25 lipca 2013

Chwalipięctwo stosowane po raz nty

Starałam się bardzo przez ten miesiąc i nie robiłam głupich, spontanicznych zakupów. Aż do wczoraj. Ale nie jest źle (:


Wdepnęłam do Superpharm i nadziałam się na promocję Maybelline - przecenione są cienie, róże i pudry. Wzięłam więc sprawdzony Color Tattoo w najpopularniejszym kolorze Permanent Taupe. Wahałam się jeszcze nad granatowym z limitowanej edycji, ale po pomacaniu testera zrezygnowałam. Przy okazji na standzie limitki wpadły mi w oko kolorowe tusze Colossal (fiolet i turkus! <3), ale przytomnie zapytałam samą siebie "a na jakie okazje będziesz tego używać?". Colossale zostały w szafie, a w moim koszyku wylądowała limitowana fioletowa kredka żelowa Master Drama Chromatics. Chyba zaopatrzę się w inne kolory, niekoniecznie limitowane, bo jest świetna, bardzo trwała! Dodatkowo złapałam bardzo polecany żelowy eyeliner Lasting Drama, bo mój Catrice dokonał żywota. Na zdjęciu nie uwieczniłam pomadki Color Whisper w nudnym odcieniu Mocha Muse... Zapomniałam o niej, bo już zagrzała miejsce w mojej torebce. Tuż przy kasie (jak sprytnie!) ustawiono nową serię kremów Garnier Hydra Adapt w promocyjnej cenie. Zainteresowały mnie już jakiś czas temu, więc pomyślałam "10zł? Spoko!" i wrzuciłam do koszyka lekką wersję dynamizującą dla cery zmęczonej i pozbawionej blasku.


Zahaczyłam też o stoisko Golden Rose i w ten sposób stałam się właścicielką pierwszych lakierów tej firmy. Wybrałam neutralne kolory, bo na takie mam właśnie ostatnio ochotę. A jako mała odskocznia - mały brokacik opalizujący na tęczowo (:

No i moje dzisiejsze paznokcie przy użyciu dwóch powyższych (04 i 113) oraz dwóch innych (Wibo Express Growth nr 396, Essence Nude Glam nr 03 Cotton Candy). Kupiłam ostatnio sondę do paznokci i bawię się w najlepsze (;


Przy okazji - ogromny minus dla Natury we wrocławskiej Magnolii. Od jakiegoś czasu zawsze, ale to za każdym razem, kiedy tam przychodzę, szafy z kolorówką są przetrzebione, w połowie puste. Nie mówię już nic o limitkach Essence i Catrice (zalegają bardzo stare), ale brakuje podstawowego wyposażenia szaf popularnych firm (np. pomadek Color Whisper - zostało po nich puściutkie miejsce, brak nawet testerów!). Rozumiem, że raz na jakiś czas może się zdarzyć, że dostawa się spóźniła albo coś nie przyszło. Ale nie cały czas! Taka sytuacja trwa już od co najmniej pół roku, a konkurencja jest duża. Wstydź się, kierowniczko sklepu, wstydź.

15 lipca 2013

Malowana Lala - resurrection

Ostatnio mnie nie było. Kilka notek pisze się powoli.
Ciekawi, co się działo?

źródło
Licencjat wymęczony, skończony i puszczony w pizdu, do ewentualnych poprawek. Jestem bardzo podekscytowana, a jednocześnie bardzo mi ulżyło, kiedy zakończyłam robotę, ciągnącą się za mną od dwóch lat. Prawdę mówiąc, nie mogę uwierzyć, że to koniec.

W związku z powyższym mam dziurę w języku. Na własne życzenie, w nagrodę za skończenie pracy. Poszłam do mojej zaufanej Ewy (aka Red Lipstick Monster) i powiedziałam "kłuj waść!". Teraz stukam sobie wesoło (acz umiarkowanie, bo to niszczy szkliwo) kolczykiem o zęby, leczę dziurę i mężnie znoszę opuchliznę, przez którą seplenię jak wściekła. Ma mi przejść.

Powiem szczerze, że od konsultacji z promotorką, które miały miejsce 2,5 tygodnia temu, jakby wszystkie sznurki we mnie puściły. Nic mi się nie chce. Pisać, robić zdjęć, dbać o siebie, czytać książek dla przyjemności, ćwiczyć... Odreagowanie odreagowaniem, ale zaczyna mnie to martwić.

Połaziłam za to z mamą po wyprzedażach i ciuchlandach. W koszule i spódniczki jestem zaopatrzona, że hej. 
Napisałam cv. Jeszcze nie wiem, co z nim zrobić, ale napisane jest. A napisać trzeba było, bo od października przenoszę się na zaoczną magisterkę, a dotychczasowe źródło utrzymania (pozdrawiam ZUS) wysycha, bo jestem za stara. Ale o szukaniu pracy pomyślę dopiero po powrocie z wakacji.

