10 maja 2013

Aktualna pielęgnacja włosów

Ostatni raz włosami chwaliłam się w grudniu, w poście podsumowującym rok udokumentowanego zapuszczania (KLIK). Od tamtej pory trochę się zmieniło, nie tylko w długości moich włosów, ale też w ich pielęgnacji. Można powiedzieć, że robię kolejne kroki w stronę włosomaniactwa, choć z mianem włosomaniaczki się nie identyfikuję zupełnie ^^"

Mycie
Przy użyciu różnych produktów, niekoniecznie do mycia włosów przeznaczonych. Są to w większości produkty dobrze znane w urodowej blogosferze, sprawdzone przez niejedną włosomaniaczkę. 
Staram się unikać SLS i innych mocnych detergentów, bo moje włosy są wystarczająco suche z natury. Raz na tydzień-dwa funduję im mocniejsze oczyszczanie Barwą. Myję włosy nie częściej niż co drugi dzień.


Płyn do higieny intymnej Facelle - szeroko rozpowszechniony, tani i wszechstronny kosmetyk. U mnie sprawdza się do mycia włosów, choć niespecjalnie lubię jego zapach i gęstą konsystencję. Nie pieni się mocno, ale wystarczająco. Używam go najczęściej.
Szampon do włosów osłabionych i zniszczonych z rumiankiem Green Pharmacy - bardzo dobry dla moich włosów szampon o przyjemnym słodko-ziołowym zapachu. Dobrze się pieni (zasługa sodium myreth sulfate, który jest trochę łagodniejszym detergentem niż sls i sles), dobrze oczyszcza włosy. Skład na kolana nie powala, ale jestem z tego szamponu zadowolona.
Balsam do kąpieli dla ciężarnych Babydream - z tym balsamem mam dziwne doświadczenia. Po pierwszym użyciu byłam nim zachwycona, włosy były miękkie, błyszczące i skręciły się we wspaniałe naturalne loki. Jednak już nigdy nie udało mi się uzyskać po nim takiego efektu, niezależenie od pozostałych stosowanych z nim kosmetyków... Teraz używam go dość rzadko, zniechęcona bezskutecznym dążeniem do przypadkowo osiągniętego, pięknego efektu pierwotnego. Dodatkowo nie lubię jego pudrowego zapachu.
Szampon żurawinowy Barwa - do mocniejszego oczyszczania raz na jakiś czas. Szampony Barwy są tanie i skuteczne. Mają lejącą się konsystencję, co w połączeniu z brakiem jakiegokolwiek dozownika równa się słabej wydajności, ale nie przeszkadza mi to w szamponie za 3zł, którego rzadko używam. Zapach tego konkretnego raczej kojarzy mi się z czerwonym jabłuszkiem niż z żurawiną, ale jest bardzo przyjemny (:

Odżywki
Odżywek lub masek używam obowiązkowo po każdym myciu. Staram się wybierać te o prostym składzie, bez silikonów, a ostatnio zaczęłam je wzbogacać różnymi substancjami nawilżającymi. 
W tej chwili mam jedną odżywkę, jedną maskę i jeden produkt "pośredni". Marzy mi się wypróbowanie odżywek od Balea i Alverde oraz słynna maska Kallos Latte...

  
Łopianowa maska wzmacniająca, Receptury babuszki Agafii - świetna maska, która nie dość, że pielęgnuje włosy i sprawia, że są miękkie, gładkie i lśniące, to jeszcze zapobiega wypadaniu wzmacniając cebulki. Ma ciekawy, roślinny zapach i bardzo przyjazny skład. Na minus: bardzo ograniczona dostępność... Używam jej raz na tydzień, zostawiając na 10-15 minut pod ręcznikiem.
Balsam z aloesem i jedwabiem Mrs. Potter's - prosta, lekka odżywka, w sam raz do wzbogacania, ale sama w sobie również skuteczna. Bardzo lubię efekt, jaki daje - gładkość jak po silikonowej bombie (:
Maska do włosów Gloria - produkt "pośredni", którego używam jako maski, trzymając na głowie 10-15 minut, lub jako 3minutowej odżywki. W obu funkcjach sprawdza się bardzo dobrze i świetnie nadaje się do wzbogacania. Znam ją i lubię już od paru lat (:
Jedwab w płynie Green Pharmacy - bardzo dobry skład sprawia, że używam go nie tylko na końcówki, ale i na długość, jako zabezpieczenie przed puszeniem. Oczywiście w niewielkich ilościach. Ma przyjemną, nieklejącą się konsystencję i zapach owocowych żelek (:
D-pantenol, kwas hialuronowy, mleczko pszczele - nawilżacze. Raz na jakiś czas kapię 5-10 kropli wybranego specyfiku do porcji odżywki bądź maski. Planuję też zrobienie mgiełek i płukanek, jak tylko dokupię sok z aloesu.

