23 października 2012

Kosmetycznego zniesmaczenia ciąg dalszy...


Taki oto kuponik dostałam od Oleńki na urodziny, ona natomiast wygrała go w rodzaju loterii, a znając moje upodobania postanowiła mnie nim uszczęśliwić. Jako że to bilet dla dwóch osób, poszłyśmy w zeszły czwartek pod wskazany na wizytówce adres, nie wiedząc za bardzo, czego tak naprawdę się spodziewać.

Okazało się, że przy ulicy Włodkowica 10a znajduje się siedziba Oriflame. Nic na bilecie nie sugeruje nawet, że chodzi o tę firmę. Pierwszy minus.
Nie wiedziałyśmy, gdzie mamy iść, więc spytałyśmy pana siedzącego w rodzaju informacji o panią, której nazwisko widniało na bilecie (a które litościwie zamazałam). Pan nic nie wiedział, więc usiadłyśmy w głównej sali, w której szalały konsultantki, odbierając zamówienia i prezentując kosmetyki. Zdenerwowane przedłużającym się czekaniem, już się zebrałyśmy do wyjścia, kiedy pani się znalazła, dziwiąc się, czemu nas nie ma tam, gdzie powinnyśmy być. "Próbowałam się do pań dodzwonić...". No dobra.
Pani, jak się okazało kolejna konsultantka, zaprowadziła nas do sali, w której siedziały już dwie inne uczestniczki "warsztatów". Na wątpliwości Oleńki, dotyczące alergii na dłoniach, odpowiedziała tylko, nieco zagubiona: "To pani nie zrobi peelingu, a jak zacznie szczypać, to proszę powiedzieć". Hmm...
Konsultantka nałożyła nam na dłonie odżywczą maseczkę jedynej słusznej firmy Oriflame. Warto zaznaczyć, że nałożyła ją używając jednego pędzla. Zamaseczkowane dłonie wylądowały w foliowych rękawiczkach i można było przystąpić do właściwej części "warsztatów", czyli prezentacji kosmetyków jedynej słusznej firmy. Pani konsultantka wygłaszała frazesy o cudownych właściwościach produktów, o wspaniałej linii kosmetyków ekologicznych i naturalnych (naturalnych twoja mać, na drugim miejscu w składzie żelu do twarzy: SLS), a także prezentowała firmowe zapachy. Po trzecim odmówiłyśmy wąchania kolejnych, bo nosy zrejterowały, a w sali zrobiło się duszno.
Kiedy Oleńka poskarżyła się, że dłonie zaczynają ją swędzieć, pani konsultantka zarządziła zdjęcie rękawiczek, rozdała nam ręczniki papierowe do wytarcia resztek maseczki i zaprezentowała wybór kremów do rąk. Wybrałam krem z miętą i maliną, głównie ze względu na zapach. Taka mieszanka ma bardzo kuszący potencjał, ale niestety, zapach kremu okazał się chemiczno-nijaki, dość dusząco miętowy.
Kiedy wcierałyśmy wybrane kremy, pani konsultantka prezentowała nam zalety i korzyści finansowe wynikające z bycia panią konsultantką, a na koniec, niezawodnie, wcisnęła nam katalogi.
Po takich atrakcjach, lekko zniesmaczone, poszłyśmy z Oleńką na grzańca (:

Wszystko to było dość męczącą, nachalną i ukrytą (powtarzam: na bilecie nigdzie nie było napisane, że chodzi o Oriflame) promocją firmy. Co mogę przyznać pani konsultantce, to to, że kiedy nie klepała firmowych regułek, była bardzo sympatyczną i otwartą na argumenty osobą (: No i rączki miałam faktycznie miłe, miękkie i gładkie, ale tylko do kolejnego poranka, kiedy to znów zareagowały na jesień przesuszeniem.
Ogólnie, jestem na nie.

7 komentarzy:

  1. Ojej, ja tez bym się wściekła na Waszym miejscu. Nie ma nic gorszego niż kryptoreklama! :/
    Brzydko, Oriflame!

    OdpowiedzUsuń
  2. też byłabym zniesmaczona :/ bardzo podoba mi się określenie "jedyna słuszna firma" ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Raz miałam podobną sytuację, byłam na rzekomych warsztatach makijażu Oriflame (dawno temu), czułam się jak piąte koło u wozu, nikt się mną zbytnio nie zajął, wszystko było nie tak, jak powinno i generalnie się zraziłam :/ Współczuję straconego czasu!

    OdpowiedzUsuń
  4. Porażka, ja bym stamtąd się bardzo szybko ulotniła.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja tak mialam z Herbalife:) wyslali do mnie maila ze sa zainteresowani wspolpraca ze mna w " Studio Urody" podali adres i o ktorej mam przyjsc na rozmowe kwalifikacyjna....


    Wyszlam wnerwiona bo babka drwila sobie ze wszystkich a bardzo duzo ludzi zostalo nabranych i przyszlo odstawieni jak na prawdziwa rozmowe.

    OdpowiedzUsuń

Spam zjedzą ryby.