27 kwietnia 2013

Twardziel

Dzisiaj miała być zupełnie inna notka, związana z wtorkowym wyjazdem, ale niestety tak pogoda, jak i moje samopoczucie uniemożliwiły mi zrobienie zdjęć. Drugie podejście do tematu jutro (:

A póki co - produkt, który zdążył już zdobyć popularność i duże uznanie. I zasłużenie.
Mowa o cieniu w kremie Maybelline Color Tattoo.


Opakowanie
Jak widać, mamy szklany słoiczek - fajnie ciężki, dobrze leży w dłoni i ma szeroki otwór, więc wydobywanie produktu nie sprawia kłopotu nawet przy długich paznokciach. Plastikowa zakrętka trzyma i nie pęka. Wytrzymuje dużo.


Konsystencja i aplikacja
Cień jest twardy, ale wystarczy potrzeć go lekko palcem, żeby nabrać odpowiednią ilość produktu. No właśnie - palcem. Osobiście nie próbowałam nakładać go pędzlem czy aplikatorem, bo moje palce spisują się w tej roli świetnie, czy to wklepując cień czy rozsmarowując go po powiece.


Odcień
Z dwóch dostępnych w Polsce neutrali wybrałam połyskujący miedziany brąz - nr 35 On and on Bronze. Idealnie sprawdza się solo, jak i jako baza pod cienie.


Efekty
Nakładany solo (plus czarna kreska i tusz) często robi mi cały makijaż - gdy mam mało czasu na malowanie się lub gdy mam przy sobie ograniczoną ilość kosmetyków. W tej roli sprawdza się bardzo dobrze, choć zdarza mu się zrolować po kilku godzinach.
Używany jako baza pod cienie jest po prostu świetny. Trwałość makijażu jest porównywalna do tej uzyskanej na bazie ArtDeco, a do tego dochodzi kolor i połysk, który stwarza nowe możliwości kombinowania, szczególnie z matowymi cieniami (:


U góry: Color Tattoo solo.
Niżej: po lewej cienie Sleek bez bazy, po prawej na Color Tattoo.

Makijaż na Color Tattoo: [KLIK]

Cena to ok. 25zł. 

Bardzo polubiłam się z tym produktem i przymierzam się do kupna innych odcieni. Kusi mnie szczególnie czerń, jako idealna baza pod różne smokey.

18 kwietnia 2013

Zaklinanie dobrego humoru

Dobry humor to coś, czego wciąż mi bardzo brakuje. Myślałam, że przyjdzie wraz ze słońcem i ciepłem, z pękającymi pąkami na drzewach i drobnymi kwiatkami w trawie, ale nie... Czasem przychodzi na chwilę, przysiądzie przy herbacie, pójdzie ze mną na spacer. Ale to tylko momenty, które zresztą nie cieszą. Bardzo mi brakuje cieszenia się, z czegokolwiek. Poczucia, że jest fajnie, bo nawet gdy obiektywnie jest, mnie to nie cieszy...

Dziś dobry humor próbuję zakląć kolorami. Może pomogą mi poczuć się lepiej. 


Spódniczka z przeceny w reserved, baleriny (bardziej jaskrawozielone niż na zdjęciu) i kwiatki z hama.

Ostatnio nawet gdy się staram, to czuję się i wyglądam w najlepszym razie byle jak ):

15 kwietnia 2013

Drugie zamówienie z ZSK!

Dzisiaj dotarło do mnie moje zamówienie ze Zrób Sobie Krem. Czekałam na paczkę od rana, ciesząc się na jej zawartość, a kurier-złośliwiec przyszedł dopiero po 17 ^^"

Od ostatniego zamówienia zdobyłam troszkę więcej wiedzy o różnych półproduktach i nabrałam ochoty na wypróbowanie ich, głównie na moich włosach.
Mam więc:


Oleje: jojoba, ze słodkich migdałów, z pestek śliwki, masło babassu - w niewielkich ilościach, na wypróbowanie.
Kwas hialuronowy, d-pantenol, mleczko pszczele - nawilżacze do włosów (i nie tylko, może kapnę też do jakiegoś kremu do twarzy).
L-cysteina i ekstrakt wzmacniający do włosów - do płukanki i wcierki.
Hydrolat oczarowy - do buzi, na spróbowanie. Pół butelki - druga połowa leci do przyjaciółki (:
Kilka słoiczków, butelka z atomizerem i z pipetką - zawsze przydatne.