Oleje i inne
W ostatnim miesiącu bardzo zaniedbałam olejowanie i myślę, że czas najwyższy do tego wrócić, bo po pierwsze: moje włosy za tym tęsknią, a po drugie: trzeba uszczuplić zapasy ^^. Jeśli chodzi o stylizatory - pianka Isany sprawdzała się u mnie lepiej na krótszych włosach, na długie, rozprostowujące się pod własnym ciężarem, jest za słaba. Muszę nagotować nową porcję żelu lnianego (:


Krem z masłem shea i kakaowym, Isana - czasem używam go do włosów. Fajnie je nawilża i cudnie pachnie budyniem posypanym kakao... Mój słoik miał bliskie spotkanie z woskiem ze świecy, więc wygląda, jak wygląda.
Oliwka dla ciężarnych Babydream - nie moja bajka, raczej zużyję do ciała. Zauważyłam, że mieszanki służą moim włosom gorzej niż czyste, jednoskładnikowe oleje. Do tego naprawdę nie lubię pudrowego zapachu tej serii...
Olejek stymulujący wzrost Khadi - mojej babci nie odpowiadał sposób jego używania ("ja nie mam czasu chodzić z tym tyle czasu przed myciem!"), więc oddała mi go za Jantar. Część odlałam do spróbowania przyjaciółce, a sama wciąż jeszcze go dobrze nie wypróbowałam ^^" Używałam go przez jakieś dwa tygodnie, zauważyłam większy przyrost, a potem o nim zapomniałam... Teraz brałam udział w akcji miesięcznego dokarmiania włosów u Anwen, zobowiązując się do codziennego brania skrzypu, więc nie chciałam ewentualnych efektów zaburzać Khadim. Ale wreszcie przyszła na niego pora! Za miesiąc zdam relację popartą odrostem (:
Olej kokosowy - ten olej daje na moich włosach najlepsze efekty: są po nim miękkie, nawilżone i niesamowicie błyszczące. Gdyby nie to, że muszę go podgrzewać przed aplikacją, stosowałabym go częściej. Szklana butelka to nie jest dobre mieszkanie dla olei w stanie stałym...
Olej z pestek śliwki - cudnie pachnący olej, który czasem wcieram w końcówki włosów i skórki paznokci. Szkoda mi go trochę na całą długość.
Olej ze słodkich migdałów - drugi, po kokosowym, olejowy ulubieniec. Efekt jest podobny, a konsystencja szybsza w obsłudze (;
Olej makadamia, olej jojoba - dają radę, ale wolę ich używać do twarzy niż do włosów.
Pianka do loków Isana - jak pisałam wyżej, przestała się sprawdzać. Wolę żel lniany, choć też jest z nim trochę zabawy.
Tabletki skrzypu Vitalsss - tabletki z biedronkowej gazetki urodowej, które można było nabyć w zawrotnej cenie 10zł wraz z orgazmicznym masażerem do łba. Najlepszy zakup ever. Oboje łykamy skrzyp, Rycerz i ja, i oboje mamy pałąki, po jednym na mieszkanie, aby w każdej chwili być gotowym do zrobienia sobie nawzajem dobrze w głowę.

A co na to moje włosy?


Rosną sobie spokojnie. Ostatnio przycięte i zafarbowane u fryzjera pod koniec marca (czas już położyć nową farbę, półtoramiesięczny odrost rzuca się w oczy). Mogłyby być bardziej błyszczące i mniej puszące się na co dzień, ale mam nadzieję, że to załatwi mi powrót do olejowania. I niech sobie rosną spokojnie dalej (:

2 komentarze:

  1. też mam teraz ten szampon z gp, jest to moj pierwszy bez sls, nie chcialam szoku termicznego zaladowac moim wlosom,dlatego ten wybralam i widze,ze bardzo sie po nim plączą :( ale mam nadzieje,ze je do tego przywyczaje..

    OdpowiedzUsuń
  2. ależ masz już długie włosy!

    OdpowiedzUsuń

Spam zjedzą ryby.