7 maja 2013

Wyjazdowe nabytki

Wczoraj zjechałam z majówkowego wyjazdu w góry. Jeszcze nie do domu, a do Ratiboru, do Rycerza. Relaksu ciąg dalszy (: A mając dzisiaj przed południem chwilę wolnego czasu, postanowiłam wybrać się na spacer i wdepnęłam do ratiborskiej Natury. 

Przeczucie mnie nie myliło - zastałam pełniutkie standy limitek: Vintage District od Essence oraz Candy Shock od Catrice. O tej pierwszej we Wrocławiu dawno już ślad zaginął, o drugiej nie wiem, czy się już pojawiła. Tak czy inaczej, zgarnęłam wszystko to, co chciałam (:


Tych delikwentów nie trzeba już raczej przedstawiać, bo Vintage District obiła się echem szeroko po urodowej blogosferze. Z pełnego standu wybrałam rzeczy, które mnie najbardziej interesowały: róż z pięknym tłoczeniem (złotko ściera się błyskawicznie), niebieski eyeliner i koralowy pomadko-błyszczyk (:
Po wstępnym pomacaniu jestem bardzo zadowolona!


Z limitki Catrice wzięłam tylko puder rozświetlający (świetny do używania na całą buzię, nadaje bardzo ładny, zdrowy wygląd skórze) i róż o delikatnym odcieniu, ale mocnej pigmentacji. Reszta propozycji z Candy Shock niespecjalnie mnie interesowała - słodkie odcienie lakierów do paznokci, wypiekane cienie, perłowy lub różowy kawior, błyszczące pomadki... Nie moja bajka, w dupie mam pastele (vide banerek).
Dodatkowo zgarnęłam z szafy My Secret mój ulubiony sypki puder matująco-utrwalający, którego we Wrocławiu nie widziałam od bardzo dawna, prawdopodobnie z powodu zmiany opakowania.

A tak btw, czy ktoś wie, co się stało z matowymi pomadkami z Manhattanu? Od dwóch tygodni bezskutecznie próbuję na nie trafić w Rossmannach, ale z szaf wymiotło nawet miejsce po nich! A mnie skończyła się ulubiona, koralowa... ):

2 komentarze:

Spam zjedzą ryby.