiśni

Jak wspominałam w poprzednim poście, skusiłam się na gadżecik - pin-upowy balsam do ust firmy W7. Chodziłam wokół niego już od jakiegoś czasu, ale nie mogłam się zdecydować, aż pojawiła się promocja... I kulą w płot, moście panny, kulą w płot!


Opakowanie - zdecydowanie najmocniejsza strona produktu. Metalowe pudełeczko, ok. 5cm długości, na "szufladkę", ze śliczną, stylową panią na wieczku. Muszę się przyznać, że głównie rozwalona na leżaczku pani mnie skusiła do zakupu, a naprawdę rzadko się zdarza, żebym poleciała na opakowanie...

Konsystencja - twarda i zbita. Pod palcem rozpływa się w nieprzyjemnie rzadką, mało treściwą maź. Wolę bardziej kremowe, "maślane" balsamy do ust.

Zapach - miał być wiśniowy. Jest chińska gumka do mazania - czyli chemiczny owocowy smrodek, w którym trudno wyczuć choć nutę wiśni...


Efekt - błyszczykowy, jak najbardziej. Ładnie barwi usta na lekko czerwony kolor, nadaje połysk. Ze względu na konsystencję, zjada się bardzo szybko
Jeśli chodzi o efekt pielęgnacyjny, to jest żaden. Mam wrażenie, że nawet lekko wysusza usta.

Cena/pojemność/dostępność - ok.7-8zł za 7g produktu dostępnego w Rossmannach.

Podsumowując: najlepiej zawartość wydłubać, a ślicznego opakowania użyć do czegoś innego, choćby i zwykłej wazeliny. Tym bardziej, że skład produktu jest mało imponujący (olej mineralny na 3. miejscu, po dwóch innych chemicznych emolientach)...


Zakupoholizm stosowany

Najciekawsze nabytki z ostatnich kilku dni


1. Słynna wcierka Jantar - kupiona od razu w dwóch egzemplarzach, bo nie wiem, kiedy znowu zdarzy mi się ją zobaczyć na drogeryjnej półce. Z tego, co mówiła ekspedientka, raczej nieprędko, bo schodzi im błyskawicznie. Ja sama, wiedząc od paru miesięcy, gdzie ją mogę kupić, ilekroć się tam zjawiałam, trafiałam na puste miejsce gdzie powinna stać... Tym razem dopisało mi szczęście (: 

2. Rozjaśniacz Joanna Super Blond (do pasemek) - bo przyszła pora na odnowienie i "zagęszczenie" moich niebieskich pasm. Najpierw jednak muszę się wybrać do fryzjera.

3. Balsam do ust Cheeky Cherry W7 - taki sobie gadżecik, zakup bardzo spontaniczny i chyba średnio udany. Więcej o nim już niedługo (:

4. Róż Essence z LE Miami Roller Girl - upolowany przypadkiem, przy okazji łażenia z Oleńką po Rossmannach. W pierwszym, widząc bardzo przetrzebiony stand MRG, westchnęłam, że szkoda, bo chciałam zdobyć ten róż. Wzięłam nawet udział w 3 rozdawkach z nim, ze skutkiem zerowym oczywiście. W drugim Rossmannie zastałam stand prawie nie ruszony. Oleńka pewnie do tej pory śmieje się ze sprintu, jakim się puściłam do upragnionego różu ^^'