28 stycznia 2013

Bryle

Zostałam czterooczką:


Soczewki zaczęły podrażniać mi oczy, więc stwierdziłam, że okulary na zmianę stały się rzeczą niezbędną. Od zeszłego piątku paraduję w takich oto hipsterskich brylach i w równie hipsterskiej czapie... W końcu, jak stylówa, to na całego, psia mać. Ostatecznie studia (hipsteria sztuki) zobowiązują.

Hipsterskie bryle pochodzą z Fielmanna i są jedynymi oprawkami, jakie w moim odczuciu do mnie pasowały. Delikatne oprawki druciane albo okulary bezoprawkowe sprawiały, że nijakość mojej twarzy potęgowała się zastraszająco, więc padło na wyraziste oprawki plastikowe, w nieco kocim kształcie, bo w prostokątach wyglądam smutno i poważnie.
Tak, ciężka przeprawa z moją twarzą u optyka ^^" Ale ostatecznie chyba nie jest źle? (:

27 stycznia 2013

Kalinka, kalinka...

... czyli rosyjskie nabytki, częściowo ze sklepu kalina-sklep.pl, a częściowo kupione stacjonarnie u przemiłej pani Krystyny ze sklepiku zielarskiego we wrocławskiej Hali Targowej. 
Czym mnie skusiły? Deklaracją naturalnych składów oraz skutecznością poświadczoną dobrymi recenzjami na blogach (:


Zdecydowałam się na produkty o różnym przeznaczeniu i muszę powiedzieć, że jak na razie o wszystkich mam dobre zdanie. Zobaczymy, co będzie dalej, ale póki co wrażenia są pozytywne i nie zanosi się na to, żeby miały ulec drastycznej zmianie. 
Co więc wpadło do mojej kosmetyczki?

Produkty do włosów:


1. Baikal Herbals – balsam wzmacniający przeciw wypadaniu włosów
 Odżywka zawiera m.in: olej z cykorii (działanie oczyszczające, łagodzące i przeciwłupieżowe) i z nasion czarnej porzeczki (działanie łagodzące skórę i wzmacniające włosy) oraz ekstrakty z pięciornika srebrnego (działanie łagodzące, tonizujące), patrinii sybirskiej (działanie wygładzające i zmiękczające) i z żeń-szenia (działanie stymulujące porost, wzmacniające włosy).
Po pierwszym użyciu nie mogę powiedzieć nic ponad to, że krzywdy mi nie zrobiła, a włosy były po niej miękkie, gładkie i błyszczące. Testy w toku (:

2. Receptury babuszki Agafii - łopianowa maska wzmacniająca do włosów
Zawarty w tym produkcie olej łopianowy ma działanie regenerujące i wzmacniające, a otręby owsiane odżywiają włosy i nadają im elastyczność. 
Maska zrobiła na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Włosy po jej użyciu były gładkie, sypkie, a także dłużej zachowywały świeżość.

Pielęgnacja twarzy:


1. Receptury babuszki Agafii - organiczny krem na noc, zatrzymanie młodości (-35)
Krem zachęcił mnie działaniem przeciwstarzeniowym i deklaracją, że 98% składa się ze składników roślinnego pochodzenia. Znajdziemy w nim m.in. białą dziką różę (działanie stymulujące procesy odnowy komórek skóry, duża zawartość witaminy C), arktyczną malinę moroszka (działanie wygładzające), korkowiec amurski (działanie tonizujące i ujędrniające), niebieską malwę i arcydzięgiel (działanie zmiękczające) oraz olej z pestek białej porzeczki (działanie przeciwzapalne), a także witaminy C, F, B8, P.
Moja twarz już zdążyła go polubić - budzę się z jednolitą, miękką i promienną cerą (:

2. Baikal Herbals - matujący krem na dzień do cery tłustej
Krem zawiera jaśmin (właściwości tonizujące, zwężające pory), macierzankę (reguluje wydzielanie sebum) i tarczycę bajkalską (działanie łagodzące). Póki co leży w szufladzie nieotwarty i czeka, aż Loreal Nutri Gold ustąpi mu pola (:

3. Baikal Herbals - kolagenowe serum pod oczy
Tu mamy: roślinny kolagen (przywraca skórze elastyczność, wygładza zmarszczki), niebieski len (łagodzi i nawilża), lilię daurską (tonizuje skórę), organiczny ekstrakt z aloesu (dobroczynne działanie aloesu chyba nie trzeba doprecyzowania) i organiczny olej z szałwii (poprawia proces odbudowy kolagenu).
Używam w duecie z kremem na noc i czekam na efekty (:

Coś dla dłoni:


Planeta Organica - kremy do rąk, z masłem shea i z toskańską oliwą
Z shea dla mnie, z oliwą - dla mamy. Oba wykazują bardzo dobre właściwości pielęgnacyjne. Wchłaniają się ekspresowo, nawilżają i wygładzają natychmiastowo i długotrwale.


Jestem bardzo zadowolona z zakupów, choć trochę mniej z obsługi sklepu Kalina, w którym zamówiłam kremy do twarzy i rąk. Wybrałam opcję paczki pocztowej, tymczasem kosmetyki przyszły w zwykłej kopercie bąbelkowej, nie zabezpieczone w żaden dodatkowy sposób, co poskutkowało pogiętymi kartonikami i zniszczonym zamknięciem oliwkowego kremu do rąk... Całe szczęście, że nic poważniejszego się nie stało.

22 stycznia 2013

Aromaterapia, część 2

Mam chwilę wytchnienia, więc pukam w monitory recenzją porównawczą dwóch kolejnych aromatycznych produktów. Tym razem to masła do ciała, hit i kit (:

Ujędrniające masło do ciała, Perfecta
 

To masło kupiłam jeszcze w czerwcu, kiedy umilałam sobie naukę do licencjatu różnymi drobnymi zakupami kosmetycznymi. Niespodziewanie zachciało mi się wtedy relaksującego, słodkiego zapachu czekolady, a masełko Perfecty zamachało przyjaźnie z rossmannowskiej półki. Niestety, mimo początkowego zachwytu, znajomość wychłodła... 

Cena: ok 14zł za 225ml


Plusy:
+ wygodne opakowanie, które ułatwia wydobycie produktu
+ nie najgorsze nawilżenie


Minusy:
- konsystencja - dziwna, gęsta, ale nie treściwa tylko "sprężysta", nie poddająca się naciskowi: żeby wydobyć większą ilość produktu, nie wystarczy przejechać palcem po powierzchni - trzeba produkt rozorać paluchami.
- nie wchłania się całkowicie, zostawia na skórze brązową (tak!) warstewkę, która albo roluje się po jakimś czasie, albo zostaje i brudzi ubrania...
- zapach... słaby, słodkawo-kwaskowaty, chemiczny smrodek czekoladopodobny. Zawiódł mnie na całej linii. Na szczęście nie utrzymuje się na skórze.
- brak obiecywanego ujędrnienia.


Masło do ciała Tutti Frutti, Farmona


Było już o kicie, teraz pora na HIT! (: Masło Farmony o zapachu karmelu i cynamonu kupiłam na początku grudnia i baaardzo polubiłam ^^ Doskonale wpisało się w moją nagłą chcicę na słodkości w kosmetykach i spełniło wszystkie moje oczekiwania (:

Cena: ok. 13zł / 250ml


Plusy:
+ zapach! Intensywnie cynamonowy, lekko złagodzony słodyczą karmelu. Jest to tak otulający aromat, że zawsze gdy dotykam tego masła, dziwię się, że jest takie zimne... Powinno być w dotyku równie ciepłe, jak jego zapach (: Jest on również bardzo trwały, zwykle używam masła wieczorem, rano nadal pachnę, a kolejnego wieczoru czuję jeszcze ten aromat na pościeli i piżamie (: Niektórym może to przeszkadzać, ale mi bardzo odpowiada.
+ bardzo dobre nawilżanie
+ wygodne opakowanie
+ przyjemna konsystencja - gęsta, ale nie tępa, łatwo się rozsmarowuje
+ szybko i całkowicie się wchłania (:
+ wydajność


Minusy:
- design opakowania. Białe, mało wyraziste napisy na zakrętce zlewają się ze zdjęciem stanowiącym tło. Dla mnie czytelność etykiet to dość ważna cecha produktu.