Moje włosy są obecnie w niezłym stanie, jak na tak długą zimę i ciągłe stresy, jakimi się sama obciążam, ale widać, że potrzebują porządnego nawilżenia. Dlatego zaczynam swoją własną akcję wzbogacania masek i odżywek. Dodatkowo zapisałam się na akcję Anwen Dokarmiamy włosy na wiosnę, z postanowieniem codziennego łykania witaminek ze skrzypem i tak konsekwentnie łykam już tydzień. Może moje 46cm włosia trochę przyspieszy i się wzmocni (:

10 kwietnia 2013

Jak trafić do Lali? vol. 2

Kolejna porcja niezawodnego rozśmieszacza, czyli wujko-googlowych wyszukiwań. Postaram się znów odpowiedzieć na bolączki czytelników tak wyczerpująco, jak tylko będę w stanie!

czy są głowonogi z jednym okiem - pewnie są, jak im się jedno z pary wydłubie. Głowonogi-cyklopy. Jest taka jednostka w HoMM IV, nazywa się Obserwator (;
jak wytłumaczyć malowana lala - polecam cierpliwie, spokojnie i najlepiej parę razy.
malowana lala remonty - muruję, szpachluję, kładę tynki, do usług!
malowane lale dla nastolatek - to chyba te takie szkaradztwa z wielkimi oczami... Monster High? Albo coś perwersyjnego (;
malowanie winogron - jak w Alicji w Krainie Czarów! Czyżby ktoś zasadził białe zamiast czerwonych?
moje puszące się włosy - moje też.
odzywka dla jedenastomiesiecznego dziecka - małych dzieci lepiej nie uczyć odzywek, bo potem trudno je ich oduczyć...
ołówek do oczu inglot - do oczu radzę go nie wsadzać.
z-sls/e-10a - enigmatyczna sprawa, tu jestem bezsilna.
zagadki lala - otóż to, jak wyżej.

No i na koniec kącik pochlebcy:
piekne i zadbane włosy - dziękuję, staram się ^^

I zaraz potem, żeby przekłuć nadmuchany balonik ego:
trupia cera - tja...

9 kwietnia 2013

Wyniki malowanego rozdania!

No to siup, bez ceregieli (:

Przypominam, że wygrywa najciekawsza propozycja, więc po przeczytaniu zgłoszeń wybrałam następującą odpowiedź:


Zwycięzcą zostaje Hedgehog Girl, za nietuzinkowe uargumentowanie swojego pomysłu, z pewnością wyróżniające się na tle innych propozycji.
Czekam na maila z danymi do przesyłki dwa dni (:

Dziękuję wszystkim za udział!

6 kwietnia 2013

Bourjois ciąg dalszy - korektor Healthy Mix


Jako osoba, która sińce pod oczami ma chyba niezmienne od urodzenia, wciąż szukam dobrego korektora, który by porządnie je zakrył, nie wyglądając przy tym jak strup tynku i nie wysuszając delikatnej skóry.
Przeżywając zachwyty nad starszym bratem podkładem z tej serii i przeczytawszy pozytywne recenzje, postanowiłam przymknąć oko na cenę i spróbować korektora pod oczy Bourjois Healthy Mix.


Od producenta
 
Korektor budzi cerę, dzięki owocowej formule! Skutecznie kamufluje niedoskonałości, nadając cerze naturalny wygląd. Koryguje, rozświetla i wyrównuje koloryt skóry. Jednocześnie nawilża i nadaje cerze matowe, ale nie pudrowe wykończenie. Wspaniałe składniki owocowe: malina stymuluje mikro-cyrkulację, morela rozświetla cerę, melon reguluje poziom nawilżenia... Specjalne pigmenty dodają skórze blasku! Kremowa konsystencja umożliwia delikatną aplikację. Korektor w oka mgnieniu usuwa ślady zmęczenia. Świeży, owocowy zapach stanowi przyjemny aspekt formuły.  Dwa odcienie pozwolą na dobranie idealne dopasowanie produktu do koloru skóry.



Opakowanie

Korektor zamknięty jest w 10ml zakręcanej tubce z "błyszczykowym" dziubkiem, którego otwór zawsze jest ufajdany. Plastik jest gruby i dość twardy, a przez to dozowanie jest mało precyzyjne. Mimo to kosmetyk jest bardzo wydajny: kupiłam go w listopadzie zeszłego roku, a zużycie (przy prawie codziennym używaniu pod oczy) jest widoczne na głównym zdjęciu.


Konsystencja i aplikacja
Korektor ma średnio gęstą, kremową konsystencję. Nakładam go pod oczy opuszkiem palca. Aby pokrył cienie jednolitą warstwą, trzeba go dłuższą chwilę powklepywać. Ze względu na jego gęstość, wklepywanie jest znacznie efektywniejszą techniką niż rozsmarowywanie...


