23 czerwca 2013

Fit Lala

21 lutego postanowiłam wziąć się za siebie. Minęły 4 miesiące i choć branie się za siebie jeszcze się nie skończyło, myślę, że mogę pokusić się o mini podsumowanie.

Co robiłam?
Starałam się zmienić mój sposób odżywania i ćwiczyć. Różnie mi z tym szło... "Dietę" (5 posiłków dziennie, rano węglowodany, wieczorem białko, ograniczenie słodyczy i słonych przekąsek, dużo wody, owoców i warzyw) raz trzymałam, raz nie. W miarę regularnie ćwiczyć zaczęłam dopiero od połowy marca, a w maju skisłam strasznie. Nic mi się w maju nie udawało.
Ponieważ nie lubię monotonii, nie umiałam trzymać się jednego treningu. W użyciu był poziom pierwszy 30 Days Shred Jillian Michaels, dziesięciominutowe treningi Mel B na brzuch i pośladki, Skalpel Chodakowskiej, ćwiczenia na brzuch z rycerskiego kalari i bieganie.

Co chciałam osiągnąć?
Nie chciałam stawiać sobie celu w kilogramach. Chcę mieć jędrne ciało: brak muffin topu nad paskiem spodni, smukłe ramiona, nogi do samej dupy, gładkie uda, sterczące cycki i tyłek twardy nie tylko mentalnie.

Co osiągnęłam?
1. Ciało mam jędrniejsze (: 
Z beznadziejnej kluchy stało się bardziej zwarte i gładsze. Mimo że mój rozmiar jeszcze się nie zmienił, wyglądam dużo lepiej. Uda się wygładzają, tyłek się utwardza, brzuch zmniejsza. Tylko cycki straciły na wyglądzie i będę musiała nad nimi bardziej popracować.
2. Jestem dużo sprawniejsza! 
Po kilku latach totalnego bezruchu (ostatnio regularny ruch miałam na w-fie na drugim roku historii sztuki, czyli prawie 4 lata temu...) okazało się, że mam jakieś mięśnie! (: Podniosłam swoją wytrzymałość - udaje mi się przebiec 2km bez odpoczynku! Jak sobie przypominam, jak na początku biegania po 500m puchłam tak, że nie byłam w stanie biec dalej nawet po wyrównaniu oddechu, to jestem z siebie naprawdę dumna.
3. Polubiłam ruch i wysiłek fizyczny. 
Banał, ale im jestem sprawniejsza, tym przyjemniej mi ćwiczyć (:
4. Odkąd zdałam sobie sprawę z niekonsekwencji w trzymaniu się diety, trzymanie się zdrowego jadłospisu idzie mi znacznie lepiej
W tygodniu jadałam po swojemu, ale w weekendy spotykaliśmy się z Rycerzem i gotowaliśmy sobie na obiad "coś specjalnego":  lasagne, pizzę, spaghetti. Wieczorem piwko i prażynki albo żelki. Weekend przeciągał nam się od piątku do wtorku, więc miałam w sumie 3-4 pełne doby jedzenia kalorycznie i dużo. 10 dni temu, kiedy sprawdzałam swoje wymiary, wkurzyłam się na to menu i przestawiłam się diametralnie. Wybitnie pomaga mi w tym pogoda - w takie upały nie bardzo chce mi się jeść, a do tego jest obfitość świeżych owoców i warzyw, więc gotuję sobie lekko (: I powiem, że przez te 10 dni lekkiej diety zobaczyłam niesamowite efekty - wymiary są lepsze niż były i brzuch się lekko spłaszczył ^^
5. Od pierwszego mierzenia (w kwietniu) straciłam 2cm w talii i 2cm w biuście.

Co dalej?
Zdaję sobie sprawę z tego, że gdybym od początku była konsekwentna, wyniki miałabym znacznie lepsze, ale biorąc pod uwagę mój stan psychiczny przez ostatnie miesiące, to chyba mogę uznać, że dałam z siebie wszystko. Nie zamierzam przestawać (: Zdrowa dieta i ruch weszły mi w nawyk, mam nadzieję, więc liczę na realizację wszystkich moich celów (: 

Może jeszcze w tym roku nie wskoczę w bikini, ale mam nowy kostium jednoczęściowy z kościotrupem i też mi w nim dobrze!
źródło
A na wczorajszym buszowaniu z mamą po wyprzedażach nie miałam wreszcie kompleksów w przymierzalni ^^

12 komentarzy:

  1. Brawo,życzę dalszego sukcesu :D a przy okazji z apraszam na rozdanie http://daquerreblog.blogspot.com/2013/06/drugie-rozdanie.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję.
      Za link też, ale w innym sensie :/

      Usuń
  2. Gratuluje ja nigdy nie moge sie za sb porządnie wziąć

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Da się, jestem najlepszym przykładem!

      Usuń
  3. Gratuluję :) Ja staram się troszkę kondycji nabrać, bo od siedzenia w pracy i podjadania troszkę mi się utyło ;) Od czerwca jeżdżę rowerem do pracy i na zakupy, a to już wielgachna odmiana od trybu życia glonojada ;) Pod koniec miesiąca pewnie podsumuję - mam nadzieję, że będzie co ;)
    Ps: strój pierwsza klasa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo, rower to fajna rzecz. Ja niestety nie bardzo mam gdzie jeździć, a jak już jadę do miasta, to trochę boję się go zostawić np. pod instytutem. Nie przepadam za samotnym jeżdżeniem dla samego jeżdżenia, a Rycerz niespecjalnie lubi rower...
      Ale robię inne rzeczy ^^
      Chętnie przeczytam Twoje podsumowanie (:

      PS. No ba! :D Teraz kupiłam do kompletu pareo w czaszki :D

      Usuń
  4. Gratuluję osiągnięcia... kostium z kościotrupem jest świetny!

    OdpowiedzUsuń

Spam zjedzą ryby.