15 lipca 2013

Malowana Lala - resurrection

Ostatnio mnie nie było. Kilka notek pisze się powoli.
Ciekawi, co się działo?

źródło
Licencjat wymęczony, skończony i puszczony w pizdu, do ewentualnych poprawek. Jestem bardzo podekscytowana, a jednocześnie bardzo mi ulżyło, kiedy zakończyłam robotę, ciągnącą się za mną od dwóch lat. Prawdę mówiąc, nie mogę uwierzyć, że to koniec.

W związku z powyższym mam dziurę w języku. Na własne życzenie, w nagrodę za skończenie pracy. Poszłam do mojej zaufanej Ewy (aka Red Lipstick Monster) i powiedziałam "kłuj waść!". Teraz stukam sobie wesoło (acz umiarkowanie, bo to niszczy szkliwo) kolczykiem o zęby, leczę dziurę i mężnie znoszę opuchliznę, przez którą seplenię jak wściekła. Ma mi przejść.

Powiem szczerze, że od konsultacji z promotorką, które miały miejsce 2,5 tygodnia temu, jakby wszystkie sznurki we mnie puściły. Nic mi się nie chce. Pisać, robić zdjęć, dbać o siebie, czytać książek dla przyjemności, ćwiczyć... Odreagowanie odreagowaniem, ale zaczyna mnie to martwić.

Połaziłam za to z mamą po wyprzedażach i ciuchlandach. W koszule i spódniczki jestem zaopatrzona, że hej. 
Napisałam cv. Jeszcze nie wiem, co z nim zrobić, ale napisane jest. A napisać trzeba było, bo od października przenoszę się na zaoczną magisterkę, a dotychczasowe źródło utrzymania (pozdrawiam ZUS) wysycha, bo jestem za stara. Ale o szukaniu pracy pomyślę dopiero po powrocie z wakacji.

Na początku sierpnia jedziemy we dwie na tydzień do Paryża. Jestem z siebie dumna, bo sama załatwiłam nocleg i znalazłam transport. Pozostało przeczytać przewodniki (mama) i ustalić trasy (wspólnie). Dla mnie to będzie już trzeci raz, ale dla mamy to pierwsza taka podróż i pierwsze takie wakacje. Cieszę się, że będę mogła jej pokazać to cudowne miasto i że sama je znów zobaczę i poczuję. Za pierwszym razem gonitwa po zabytkach, za drugim obłażenie miasta bez spiny, na piechotę, w pięknym wrześniowym słońcu, a za trzecim? To się okaże (:
 
W międzyczasie, 5. lipca, Malowana Lala skończyła dwa lata. Notki okolicznościowej nie było, jak można zauważyć, ale ja sama sobie myślałam o tym moim blogasku. Czy jest taki, jaki chciałam, żeby był? Czy jestem sobą, czy wchodzę w jakąś pozę i dostosowuję się do standardów urodowej blogosfery? Trudne sprawy. Malowana Lala (24 l.)- nie wie, czy jest sobą.

13 komentarzy:

  1. lenistwo minie :D taki marazm nie jest dłgotrwały :)

    OdpowiedzUsuń
  2. nie byłam jeszcze w Paryżu, ale mam nadzieję, że to zmienię :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. To ja Ci powiem, że będę w takiej samej sytuacji jak Ty z uczelnią, więc doskonale rozumiem Twoją ulgę i już sama jej się nie mogę doczekać.

    OdpowiedzUsuń
  5. Poszłabym się przekłuć do Ewki, oj poszła :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Czyli Ty też z tych, którzy sobie obiecują, że zrobią tyle różnych rzeczy, jak skończą z tymi sprawami zatruwającymi głowę... Piąteczka! Koniecznie bierz się w garść, dwa tygodnie lenistwa to za dużo :D

    Bardzo zazdroszczę wycieczki do Paryża, ja w ogóle chciałabym zobaczyć jakiś kawałek Francji, na razie byłam tylko przejazdem na Lazurowym Wybrzeżu. I teraz zamiast się smutać, muszę sobie pomyśleć, że wszystko jeszcze przede mną ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech, jest tyle różnych rzeczy do zrobienia! Ale już czuję kopa energetycznego (:

      Pewnie, wszystko przed nami! ^^

      Usuń

Spam zjedzą ryby.