Krycie
Stopień krycia cieni pod oczami określiłabym jako dobry/bardzo dobry. Moje cienie są naprawdę mocne, a korektorowi (albo moim koślawym paluchom) zdarza się czasem gorszy dzień. Nie mniej jednak korektor spełnia swoje główne zadanie: ukrywa cienie pod oczami. Czasem lepiej, czasem gorzej, ale ukrywa.
Przypudrowany potrafi wyglądać nienaturalnie i ciężko, więc należy uważać z utrwalaniem go.
Jeśli chodzi o niedoskonałości, to tu już nie jest tak fajnie. O ile pod oczami wklepywanie stapia ten korektor z resztą twarzy/podkładem, tak w przypadku różnorakich syfków i zaczerwienień wklepywanie wpływa negatywnie na stopień krycia, a rozsmarowywanie tworzy nieestetyczne, odznaczające się smugi.
Być może to kwestia odcienia, który wybrałam...

Tu cienie miały lepszy dzień

Odcień
... a tu dałam trochę ciała. Nie wiem, dlaczego w sklepie i jeszcze dobre dwa-trzy miesiące po zakupie byłam przekonana, że wzięłam z półki odcień jaśniejszy (51 Eclat clair)... Kiedy jakiś czas temu chciałam podpisać kosmetyk orientacyjną datą zakupu, ze zdumieniem stwierdziłam, że mam odcień ciemniejszy (52 Eclat medium). Ale, choć różnica kolorystyczna w porównaniu do mojego podkładu Healthy Mix jest spora, korektor ładnie stapia się ze skórą i okolica oczu nie straszy pandą (;

W porównaniu wychodzi na niezłą pomarańczkę!



Zapach
Analogiczny do podkładu z serii Healthy Mix - przyjemnie owocowy, ale mniej intensywny.


Trwałość
Bardzo dobra. Nałożony na podkład i przypudrowany siedzi na swoim miejscu przez cały dzień. Nie wytrzyma płaczu (a właściwie wycierania chusteczką) i przecierania oczu, ale poza tym jest bardzo ok. Korektor nie ciemnieje na twarzy, nie zbiera się w zmarszczkach i nie wysusza skóry pod oczami.

Cena
Ok. 35-40zł. Ze względu na dużą wydajność kosmetyku nie jest najgorsza.

Podsumowanie
Czy jestem zadowolona z tego korektora? Prawdę mówiąc, sama nie wiem... Kryje, ale trzeba nauczyć się go skutecznie aplikować. Przypudrowany jest trwały jak należy, ale potrafi też zrobić kuku i wyglądać przyciężko. Bez wielkich problemów zużyję to opakowanie do końca, ale nie wiem, czy skuszę się na ponowny zakup, nawet jaśniejszego odcienia. Chyba poszukam na tańszej półce (:

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------
Przypominam o rozdaniu! (:

Już tylko jutro (do północy) można zgłosić się do udziału. Wyniki we wtorek! (:

1 kwietnia 2013

The Game of Thrones project – house Greyjoy

Ktoś pamięta jeszcze moją makijażową serię gro-o-tronową? Kto nie pamięta, tego zapraszam TUTAJ, w celu zapoznania się tudzież odświeżenia pamięci (:

Po roku od pierwszych (i ostatnich) makijaży z tej serii zmobilizowałam się i zmalowałam dzisiaj kolejny. Tym razem house Greyjoy:

źródło
Ród żądny władzy, a przy tym dumny i bezwzględny. Rządzi Żelaznymi Wyspami, których klimat jest równie zimny i surowy, jak sami Greyjoy'owie. Ich znakiem jest złoty kraken na czarnym polu.

Moja interpretacja:

Nie rozumiem, czemu na tym zdjęciu to wygląda, jakbym się umazała węglem... :/

Zdecydowałam się wymalować głowonoga tylko na jednym oku, bo na obu wyglądałoby to już przesadnie, jak maska. Na drugim oku znalazło się więc grafitowe smokey ze złotą kreską, które to połączenie bardzo mi się spodobało (:


Użyte kosmetyki:
- podkład Bourjois Healthy Mix (nr 51 Vanille Clair)
- korektor Bourjois Healthy Mix (nr 52 Eclat medium)
- puder e.l.f. Complexion Perfection
- puder sypki My Secret
- cień w kremie Maybelline Color Tattoo (On and on Bronze)
- cienie Sleek: stare złoto z palety Storm, Underground i Noir z palety Bad Girl
- cielisty cień Inglot (nr 353)
- czarny eyeliner Wibo
- złoty eyeliner - cień wymieszany z Duraline
- tusze: Maybelline Colossal, Lovely Curling Pump Up
- kredki: Inglot Kohl Pencil, Essence Long Lasting Remember Amber
- żel do brwi Catrice HF40ties
- pomadka Essence (nr 52 In the nude)



PS. Akurat dzisiaj premiera trzeciego sezonu! W ogóle nie myślałam o tym robiąc makijaż, ktoś zwrócił mi na to uwagę już gdy zaczęłam pisać posta ^^"