Miałyście już któreś z tych maseł? Co o nich myślicie? (:

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
PS. Na razie nici z zaplanowanej wyprowadzki z domu. Została ona przesunięta z marca na czas nieokreślony. Jestem niepocieszona.
PS2. W weekend stuknął nam rok z Rycerzem. Yay!

12 stycznia 2013

Bardzo Ważny Komunikat (:

Nie było mnie tu od feralnego sylwestra, bo potem było nie mniej feralnie... A teraz przychodzę z Bardzo Ważnym Komunikatem. Nawet może i dwoma.
Otóż.

Zdecydowałam się wziąć urlop dziekański od przyszłego semestru.
W marcu wyprowadzę się z domu i zamieszkam razem z Rycerzem.

To wszystko pozwoli mi się ogarnąć. Jak tylko podjęłam te decyzje (we wtorek) i kiedy okazało się ostatecznie, że mogę je bez przeszkód zrealizować (w czwartek), jakby spadło ze mnie 100kg. Nagle znalazłam siłę, żeby zaliczyć ten semestr, której zaczynało mi już brakować. Mam przed sobą wizję roku świętego spokoju, w czasie którego napiszę licencjat na historię sztuki, urządzę sobie mieszkanie, odpocznę i będę robić różne rzeczy bez szkolnego przymusu, charakteryzującego moje studia. A potem wrócę i je spokojnie dokończę.

Sprawa może wygląda prosto i płytko, ale wierzcie mi, to nie kwestia zwykłego "nie chce mi się". Kilka lat żyłam w permanentnym stresie, tragedia za tragedią, więc teraz mi się zwyczajnie należy. I już. Inaczej zwariuję.

Tak, wiem, to zdjęcie już było, ale lubię je (:
Spodziewajcie się więc nowych wpisów, z nową energią, już w lutym. Po sesji znaczy się. Teraz całą energię topię w studiach, ale jak tylko je zaliczę, odetchnę. Zacznę planować i realizować, a nie odkładać na "kiedyś", bo "teraz studia". I będzie dużo Ikei (:

Tymczasem czytam Wasze blogi z niezmiennym zainteresowaniem i mam nadzieję, że miesięczny zastój na Malowanej Lali nie zniechęci do mnie czytelników (:
Cmok w bok,
Malowana Lala

3 stycznia 2013

Podsumowanie 2012

Dominujące uczucie w 2012 roku?
Przychodziły falami. 
Początek stycznia - zniechęcenie - po rozstaniu. 
Koniec stycznia, luty - euforia - poznałam Rycerza. 
Marzec, kwiecień, maj, czerwiec - strach - przed zaangażowaniem i zranieniem / przed egzaminem licencjackim. 
Czerwiec, lipiec, sierpień, wrzesień - zmęczenie - po egzaminie licencjackim / nadmiarem obowiązków / perspektywą napisania pracy licencjackiej na drugi kierunek studiów. 
Październik - załamanie - brak siły na cokolwiek. 
Listopad, grudzień - nawrót depresji - powrót na terapię / brak siły i chęci na cokolwiek.

Co zrobiłaś po raz pierwszy w 2012 r.?
Pojechałam na Openera.

Czego nie zrobiłaś w 2012 r.?
Nie ogarnęłam. Siebie, świata, celu w życiu.
Nie pojechałam na Woodstock.

Słowo roku?
"Muszę", niestety.

Przytyłaś czy schudłaś?
Przytyłam.

Miasto roku?
Wrocław, Racibórz.

Odwiedzone miejsca? 
Trójmiasto (znów, love), Kraków. No i Racibórz. I Nędza.

Ekscesy alkoholowe?
Raczej na smutno.

