25 maja 2013

Magiczna sztuczka...

...czyli Malowana Lala znika. Na chwilę. Na jakiś czas. Albo chociaż się ogranicza.

Wzięłam się do roboty i mam nadzieję, że tym razem nie skończy się na dwóch dniach, tylko zepnę wreszcie pośladki i skończę pracę, która wisi nade mną już od dawna... W najbliższym czasie moja codzienność będzie się więc prezentować tak:


Piszę o tym na blogu, bo traktuję to jak zobowiązanie - pokazałam, podjęłam się, teraz trzeba się wywiązać. Mam nadzieję, że już niedługo wrócę i napiszę, że praca jest skończona, a ja czekam na termin obrony. 
Naprawdę przydałoby się zamknąć ten nieprzyjemnie kojarzący mi się etap życia, a licencjat z historii sztuki to ostatni krok. Tak jak powiedział mi wczoraj Rycerz: "koniec tak blisko, że nie ma co na niego tylko patrzeć". I tego się trzymam.

W przerwach od pisania uprawiam małe odstresy, jak na przykład:


Prosta biała szafka z szufladami z Ikei. Poskładana już jakiś czas temu, czekała na ostateczne zagospodarowanie. Wczoraj się za to wzięłam i powtykałam w szufladki to, co mi się walało po wierzchu luzem i w pudłach. Szafka miała dołączone białe karteczki-organizery, ale uznałam, że przyda się trochę koloru. Kolorowych kartonów mam mnóstwo, toteż wyszła mi tęczowa komódka gejowska*. Proste, a efektowne i zmienia nudny mebel w coś weselszego (:

* no offence, jeśli ktoś byłby tak przewrażliwiony, żeby się obrazić (;



Wracam do roboty, trzymajcie kciuki i kopcie w dupę na zachętę!

4 komentarze:

  1. Ja Ciebie kopnę, Ty mnie kopniesz i jakoś doturlamy :D Trzymam mocno kciuki, a jak napiszesz, to ja chętnie przeczytam, więc wiesz, streszczaj się ;P

    (Piękna organizacja, potrzebuję takiej organizacji!)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kops!
      Ale tak serio, przeczytać chcesz?

      Usuń

Spam zjedzą ryby.