23 listopada 2012

Klamka zapadła

Jego Wysokość Alien

Nuta głowy: jaśmin, kwiat pomarańczy, róża, truskawka, czekolada, nuty zielone.
Nuta serca: biała ambra, nuty cytrusowe, orchidea, bergamotka, kokos, konwalia, paczuli.
Nuta bazy: drewno kaszmirowe, drewno sandałowe, wanilia, karmel, ambra, białe piżmo.

Wyrazisty, słodko-ostry, intrygujący, nieoczywisty. Bardzo trwały. Flakon to poezja (:

Zdecydowałam się na wodę perfumowaną 30ml, a ponieważ Sephora miała ten produkt w świątecznym zestawie (w końcu to JUŻ połowa listopada, czas najwyższy na Jingle Bells i Last Christmas...) za tę samą cenę, co samo EDP, skorzystałam i oprócz perfum mam też:


Żel pod prysznic i krem do ciała. No i pudełko, nie zapominajmy o pudełku. Wszystkie moje pachnidła teraz w nim siedzą.

PS. Czy Wy też tak macie, że kiedy przychodzicie do Sephory / Douglasa nie wiadomo po co, tylko się porozglądać, to otacza Was tabun ekspedientek gotowych pomóc, a kiedy faktycznie pomocy potrzebujecie, ani jedna się nie zainteresuje? Ja tak miałam właśnie tym razem i z ciekawości czekałam, kiedy jakaś pani do mnie podejdzie. Kiedy już mnie zauważyły, wpadły w lekki popłoch, chyba pomyślały sobie, że jestem jakąś nasłaną testerką jakości obsługi :D

22 listopada 2012

Long as God can grow it! vol. 9

Czas na aktualizację stanu i długości włosów!

Zdjęcie z metką i lampą :D

Zdjęcia zrobione po umyciu włosów płynem Facelle, odżywce Isana i Pantene podkreślającej fale i loki. Włosy wyschły samodzielnie, bez stylizacji i bez rozczesywania. Kolor zupełnie szalony, ale to tylko kwestia oświetlenia - zachodzące słońce uderzało prosto w nasze okna (: Niestety, brak czasu i dobrego światła skutkuje takimi, a nie innymi zdjęciami :/

W tym miesiącu:
- farbowałam Joanną Naturia w odcieniu Czerwona Porzeczka - stąd i intensywny w słońcu kolor. W normalnych warunkach oświetleniowych jest dużo spokojniejszy, ciemnorudy, czerwono-kasztanowy. Bardzo mi się podoba (:

- kupiłam Tangle Teezer!



"Kawałek plastiku za 50zł" spisuje się u mnie doskonale, choć wygląda jak zgrzebło dla kucyka pony. Skusiłam się na nie w końcu, kiedy włosy zaczęły mi się bardzo plątać, a bezszkodowe czesanie sprawiało trudności. Długo nie miałam z tym problemu, ale kiedy już się pojawił, stwierdziłam, że wypróbuję to cudo... I działa! Rozczesuje włosy delikatnie, ale skutecznie, przy okazji wygładzając je i nabłyszczając, a dodatkowo bardzo przyjemnie drapie głowę (: Sprawdził się również na szalonych lokach Rycerza.
Tu efekt po przeczesaniu TT:


- po przeczytaniu pozytywnej opinii na blogu karminowych ust wypróbowałam domową maseczkę z winogron. Efekt u mnie był nijaki, więc eksperymentu nie powtórzę, choć miałam dużo śmiechu przy próbach nałożenia jej na głowę - kawałki winogron były dosłownie wszędzie w łazience, a ja chichrałam się jak durna nad umywalką. Dla chętnych przepis: garść winogron rozgniatamy (chyba najlepiej to zrobić w blenderze) z łyżką ulubionego dowłosowego oleju (ja użyłam kokosowego), całość na łeb, pod folię i ręcznik, na jakieś 2-3 godziny. Może u kogoś innego się sprawdzi (:

- jeśli chodzi o pozostałą pielęgnację, to niewiele się zmieniło: myłam głowę płynem Facelle, szamponem Garnier awokado i masło karite oraz Alterra morela i pszenica. Odżywki: Isana z olejkiem babassu, Alterra granat i aloes, Timotei Intensywna Regeneracja, maska Natur Vital przeciw wypadaniu włosów. Olejowałam olejem kokosowym i Alterrą granat i awokado dużo rzadziej niż we wrześniu / październiku.

- znów nie znalazłam w sobie tyle konsekwencji, żeby używać wcierki Jantar regularnie... Ale to się jeszcze zmieni!

Na koniec porównanie ze stanem poprzednio udokumentowanym:


18 listopada 2012

"Moje" perfumy poszukiwane!

Ponieważ odebrałam w poniedziałek dyplom licencjacki, postanowiłam kupić sobie w nagrodę (za dyplom, nie za odebranie) perfumy. Ciepłe i otulające, ale nie słodko-dusząco-kadzidlane. I przede wszystkim nieoczywiste.

W moim zapachowym zbiorze (obecnym i przeszłym) mam same zapachy świeże, lekkie, cierpkie, kwiatowo-owocowe, ale przede wszystkim dość płaskie, jednonutowe albo z nutą dominującą. Mamy więc jabłuszko DKNY z dominującą nutą jabłkowo-ogórkową, moje ukochane I love love Moschino z wybijającym się grejfrutem, a poza tym pachnidełka Yves Rocher - bez, piwonia i zielona herbata. Bardziej skomplikowane perfumy w moim zbiorze to słynny mak Flower by Kenzo, a kiedyś Rock'n'Rose Valentino.

Tym razem postanowiłam znaleźć swój zapach wśród tych trudniejszych, bardziej złożonych i mniej oczywistych. Chcę, żeby mnie otulał i do mnie pasował od początku do końca. Za tym idzie zupełnie inne podejście do wyboru perfum, który zwykle ograniczał się do psiknięcia, powąchania i "podoba mi się = biorę!". Od wtorku snuję się więc po perfumeriach ścigana irytującym "w czym mogę pomóc?" z każdej strony, szperam w internetach, psikam, wącham, chodzę z nowym zapachem, wącham ponownie... Powoli zaczynam znajdować swoje potencjalne typy:

1. Alien Muglera - jak na razie to chyba faworyt, choć jeszcze nie jestem go pewna. Dostałam w Sephorze próbkę odpsikaną z testera do fiolki, co znacząco wpłynęło na trwałość zapachu i utrudnia mi decyzję zamiast ją ułatwić.

źródło

2. Jeden z Poisonów Diora - póki co klasyczny Poison okazał się za ostry, a Pure Poison, choć bardzo przyjemny, to jednak za lekki i słodki - nie tego szukam. Do wypróbowania zostały mi jeszcze Midnight i Hypnotic.

źródło

3. Jabłuszka Lolita Lempicka - nie pamiętam, która wersja spodobała mi się bardziej - klasyczna (zielony kartonik) czy Forbidden Flower (kartonik fioletowy), sprawę trzeba będzie obadać... Na pewno w pamięć zapadła mi Minuit Noir - zapach jest ciężki, słodko-gorzki, wytrawny, bardzo intrygujący. Bardzo żałuję, że do mnie zupełnie nie pasuje... Sama to czuję, a i mama potwierdziła.

źródło

Wiem, że perfumy to sprawa bardzo subiektywna, ale jeśli przyjdzie Wam na myśl zapach w opisanym wyżej typie, który mogłabym jeszcze wypróbować, napiszcie mi koniecznie w komentarzu! (:

I love fall anarchistycznie

Jestem tagową anarchistką, wywrotowcem, który bierze, co mu się podoba bez pytania i (co gorsza!) bez zostania otagowaną. 