Włosy dłuższe czy krótsze?
Dłuższe. Kolorowe

Wydatki większe czy mniejsze?
Różne. Kindle to większy.

Wizyty w szpitalu?
Nie. Na szczęście.

Miłość?
Jest, pogłębia się i rośnie. Niedługo rok (:

Osoba, do której dzwoniłaś najczęściej?
Nie lubię rozmawiać przez telefon, ale jak już, to mama. Smsy najczęściej do Rycerza.

Z kim spędziłaś najpiękniejsze chwile?
Nie wiem. Sama ze swoimi myślami. Z Rycerzem.

Z kim spędziłaś najwięcej czasu?
Ze sobą. Z Rycerzem.

Piosenka roku?
Masowo - Gałgan Stajl. Fajno, też skaczę.
Dla mnie - Jolene The White Stripes; No light, no light Florence and the Machine; One, 2080, Madder Red Yeasayer i Crystalline Bjork.

Książka roku?
Masowo - niestety fifty shades of shit czyli Pięćdziesiąt twarzy Grey'a.
Dla mnie - nie przypominam sobie niczego, co by zrobiło na mnie szczególne wrażenie. Czytałam głównie książki narzucone mi przez studia. A z tego zbiorku może Księga śmiechu i zapomnienia Kundery.

Serial roku?
Battlestar Galactica. Uwielbiam mimo kulawego zakończenia (który serial nie miał takiego?)

Stwierdzenie roku?
"Dajcie mi wszyscy święty spokój". Święty spokój to rzecz najbardziej pożądana.

Trzy rzeczy, z których równie dobrze mogłabyś zrezygnować?
- studia
- studia
- studia

Najpiękniejsze wydarzenie?
Stworzenie związku.

2012 jednym słowem?
Depresja.

Wybaczcie, że się tak z flakami tutaj wywlekam, ale mam już dość udawania, że wszystko jest w porządku. Także na blogu. Tama zaczęła pękać przy ostatnim wpisie, a teraz puściła całkowicie. Liczę na zrozumienie.

1 stycznia 2013

Awaria

Co robimy na drugi dzień, gdy wyczekiwana od miesiąca impreza sylwestrowa, która miała być wreszcie udaną zabawą i całkowitym oderwaniem od problemów, okazała się totalnym niewypałem, który zszargał nam nerwy?

Związujemy włosy w warkocz i robimy sobie makijaż.


Opuchnięte od płaczu oczy traktujemy płatkami z kwasem hialuronowym i złotem
Sińce pod oczami po nieprzespanej nocy kamuflujemy korektorem (Bourjois Healthy Mix, nr 52), a na całą twarz nakładamy podkład (Bourjois Healthy Mix, nr 51) i puder (e.l.f. Complexion Perfection). Niestety, tapeta nie daje rady zakryć zaczerwienionego od smarkania nosa.
Powieki gruntujemy połyskującym miedzianym cieniem w kremie (Maybelline Color Tatoo, nr 35 On and on Bronze), na którym lądują również połyskujące cienie z paletki Sleek Au Naturel (jasny Taupe i ciemny Mineral Earth). 
Żałujemy, że nie wzięliśmy ze sobą jasnej kredki na linię wodną, która odświeżyłaby spojrzenie. 
Pod łukiem brwiowym mat w kolorze kości słoniowej spełnia rolę podnośnika. 
Rozczochrane brwi ujarzmiamy żelem (Catrice LE Hollywood's Fabulous 40ties). Rzęsy pociągamy tuszem.
Poszarzałą ze zmęczenia cerę maskujemy nakładając na policzki rozświetlacz (Essence LE Wild Craft) i róż (Paese). 
Na spierzchniętych ustach ląduje gruba warstwa waniliowego masełka Nivea.

I voila, przynajmniej wyglądamy jak człowiek, nawet jeśli na konfrontację z innymi ludźmi nie mamy najmniejszej ochoty. 
Na koniec próbujemy się uśmiechnąć:


Nie za bardzo się udaje.