8 maja 2013

Kosmetyczka na wyjazd i makijaż z podróży

Też macie tak, że na myśl o pakowaniu zimny pot spływa wam po plecach, a na twarzy maluje się grymas z gatunku "wszystko, tylko nie to..."? Ja nie znoszę się pakować. Szczerze nie cierpię. Zawsze mam problem z ilością rzeczy do zabrania (za dużo? za mało? na pewno czegoś zapomnę!), ograniczam się, ograniczam, a potem okazuje się, że i tak zabrałam parę zbędnych szpargałów.

Na krótkie wyjazdy potrafię spakować się w plecak od laptopa (wymiarów typowo szkolnych), razem z laptopem i całym okablowaniem zresztą. Przy każdej okazji jednak, a już szczególnie odkąd jestem bardziej zainteresowana kosmetykami, mam problemy ze spakowaniem optymalnej kosmetyczki...


Tym razem, ze względu na komfort posiadania własnego muła (Rycerz) na pociągowej części trasy oraz jazdy samochodem do ostatecznego celu majówkowego wyjazdu, postanowiłam mniej się ograniczać kosmetycznie. W granicach rozsądku.
Ciekawe, co w owych granicach zabrałam ze sobą na tygodniowy wyjazd?


Płyn do higieny intymnej Facelle Sensitive - kosmetyk uniwersalny, bo, jak wiadomo coraz szerszemu gronu użytkowników, może występować w roli szamponu, żelu do mycia twarzy i ciała oraz w swojej przypisanej odgórnie funkcji płynu do higieny intymnej. Biorę jedną butelkę zamiast czterech osobnych kosmetyków (:
Antyperspirant Garnier Mineral InvisiCool - sprawdzona, przyjemnie pachnąca kulka.
Minipianka do golenia Isana - poręczna, wygodna, w sam raz na wyjazd.
Maszynka z wymiennymi ostrzami Isana - moje przedwyjazdowe odkrycie: świetnej jakości maszynka o sześciu ostrzach (w dwóch rzędach po trzy) stanowi poważną konkurencję dla piekielnie drogich Gillette Venus Breeze, której używałam do tej pory. Jakość, cena, dostępność - wygrywa Isana.
Maska do włosów Gloria - również uniwersalna rzecz o prostym składzie. Można jej używać jak odżywki. Ja dodatkowo kapałam w nią kwas hialuronowy, o którym mowa będzie niżej.
Jedwab w płynie Green Pharmacy - wszystkie kosmetyki do włosów wybierałam z myślą o tym, że używać ich też będzie Rycerz i jedwab wylądował w mojej kosmetyczce głównie z myślą o jego lokach. Jest mały i wygodny w użyciu, więc nie wadził (:
Olej ze słodkich migdałów i z pestek śliwek - małe buteleczki, uniwersalna pielęgnacja: ciało, włosy, twarz, paznokcie (:


Dwufazowy płyn do demakijażu oczu Bielenda Awokado - ulubieniec. Nie zliczę która to już moja buteleczka (:
Płyn micelarny Vichy Purete Thermale - z promocji w Superpharmie. Butelka trochę mniejsza niż standardowa, fajne działanie.
Woda termalna Vichy - rozmiar mini, znalazł się w zestawie próbek dołączonych do zakupów w Superpharmie. Kremy z zestawu pasują mojej mamie, ja natomiast porwałam wodę, licząc na odświeżanie się nią w czasie upałów w majówkowy weekend. Wiadomo, co z tych upałów wyszło, ale woda jest też idealna do torebki, więc się nie zmarnuje ^^
Filtry 50+ Vichy Capital Soleil i Floslek Sun Care - użyłam dopiero wczoraj i dzisiaj, kiedy słońce zdecydowało się łaskawie wyleźć zza chmur. Cóż, liczyłam też na słońce w górach, a wysokie filtry w górach to podstawa.
Hydrolat różany - mała buteleczka dołączona jako gratis do zakupów z ZSK. Rozmiar dobry na wyjazd (:
Kwas hialuronowy - znów multikosmetyk: mieszany z olejkiem jojoba lądował na mojej twarzy zamiast kremu, dodawany do maski nawilżał moje włosy (:


Paletki cieni Sleek Curacao i neutralny Inglot - to kosmetyki, bez których mogłabym się doskonale obejść na tym wyjeździe. Prawie się nie malowałam, a jeśli już, to nie chciało mi się bawić w wymyślne oczy i właściwie poprzestawałam na tuszu. Trudno, jak już mówiłam, zabieranie zbędnych kosmetyków to moja wyjazdowa tradycja.
Baza pod cienie Art Deco - razem z cieniami mogła zostać w domu.
Kredki do oczu Maybelline i Inglot - te się za to przydawały - szybka kreska i wyglądało się ok (:
Tusz Colossal Volum' Express - lubimy się od dawna.
Podkład i korektor Bourjois Healthy Mix - recenzje tych produktów: podkład, korektor.
Róż Essence - miałam ochotę na delikatne podkreślenie jeszcze nieopalonych policzków, więc adorable był do tego idealny.
Puder Elf Complexion Perfection - wygodniejszy w podróży niż puder sypki.
Błyszczyk Maybelline Color Sensational - pisałam o nim TU. Również lubimy się od dawna (:

Ten post chciałam napisać jeszcze przed moim majówkowym wyjazdem, ale pogoda uznała, że ma moje chcenie w głębokim poważaniu i uparcie chmurzyła podczas pakowania. Cóż, co się odwlecze, to nie uciecze, zdjęcia wyjazdowej kosmetyczki zrobiłam w pełnym słońcu po powrocie (:

Na koniec jeszcze moja facjata po podróży pociągiem do Wrocławia - makijaż został przed zdjęciem lekko poprawiony (; 
Zamieszczam, bo simply życzyła sobie pokazania różu na buzi. Mam nadzieję, że chodziło o Catrice'owy Sugar Shock z ostatniego posta (; Oprócz niego na oku eyeliner, a na ustach pomadka z Vintage District.


4 komentarze:

  1. dziekuje :*

    choc mialam na mysli ten roz z essence, bo nie potrafie sobie wyobrazic jego finalnego koloru z tym zlotkiem ;)

    pieknie Ci w takim koralu na ustach!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jednak! :D No, jak pisałam: co się odwlecze... Będzie jeszcze róż od essence, choć mam opory przed ładowaniem złotka na policzki. Myślałam o zużyciu go jako cień do powiek, bo warstwa złotka jest cienka i łatwo schodzi, a pod spodem jest ceglasty róż (:

      Dziękuję ^^

      Usuń
  2. Też nie znoszę się pakować, a teraz dosłownie dostaję dreszczy bo w tym miesiącu się przeprowadzam. Mieszkałam tu 2,5 roku i gratów nazbierało się straszliwie dużo - nie mam pojęcia jak to popakuję a tym bardziej gdzie i kiedy to powykładam :P Jeśli chodzi o wyjazdową kosmetyczkę to znajdzie się tam zdecydowanie mniej kosmetyków niż u Ciebie :P Do włosów czasami zabieram tylko odżywkę b/s Joanny - do mycia, jako odżywka d/s i stylizator :) Czasami dopakuję szampon biovaxa w saszetcce i maskę, a ostatnio jeszcze żel żeby coś tam ze skrętu wydobyć ;) Na woodstock wzięłam próbkę żelu Jonson's baby i używałam do włosów i ciała, a na miejscu dokupiłam właśnie Joannę i włosy były zadowolone :) Cienie staram się zabierać pasujące mniej-więcej do ciuchów, które zabieram, podkład przelewam do pojemniczka, do tego tusz, za eyeliner robią mi ciemniejsze cienie i cienki skośny pędzelek, żeby nie brać dodatkowego balastu ;) Największym kosmetykiem jaki zabieram w całości jest chyba antyperspirant ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uuu, współczuję pakowania na taką skalę. Ale pocieszę Cię, że przy okazji przeprowadzki dużo rzeczy się wyrzuca (;
      Gdybym jechała na woodstock, też bym miała jak najmniejszą kosmetyczkę (: Tym razem jednak jechałam na tygodniowy relaks w górach, no i miałam muła i samochód, więc sobie pozwoliłam na nieco więcej :D

      O przelaniu podkładu do mniejszego pojemniczka nie pomyślałam... Proste i genialne (:

      Usuń

Spam zjedzą ryby.