Tym razem spodobał mi się tag wypatrzony u Innocent Greed. Na przekór wszelkim jesiennym chandrom spróbuję znaleźć w jesieni coś fajnego (:



Pytania:

1. Ulubiona jesienna szminka?
Tej jesieni jest to zdecydowanie Bloody Red z catrice'owej limitki Revoltaire. Matowa, ciemna, chłodna czerwień w odcieniu płatków róży.



2. Ulubiony jesienny lakier?
Polubiłam się z fioletami, mamy więc wrzosowy Eveline Colour Instant nr 623 (naprawdę często na moich paznokciach, aż dziwne, że go tu jeszcze nie pokazałam!), świeżynkę Inglota nr 368 no i śliwkową Doris' Darling z ostatniej LE Catrice. Oprócz fioletów mamy też złamany róż Essence i wiśniowy Wibo Extreme Nails.


3. Napój który towarzyszy Ci w jesienne dni?
Herbata. Głównie czarna i słodzona, może być smakowa. Zresztą... herbata towarzyszy mi zawsze, niezależnie od pory roku, ale jesienią i zimą smakuje wyjątkowo.
Kawy w ogóle specjalnie nie lubię, ale jeśli już piję, to aromatyzowaną bananową. Z cukrem i mlekiem. A najlepiej z bananowym mlekiem Muller.

4. Ulubiona świeca zapachowa?
Moimi ulubionymi pachnidłami są woski Yankee Candle. Moja kolekcja znalazła ostatnio dom w pudełku z Ikei (tak, będę odmieniać to słowo, jestem też anarchistką językową!):


W pudełku mieszkają więc woski (napoczęte pozamykałam w woreczkach strunowych, żeby nie wietrzały), podgrzewacze i zapałki. Do moich absolutnych ulubieńców należą Fluffy Towels i Pink Sands, jednak na trwającą i nadchodzącą porę roku zaopatrzyłam się też w ciepłe, otulające, słodko-korzenne zapachy:



5. Ulubiony jesienny zapach?
Jeśli chodzi o zapach to mokre liście, ognisko, pierwszy mróz w powietrzu, herbata i świeżo zrobione ciasto. Jeśli chodzi o perfumy to nie wiem, nie mam ich za dużo i nie używam w zależności od pory roku, tylko od nastroju (:
Swoją drogą właśnie jestem na etapie poszukiwania "swoich" perfum, ale o tym innym razem (:

6. Ulubiony szalik i/lub akcesoria?

Aktualnie niebiesko-bury szalik z kapturem zrobiony na drutach przez moją mamę, w którym wyglądam jak krasnal. Jest go dużo, jest ciepły i mogę się nim szczelnie okutać - uwielbiam!


7. Gdybyś poszła na imprezę halloweenową za co byś się przebrała?

Za coś, co pozwoliłoby mi poszaleć z makijażem :D
W planach mam zombie, wróżki, lata 20'... Duży rozstrzał, dużo pomysłów, tylko okazji do realizacji brak...
Ale... idą Andrzejki!
 

8. Jaki trend tej jesieni podoba Ci się najbardziej?
Hmm... nie wiem, nie jestem bardzo zainteresowana trendami. Najwyraźniej jestem również trendową anarchistką (:

9. Co lubię, czego nie lubię w jesieni?

Lubię: zapach jesieni, kolory, możliwość wyciągnięcia z szafy swetrów, szalików, czapek i kozaków, jesienną melancholię.
Nie lubię: deszczu, błota, brei i szarego nieba, lodowatej wilgoci przenikającej na wskroś, krótszych dni (wychodzę na zajęcia - jest jeszcze ciemno, wracam - jest już ciemno).

