9 lutego 2013

Prezent imieninowo-posesyjny

Pod koniec stycznia miałam imieniny, co zwykle wiąże się z mniejszym lub większym przypływem gotówki. Od razu wiedziałam, jaki prezent chcę sobie sprawić, ale ponieważ sesja człapała, musiałam z nim poczekać. Pomysł zrealizowałam wczoraj i tym samym prezent imieninowy nabrał jednocześnie znaczenia nagrody posesyjnej (:


Postanowiłam wypełnić moją inglotową dziesiątkę. Zdecydowałam się na odcienie neutralne, nadające się do codziennych nudków, makeup-nomakeupów, a jak się uprę to i do czegoś mocniejszego na wieczór. Ale bez szaleństw, bez szaleństw, na spokojnie. 
I dobrze, szaleństw mam ostatnio dosyć.

Na spokojnie
Mamy więc dwa cielaczki, kawkę z mlekiem i mleczny rudawy brąz, szarość, siność i trochę błysku.  
A konkretnie:


A maziane wyglądają tak:


Na temat ich świetnej jakości nie muszę chyba nic mówić, ale powiem - nie osypują się, łatwo łączą ze sobą i rozcierają, a przy tym są świetnie napigmentowane.

A przy okazji wizyty w Inglocie kupiłam również pustą paletkę magnetyczną, w której zamieszkały moje pojedyncze cienie Inglot, Essence, My Secret i Miyo. Depotowanie cieni jest naprawdę bardzo łatwe (:


10 komentarzy:

  1. bardzo ładną paletę skomponowałaś :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Też ostatnio dopełniłam moją dziesiątkę :) Postawiłam na trochę ciemniejsze i bardziej błyszczące kolory. Uuuwielbiam Inglota!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja stwierdziłam, że mam wystarczająco dużo kolorów, których rzadko używam, więc postawiłam na klasykę (:

      Usuń
  3. Gratulacje końca sesji :) Widzę, że typu naked paletkę skomponowałaś:) Przekonująca

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie o taką mi chodziło (:
      Dziękuję (:

      Usuń
  4. Fajnie skomponowane odcienie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przy takich neutralach trudno o błąd (:

      Usuń
  5. skomponowane idealnie ;) a 378 koniecznie muszę nabyć

    OdpowiedzUsuń

Spam zjedzą ryby.