15 lutego 2013

Śliczności...

Dostałam dzisiaj rano maila od restyle z informacją o dorzuceniu nowości do asortymentu sklepu. Kliknęłam, przejrzałam, serduszko zabiło mi szybciej:


Pierwsza spinka kosztuje 42zł, druga 39zł :/ Dużo, jak na mój kaprysik... I tak to sobie siedzę i dumam, co by tu zrobić, bo raz, że dużo, a dwa, jak już bym zamawiała, to bym chciała i gorsecik, i torbę, i jeszcze parę innych pierdół :D

9 lutego 2013

Prezent imieninowo-posesyjny

Pod koniec stycznia miałam imieniny, co zwykle wiąże się z mniejszym lub większym przypływem gotówki. Od razu wiedziałam, jaki prezent chcę sobie sprawić, ale ponieważ sesja człapała, musiałam z nim poczekać. Pomysł zrealizowałam wczoraj i tym samym prezent imieninowy nabrał jednocześnie znaczenia nagrody posesyjnej (:


Postanowiłam wypełnić moją inglotową dziesiątkę. Zdecydowałam się na odcienie neutralne, nadające się do codziennych nudków, makeup-nomakeupów, a jak się uprę to i do czegoś mocniejszego na wieczór. Ale bez szaleństw, bez szaleństw, na spokojnie. 
I dobrze, szaleństw mam ostatnio dosyć.

Na spokojnie
Mamy więc dwa cielaczki, kawkę z mlekiem i mleczny rudawy brąz, szarość, siność i trochę błysku.  
A konkretnie:


A maziane wyglądają tak:


Na temat ich świetnej jakości nie muszę chyba nic mówić, ale powiem - nie osypują się, łatwo łączą ze sobą i rozcierają, a przy tym są świetnie napigmentowane.

A przy okazji wizyty w Inglocie kupiłam również pustą paletkę magnetyczną, w której zamieszkały moje pojedyncze cienie Inglot, Essence, My Secret i Miyo. Depotowanie cieni jest naprawdę bardzo łatwe (:


8 lutego 2013

Co robię w wolnym czasie?

Relaksuję się i wyżywam rzemieślniczo, wyli uprawiam klasyczne DIY (; A że łasuch ze mnie, postanowiłam założyć sobie zeszyt na przepisy
Przepiśniki, jakie znalazłam w internecie są zbyt przeładowane i paniusiowate jak na mój gust, a do tego dość drogie, cienkie i małe:

źródło
źródło
źródło

Dlatego kupiłam zwykły kołozeszyt formatu B5 ze 160 kartkami, w cienkiej okładce z motylkiem i zrobiłam z niego coś takiego:


Wymontowałam okładki, wzmocniłam grubą tekturą i obłożyłam brązowym kartonem. Na to powędrowała granatowa serwetka w groszki, ozdobne taśmy i wstążki, zdjęcie i etykietka.
Mój przepiśnik pozostaje w scrapbookowym stylu, ale jest bardziej... mój (; Ma zakładkę:


W środku też dobrze wygląda:


Tak, bobo z piwem na okładce to ja. Nie, moi rodzice nie są nieodpowiedzialnymi zwyrodnialcami (;


Już nie mogę się doczekać, aż wpiszę tu moje ulubione przepisy! Zacznę od muffinek potrójnie czekoladowych (:

4 lutego 2013

Na dobry początek wolności

Dostałam dzisiaj wyniki egzaminu i całkiem zgrabną czwórką zamknęłam semestr zimowy. Teraz mogę spokojnie złożyć w marcu podanie o urlop dziekański i cieszyć się wolnym czasem. A w wolnym czasie znajdzie się sporo miejsca na blogowanie (:  

Na dobry początek: zaproponowane przez Pannę Joannę wyzwania makijażowe (: 


W sam raz, żeby rozruszać pędzle po długim zastoju (: 
Zabawa jest otwarta i nie ma w niej sztywnych reguł ani terminów, co mi bardzo, bardzo odpowiada. Zaczynam już niedługo (:

1 lutego 2013

Waniliowa pianka pod prysznicem

Sesja już za mną (mam nadzieję), więc wracam. Mam sporo pomysłów i zaległych recenzji!

Dziś na warsztat trafiła nowość w moich zbiorach:

Wellness & Beauty, żel pod prysznic w piance - edycja limitowana


Co mówi producent?
Zanurz się w nowym świecie pielęgnacji i higieny. Dzięki naszemu nowemu, innowacyjnemu żelowi pod prysznic możesz dostarczyć swojemu ciału jeszcze więcej przyjemności. Składniki nawilżające żelu w sposób odczuwalny pielęgnują skórę. Wyjątkowa kombinacja zapachowa wanilii i kwiatu jabłoni dostarcza dodatkowej rozkoszy.


Opakowanie to metalowa "puszka" z dozownikiem, typowa dla pianek do golenia. Szata graficzna jest urocza, bardzo kobieca i zachęcająca do zakupu. 

Jeśli chodzi o konsystencję, to dostajemy gęstą białą pianę. Na sucho jest trochę tępa, ale w kontakcie z wodą natychmiast staje się cudownie kremowa. Dzięki tej konsystencji i gęstości pianka jest bardzo wydajna. Producent sugeruje wręcz, że do umycia całego ciała wystarczy objętość orzecha laskowego, ale ja zawsze biorę więcej, bo uwielbiam to, jak ta kremowa piana mnie otula pod prysznicem ^^

Nie zauważyłam obiecywanych przez producenta właściwości pielęgnacyjnych, ale hej, przecież to żel pod prysznic! Służy do mycia, nie do nawilżania. A myje całkiem nieźle. Jednak ze względu na konsystencję nie używam gąbki czy myjki (rozprowadzanie tej kremowej piany dłońmi jest bardzo przyjemne, gąbka byłaby tu barbarzyństwem!), a bez nich czuję się przeważnie "niedomyta"... Dlatego najczęściej używam tej pianki po peelingu.


Głównym atutem tego produktu jest naprawdę udany słodko-owocowy zapach. Czuć w nim wyraźnie wanilię i soczyste jabłko, a nie kwiat jabłoni, jak usiłuje nam wmówić producent. Mi ten zapach bardzo odpowiada i sprawia ogromną przyjemność po męczącym dniu. Co najlepsze, utrzymuje się po prysznicu - nie bardzo długo, ale wystarczająco, żeby nadal było przyjemnie (:

Cena pianki pod prysznic to niecałe 11zł za 150 ml - trochę wyższa niż żeli pod prysznic ze stałej oferty Wellness & Beauty, ale uważam, że jest tego warta. Przyjemność podczas prysznica jest duża, a wydajność jak najbardziej zadowalająca. 

Jeśli zainteresował Was ten produkt, to lećcie do Rossmannów, nie wiem, kiedy limitowana pianka weszła do sprzedaży, ale kiedy ostatnio poszłam kupić sobie zapas, nie zostało jej już wiele ):