11 listopada 2012

Pazur jesienny

Natchnęło mnie na jesienne fiolety - mamy więc śliwkę na paznokciach:


Cena - w promocji niecałe 10zł za całkiem sporą pojemność (nie mogę sprawdzić dokładnie jaką, bo nie mam lakieru przy sobie, ale podejrzewam, że ok. 10ml).
 
Kolor - fioletowy kremowy bezdrobinkowiec. Odcień śliwki (w słońcu cieplejszy) węgierki (w normalnym świetle chłodniejszy i ciemniejszy).
 
 
 
Konsystencja - dość gęsta, charakterystyczna dla lakierów Catrice. Nie potrafię nałożyć cienkiej warstwy.
Krycie - bardzo dobre, jedna warstwa właściwie by wystarczyła, ale że się nie postarałam, mam na paznokciach dwie (:
 
Wysychanie - w normie. Tyłka nie urywa, ale da się przeżyć.
 
Pędzelek - szeroki, spłaszczony, zaokrąglony. Wygodny (:
 
Trwałość - zadowalająca. Trzeciego dnia pojawiły się delikatne odpryski, co ciekawe przy skórkach, a nie na końcówkach paznokci. Końcówki nie są nawet starte. Oczywiście zasługi przypisuję topobazie Sally Hansen (:
 
 
Dodatkowo na jednym pazurze wylądował nowy nabytek Inglota, nr 368, szaro-wrzosowo-niezidentyfikowany, ale piękny. Trzyma się równie dobrze, jak Doris' Darling, a nakłada przyjemniej. Ale więcej o nim innym razem (:


10 listopada 2012

Catrice Hollywood's Fabulous 40ties - pomadka

Jesienią lubię mocniej podkreślać usta - ciemniejsze, cięższe pomadki kojarzą mi się z przytulną kremowością, bardzo miłą w szare, pluchowate dni. Dzisiaj na tapecie jedna z moich ulubionych ostatnio szminek, pochodząca z (już nie tak) nowej limitowanki Catrice Hollywood's Fabulous 40ties Holly Rose Wood.


Cena - ok 17zł

Opakowanie - czarne, błyszczące, solidne. Zamyka się porządnie, z kliknięciem, więc nie ma strachu, że się samoczynnie otworzy w torebce. Ma charakterystyczny dla tej limitki ciemnoróżowy kwiatowy nadruk. Całość wygląda ładnie i jest funkcjonalne.
Konsystencja i aplikacja - szminka jest matowa, więc dość tępa w aplikacji. Na pewno jest gładsza niż jej "siostra" z limitki Revoltaire - ona była opisana jako "Velvet matt", natomiast tutaj mamy do czynienia z samym "Velvet" i to się sprawdza (: Nie podkreśla skórek, trochę wysusza, może się zwarzyć. Paradoksalnie jednak lepiej mi się używa poprzedniczki...




Odcień - ciemnoróżowy, intensywny, mocno kryjący. Zdecydowanie poprawia mi nastrój (:

Zapach -  specyficzny, trochę jak babcina szminka, trochę owocowy.

Trwałość - łatwo się zjada, ściera i rozmazuje. 

Efekt:


Mimo niewielkiej trwałości i fochów, jakie szminka potrafi stroić, lubię jej używać. Przyjemnie ożywia moją twarz w smętne jesienne dni. Jak Wam się podoba? (:

9 listopada 2012

This is madness!

Czyli Lala poszalała zakupowo...
Bo listopad wyjątkowo syfiaście się zaczyna. Bo motywacji nadal brak. Bo niewiele cieszy. Zakupy w sumie też nie cieszą tak bardzo. Ale chociaż trochę (:

Smile! Zdjęcie grupowe
Wybrałam się do Natury po przeczytaniu gdzieś informacji, że pozbywają się wszystkich resztek limitowanych edycji Essence i Catrice. Przeceny sięgają nawet 80%! Oto, co udało mi się wygrzebać:


Pędzelek do ust (Catrice Revoltaire LE) - bo przy ciemnej szmince z tej limitki doceniłam ideę noszenia ze sobą pędzelka w torebce. Rozwiązanie jest pomysłowe (pędzelek się rozsuwa, nie otwiera), włoski dość sztywne i gęste. Jeszcze go nie wypróbowałam. Cena promocyjna: 6,99zł

Matowa pomadka C01 Colour Bomb (Catrice Revoltaire LE) - ponieważ a) jest hitem z tej limitki, b) jej ciemna siostra, Bloody Red, bardzo przypadła mi do gustu (piszę o niej tu: KLIK). Złapałam jedyną sztukę, ale póki co nie cieszę się nią, bo mam wrażenie, że warzy mi się i włazi w załamania już w momencie nałożenia na usta. Spróbuję do niej podejść, gdy będą w lepszej kondycji... Cena promocyjna: 10,49zł

Sztuczne rzęsy (Catrice Nymphelia LE) - kusiły mnie już kiedy ta limitka weszła do sprzedaży. Jednak 16zł za takie rzęski do sesji albo na przebieraną imprezę trochę mnie odpychało. Promocyjna cena 9,39zł i zły humor przekonały mnie do zakupu (:

Lakier do paznokci C05 Doris' Darling (Catrice Hollywood's Fabulous 40ties LE) - piękny, ciemny, głęboki fiolet. Brakowało mi takiego i chciało mi się takiego. Cena promocyjna: 9,99zł

Śliczności

Odwiedziłam również Inglota:


Polerka do paznokci i bibułki matujące były głównym celem moich zakupów, a po drodze wpadły mi w oko lakiery z nowej, jesiennej kolekcji. Nr 368 to piękny ciemny, brudny wrzos z ciemnoróżowymi drobinkami. Ciężko opisać ten kolor, ale jest naprawdę przepiękny i wyjątkowy. Nr 370 to bure, szaro-fioletowe błotko. Ostatnio wzięło mnie widocznie na fiolety ^^ Za zakup dwóch lakierów dostałam bardzo przyjemne masełko do paznokci i skórek za 2gr (:


Teraz trochę pielęgnacji:

Straciliśmy poziom

Krem L'oreal Nutri Gold - moja cera nie polubiła się w tym roku z jesienią i żel Olay przestał jej od jakiegoś czasu wystarczać. Zamarzył mi się naprawdę treściwy, ale nie tłusty krem do twarzy i skusiłam się na reklamowaną dość intensywnie nowość L'oreala. Po pierwszych dniach używania muszę przyznać, że tego właśnie oczekiwałam, ale przed recenzją poużywam go jeszcze z miesiąc (:

Płyn micelarny Bielenda, Esencja Młodości - to też nowy produkt. Według opakowania zawiera bio kwas hialuronowy, komórki macierzyste z drzewa arganowego i witaminę B3, ma oczyszczać, matować, tonizować i nawilżać. Na razie używam mojego ulubieńca w tej kategorii, płynu Maybelline, ale gdy się skończy, z ciekawością przetestuję ten (:


Patrząc na ten zestaw maseczek i pamiętając moją ostatnią recenzję (KLIK) można popukać się w głowę. Znowu maseczki Perfecty? Tym razem jednak wzięłam te, które u mnie się sprawdziły: wygładzającą z kwasami AHA i aloesem oraz odżywczą ze słodkimi migdałami i miodem. Oprócz tego wpadła mi w ręce saszetka do pielęgnacji dłoni, zawierająca peeling i maskę-serum. Zobaczymy, co potrafi.

Pomadka ochronna Nivea Hydro Care to mój ulubieniec. Zawsze do niego wracam, gdy mam ochotę na czysta, bezzapachową ochronę ust.

Rzęsy Infinity Fashion. Czy ja już kiedyś wspominałam, że uwielbiam sztuczne rzęsy? Te są długie, ale wydaje mi się, że będą wyglądać dość naturalnie na oku.