Na początku sierpnia jedziemy we dwie na tydzień do Paryża. Jestem z siebie dumna, bo sama załatwiłam nocleg i znalazłam transport. Pozostało przeczytać przewodniki (mama) i ustalić trasy (wspólnie). Dla mnie to będzie już trzeci raz, ale dla mamy to pierwsza taka podróż i pierwsze takie wakacje. Cieszę się, że będę mogła jej pokazać to cudowne miasto i że sama je znów zobaczę i poczuję. Za pierwszym razem gonitwa po zabytkach, za drugim obłażenie miasta bez spiny, na piechotę, w pięknym wrześniowym słońcu, a za trzecim? To się okaże (:
 
W międzyczasie, 5. lipca, Malowana Lala skończyła dwa lata. Notki okolicznościowej nie było, jak można zauważyć, ale ja sama sobie myślałam o tym moim blogasku. Czy jest taki, jaki chciałam, żeby był? Czy jestem sobą, czy wchodzę w jakąś pozę i dostosowuję się do standardów urodowej blogosfery? Trudne sprawy. Malowana Lala (24 l.)- nie wie, czy jest sobą.

2 lipca 2013

Wpadło w czerwcu

Wpadło do szuflady kosmetycznej Lali, oczywiście. Do szafy wpadło też trochę, ale nie wiem, czy to kogoś obchodzi (;


Joanna Naturia, odżywka bez spłukiwania z miętą i wrzosem - produkt, który miałam ochotę wypróbować już od bardzo dawna. Jako odżywka bs sprawdza się u mnie świetnie (choć znacznie wydłuża czas samodzielnego schnięcia włosów). Wypróbowałam ją też w roli "szamponu", jak wiele kręconowłosych, ale w tym przypadku zrobiła mi na głowie szybki smalec, więc podziękuję za eksperymenty (;

Jantar - jaki jest, każdy widzi. Olejek Khadi stymulujący wzrost już mi się kończy i choć działał, jak miał działać, z ulgą przejdę na mniej uciążliwą stymulację moich cebulek włosowych... Po Jantarze nie muszę myć włosów, gdy chcę się jeszcze tego samego dnia pokazać ludziom i Jantar nie śmierdzi orientalnym rozmarynem przy każdym poruszeniu głowy.

Garnier Fructis, szampon Fruity Passion - polubiłam bardzo. Nie jest najłagodniejszym myjadłem, ale oczyszcza dobrze nie robiąc moim włosom i skórze krzywdy. A przy tym obłędnie pachnie marakują! Uwielbiam ten zapach... Jest on głównym powodem, dla którego sięgam po ten szampon najczęściej (:


Original Source, żel pod prysznic Lime - wreszcie przyjemny dla mojego nosa cytrus - nie przesłodzony i nie chemiczny, za to cierpki i gorzkawy aromat limonki świetnie orzeźwia w czasie szybkiego prysznica (:

Farmona Tutti Frutti, peelingi do ciała - wiśnia i porzeczka pachnie bardzo intensywnie wiśniowo. Wersja melon i arbuz ma zapach przyjemny, ale ledwo-ledwo wyczuwalny, a szkoda. Właściwości zdzierające mają te same - bardzo dobre (: To dość ostre zdzieraki, lepsze dla mnie niż podobne objętościowo minipeelingi Joanny. Szykuję porównanie z peelingiem cukrowym Farmony (:


Lirene Youngy 20+, krem BB - seria Youngy do pielęgnacji twarzy, inspirowana różnymi stylami tańca (z czego wynika, że tai chi to...?), wywołała u mnie zainteresowanie, gdy tylko się o niej dowiedziałam. Innych produktów (pianka do mycia, peeling, krem z witaminami i płyn micelarny) nie potrzebowałam, ale krem BB mnie przyciągnął. Trafiłam jeszcze w dodatku na promocję w Superpharmie (tak, tak, wtedy, gdy spotkałam macantkę) i tym sposobem mój pierwszy krem BB trafił do mojej szuflady. Za wcześnie na recenzję, ale powiem na razie, że sprawdza się lepiej, niż podejrzewałam (:

Ziaja Sopot, relaksujący krem brązujący - pierwszy krem brązujący, jakiego w ogóle używam. Teraz kładę na ryjek filtr 50+, a nie chcę straszyć bladą porcelaną... Etap zua, mhrocku i upodobania do bladości mam za sobą. To nie znaczy, że staję się spaloną fryteczką, nie. Po prostu znajduję złoty środek w postaci lekkiej, złotej opalenizny ze słoiczka (:

Nafta kosmetyczna z wit. A i E - do DIY toniku pichtowego na zaskórniki. Co mogę zrobić z resztą nafty? Jakieś babcine przepisy? (:


Tych gagatków mam dzięki kochanej Oleńce - micel Maybelline przywiozła mi z Francji, wracając z Erasmusa, a kupując sobie błyszczyk Paese, sprezentowała mi piaskowy lakier (nr 327). Dodatkowo, na stoisku obowiązywała promocja przy zakupie dwóch produktów Paese i tym sposobem dostała mi się również kredka do oczu w cielistym kolorze. Kolor sama wybrałam, bo podczas promocji w Rossmannie znów nie zdecydowałam się na Max Factora do podkreślania linii wodnej. Skorzystałam więc tym razem (:

A dzisiaj, po wyjątkowo wkurzającej sesji, poszłam na spacer się wyciszyć. I gdzie mnie zaniosło? No gdzieżby... do Hebe. Miałam nadzieję, że pojawi się już promocja na wycofywane produkty Essence i Catrice, ale nie było. Poczyniłam za to inne zakupy.
Wiem, że dziś to już nie czerwiec, więc do czerwcowych wpadków nie powinno się zaliczać, ale ja zaliczam, bo chcę się pochwalić. Na poprawę humoru, a co!


Maybelline Color Whisper, nr 440 Orange Attitude - przepadłam. Na ustach w reklamie wyglądają obrzydliwie plastikowo, a na żywo cudnie. Chyba będzie miłość tego lata.

Essence Nude Glam, nr 03 Cotton Candy - bo na paznokciach zachciewa mi się nudziaków. Halo, no lato jest, trzeba przywalić kolorem, nie? No nie, ja ostatnio tylko róże, beże i neutrale... Już się zastanawiałam nad Essie Ballet Slippers, ale nadal się nie przekonałam do wydania ponad 30zł na lakier...

Astor Soft Sensation, 008 Hug Me - najlepszy my lips but better, jaki kiedykolwiek widziałam. Miłość lata 2.

Pędzelek do cieni Essence - nigdy za dużo (:


Maseczki AA Technologia wieku - zwężająca pory x2, intensywnie nawilżająca i aktywnie oczyszczająca. Chyba nigdy nie miałam nic z AA, więc chętnie wypróbuję te maseczki (:

Pomadka ochronna AA, My Lipcare Sun - filtr 25 SPF jest lepszy niż żaden, a moje pomadki ochronne jakoś nie bardzo zawierają jakikolwiek... Wzięłam AA, bo był w promocji.

Lirene, nawilżający krem do rąk - jestem ciekawa. Do tej pory nie znalazłam ulubieńca do pielęgnacji dłoni, może to będzie ten?

Green Pharmacy, masło do ciała róża piżmowa i zielona herbata - produkt, który wylądował na mojej liście "muszę wypróbować!" po czyjejś recenzji. Ponieważ ostatnio skończyłam mazidło do ciała, GP samo wpadło do koszyka (:


Bielenda Bikini, dwufazowy przyspieszacz opalania - produkt, który wzięłam z ciekawości. Lubię mieć opalone nogi, a nie lubię się smażyć na słońcu. Może więc zaryzykuję wystawienie nóg na słońce bez filtra, za to z przyspieszaczem (;

Garnier Ultra Doux, odżywka z awokado i karite - hit wizażowy na promocji w Hebe, a mnie się akurat skończyła odżywka. Czy mogło być inaczej? :D

Ziaja Anno d'Oro, serum aktywnie liftingujące pod oczy i na okolice ust - produkt, który poleciła mi przemiła ekspedientka. Po raz pierwszy, zamiast uciekać w popłochu, postanowiłam skorzystać z "w czym mogę pomóc?" i nie żałuję. Pani była kompetentna, wsłuchała się w moje potrzeby (treściwy, pielęgnujący krem pod oczy, profilaktycznie przeciw pierwszym zmarszczkom), po czym podała mi ten kartonik. Widząc moje powątpiewanie, zareagowała natychmiastowym "ale proszę się nie przejmować, że tu jest to "liftingujące", to nieważne. Serum ma naprawdę dobry skład, proszę popatrzeć!". Popatrzyłam, pokiwałam głową i stałam się właścicielką serum pod oczy dla cery dojrzałej 40+. Mama mnie wyśmiała, ale ja chcę je wypróbować! (:


Koniec bajki i bomba. W czerwcu znów się nawrzucałam w szufladę...

Znów też post trochę z pupy, bo finalizuję licencjat i nic innego mi się nie chce... Jeszcze trochę i będę z powrotem, przede wszystkim z podsumowaniem moich pielęgnacyjnych postanowień! (: