23 listopada 2013

Ross

Niech Was nie zmyli wczorajszy wpis nie-na-jedyny-słuszny-temat. Byłam wczoraj w Rossmanie. Kupiłam kosmetyki na promocji -40% na kolorówkę. A w drodze powrotnej zaliczyłam przepiękną glebę, czego rezultatem jest stłuczone i obtarte kolano. Czego się nie robi, jak się jest blogerką urodową...

Zakupy zrobiłam skromne. Oprócz tego, co widać na zdjęciu, kupiłam jeszcze prezent gwiazdkowy, którego nie pokazuję z przyczyn oczywistych (;


Do koszyka wpadły mi więc:

- matowy brokat Wibo: wersja biała [klik] przypadła mi do gustu, a wersja fioletowa zawiodła, bo właściwie niczym się nie różni od tej, którą już mam... Tylko brokat jest bardziej jednolity i nie opalizuje na tyle kolorów. Szkoda, że nie wzięłam złotego, ale wypróbuję ten fioletowy również na jasnym lakierze, może to zrobi różnicę.

/ Na paznokciach mam ciemnofioletowy lakier Essie Luxedo /

- kremowy cień Color Infaillible L'Oreal w kolorze Permanent Kaki - macając tester w Rossmannie byłam niezbyt przekonana, bo cień był bardzo suchy, a na ręce zostawiał niejednolitą poświatę. Stwierdziłam, że mimo wszystko spróbuję, w końcu ten produkt ma tak dobre recenzje... Wzięłam zielony i pokochałam po wymacaniu w domu ^^ Konsystencja jest faktycznie dziwna, lekko sucha, ale nakłada się równomiernie tworząc piękną, jednolitą warstewkę intensywnego i trwałego koloru.


- kredka do oczu Liquid Effect Pencil Max Factor w kolorze Brown Blaze - miękka i trwała żelowa kredka, którą kupiłam w ciemno, bez czytania jej recenzji. Ma taki odcień brązu, który bardzo lubię: ciemny i neutralny, ani ciepły, ani zimny.


Tak się prezentują na skórze:


Więcej zakupów nie planuję, ale przyjemnie mi patrzeć na Wasze nabytki (:

22 listopada 2013

Peeling cukrowy Organique - strzał w 10!


Nie lubię peelingów cukrowych, zawsze to powtarzam. Sztuczne drobinki ścierają mocniej, a ja lubię mocne drapanie. Cukier na mokro się rozpuszcza, a na sucho nie trzyma się ciała, spadając grudkami na dno brodzika. Tak więc na peelingi cukrowe zazwyczaj kręciłam nosem. Aż dostałam od przyjaciółki na urodziny peeling cukrowo-kawowy Organique...


Od producenta:
Oczyszcza, odświeża, wygładza i ujędrnia. Masujące drobinki kawy i cukru, złuszczają martwy naskórek, poprawiają mikrokrążenie i stymulują skórę, przygotowując ją do zabiegu.
Kryształki cukru z drobinkami aromatycznej kawy oczyszczają powierzchnię skóry z martwych komórek naskórka oraz poprawiają mikrokrążenie. Zawarta w kawie kofeina pobudza spalanie tkanki tłuszczowej i przyspiesza przemianę materii. Zawartość wosku pszczelego i masła Shea wygładza skórę, dostarcza witamin E i C, nadając skórze piękny, witalny wygląd. Po użyciu peelingu skóra jest silnie nawilżona, natłuszczona oraz elastyczna. Aromat naturalnej kawy działa orzeźwiająco i pobudza zmysły. Peeling polecany jest do każdego rodzaju skóry, a szczególnie zmęczonej, z obniżoną elastycznością oraz z cellulitem. [źródło]

Skład:


Zobaczcie, jaki ładny:

 
Moja opinia:
Jak już wspomniałam, to pierwszy peeling cukrowy, który mi się spodobał. Ba, ja go uwielbiam! Po pierwsze: zdziera, jakby był sztuczny, pewnie dzięki zawartości kawy. Używam go na uda i pośladki (bo trochę mi szkoda na całe ciało...) i uda i pośladki mam gładziutkie. Po drugie: dzięki zawartości olejów, skóra po użyciu tego peelingu jest nie dość, że wygładzona drobinkami, to jeszcze nawilżona i dzięki temu jeszcze gładsza ^^ Po trzecie: przepięknie pachnie kawowymi lodami... Mam ochotę go zjeść.
Konsystencja jest zwarta, dość sucha i na początku dość ciężko było wybrać potrzebną ilość produktu. Trzyma się ciała całkiem nieźle, jak na cukrzaka. Oczywiście, trochę spada i stuka o brodzik, ale zdecydowanie mniej niż w przypadku wcześniej używanych produktów tego typu.


Jeśli chodzi o jego potencjalne działanie antycellulitowe czy też spalające tkankę tłuszczową, to nie jestem przekonana, aby mógł dużo w tej materii zdziałać. Skóra jest natomiast nawilżona, elastyczna i po prostu wygląda pięknie. Mnie takie działanie satysfakcjonuje, szczególnie że towarzyszy mu cudny odprężający zapach (:


Podsumowując, uważam ten peeling za naprawdę świetny produkt i nawet rozważam zakup kolejnego opakowania (może w innej wersji zapachowej?), gdy to mi się skończy. Odkąd firma Organique pojawiła się na rynku, budziła moje zainteresowanie. Kupuję tam savon noir na wagę, podobnie jak glinki w proszku, gdy chcę jakąś nową wypróbować. Jednak ich gotowe produkty, jak masła czy właśnie peelingi, budziły moją nieufność przez dość wysokie ceny. Widzę, że chyba niesłusznie (:

12 listopada 2013

Viva la muerte! Sesja meksykańska

Dwa tygodnie temu pracowałam przy sesji zdjęciowej, na potrzeby której zmalowam dwie czaszki - meksykańską i zwykłą (: Praca była bardzo przyjemna w trakcie sesji, w układzie koleżeńskim, na czym się trochę przejechałam... Chwalę się swoją pracą dopiero teraz, ponieważ miałam trochę nieprzyjemności i trudności z uzyskaniem zdjęć od fotografa (ostatecznie dostałam je od modelki). Prawdę mówiąc jestem zniechęcona do tej sesji, ale mam nadzieję, że praca włożona w te makijaże jest widoczna (:

fot. Renata Adamiak
fot. Tomasz J. Kostyła

Fot. Tomasz J. Kostyła
Modele: M.Ortycja i Kamil
Na niektórych zdjęciach poprawiłam kontrast i balans kolorów.

Więcej zdjęć TUTAJ! (: