29 grudnia 2013

Long as God can grow it! 2 lata zapuszczania włosów (:

Dwa lata temu udokumentowałam rozpoczęcie zapuszczania włosów. Wytrwałam w postanowieniu chyba dłużej niż kiedykolwiek. Niestety, ich stan nie odpowiada do końca mojej wizji pięknych włosów... Przez długotrwały stres ich kondycja osłabiła się, a ja nie miałam za bardzo głowy ani ochoty żeby o nie lepiej zadbać. Na jakiś czas zapomniałam o olejowaniu, z głowy wyleciało mi zabezpieczanie końcówek po każdym myciu, później kompletnie zapomniałam też o maskach. Przez pewien czas używałam też lżejszych odżywek i włosy zaczęły się puszyć, szczególnie teraz, zimą.


Tak prezentują się obecnie. Liczyłam na to, że będą już dłuższe, ale ze względu na słabszą pielęgnację nie dziwię się gorszemu przyrostowi. Musiałam je podciąć trzykrotnie w tym roku: na wiosnę, a później w październiku (u fryzjerki) i listopadzie (u znajomej fryzjerki za piwo), bo za pierwszym razem pani w salonie ucięła mi za mało (tak, tak też można!) i końcówki wciąż były rozdwojone i zniszczone. Na szczęście Aga poprawiła (:
Zrobiłam sobie też ukośną grzywkę.


Tu porównanie ze stanem zeszłorocznym: owszem, włosy mam dłuższe, ale widać, ze są bardziej spuszone i suche. Nie potrafię ich wystylizować w naturalne fale, bo śpię w warkoczu, po którym kosmyki nie chcą się już ładnie skręcać. Zresztą, nie tylko po warkoczu. Nawet samodzielnie schnące pasma skręcają się w dość smętne loki, częściowo rozprostowane pod własnym ciężarem. Co ciekawe, wierzchnia warstwa włosów nie kręci się w ogóle, a spodnia dużo chętniej.
Nadal nie używam suszarki, a prostownicy tylko czasem do grzywki. Od jakiegoś czasu farbuję łeb farbami Allwaves (może powinnam zejść do utleniacza 3%?). Swoją drogą, moje niebieskie pasma coraz gorzej chwytają pigmenty i szybciej tracą kolor :/
Muszę wprowadzić znów zmiany do mojej pielęgnacji...

Tak się zmieniły przez dwa lata

Cóż, liczyłam na lepszy efekt po dwóch latach zapuszczania, ale takie są skutki stresu i zaniedbań. To podsumowanie pozwoliło mi zorientować się, jak ważna jest pielęgnacja coraz dłuższych włosów i do jak kiepskiego stanu je doprowadziłam brakiem uwagi. Nie przestaję jednak starać się o piękne włosy (:

27 grudnia 2013

Podsumowanie 2013

W styczniu tego roku podsumowywałam 2012 przy pomocy krążącego wtedy w blogosferze tagu. Wykorzystam go i tym razem żeby zobaczyć, czy(m) te lata się różniły (:

Dominujące uczucie w 2013 roku? 
Frustracja i obawy, czy sobie poradzę.

Co zrobiłaś po raz pierwszy w 2013 r.?
Przekłułam język. 
Znalazłam pracę "na poważnie". 
Szukałam mieszkania. 
Brałam antydepresanty, choć bardzo długo się przed nimi wzbraniałam.
Wzięłam dziekankę na dziennej magisterce, a potem przeniosłam się na studia zaoczne.
Podjęłam się wyzwania ćwiczenia w domu i nie tylko. Zaczęłam tańczyć salsę i sexy dance.

Czego nie zrobiłaś w 2013 r.?
Nie wyprowadziłam się z domu, choć próbowałam od samego początku roku.

Słowo roku?
Mieszkanie. 

Przytyłaś czy schudłaś?
Ani to, ani to, ostatecznie utrzymałam się w stanie zeszłorocznego przytycia :/

Miasto roku?
Niezmiennie Wrocław.

Odwiedzone miejsca? 
Paryż, Praga.

Ekscesy alkoholowe?
Nie mogłam za bardzo przez antydepresanty. I w sumie dobrze.

Włosy dłuższe czy krótsze?
Wciąż dłuższe (: Szykuję porównanie po dwóch latach zapuszczania ^^

Wydatki większe czy mniejsze?
Większe, mniejsze... głównie niepotrzebne.

Wizyty w szpitalu?
Na szczęście nie.

Miłość?
Ta sama. Jedyna (:

Osoba, do której dzwoniłaś najczęściej?
Rycerz.

Z kim spędziłaś najpiękniejsze chwile?
Z Rycerzem. Paryż z mamą.

Z kim spędziłaś najwięcej czasu?
Z Rycerzem. 

Piosenka roku?
Chyba.

Książka roku?
A cholera, trochę ich było, ale mogę wyróżnić Atlas chmur (za kompozycję) i serię Malowanego Człowieka Petera V. Bretta.

Serial roku?
Daria. Przypomnienie sobie wszystkich sezonów i czasów, kiedy MTV nie była szmatą (:

Stwierdzenie roku?
Boję się.

Trzy rzeczy, z których równie dobrze mogłabyś zrezygnować?
Mam dwie:
- zakupy
- nerwy

Najpiękniejsze wydarzenie?
Jeszcze przede mną. 

2013 jednym słowem? 
Rozczarowanie. Walka.


2013 okazał się trochę lepszy niż 2012, choć wciąż pod znakiem walki z depresją, zresztą chyba wreszcie wygranej. Wciąż dużo nerwów i frustracji, wciąż za mało satysfakcji. Ale powoli się to zmienia na lepsze (:

A niedługo weselszy temat: kosmetyczne odkrycia 2013! (: 

26 grudnia 2013

Zielono mi

Znalazłam na dysku makijaż. Zmalowany jakoś na wiosnę i zapomniany, teraz jest jak znalazł, biorąc pod uwagę towarzyszącą nam tej zimy pogodę (mnie pasuje, nie tęsknię za mrozem i śniegiem!). I choinka też zielona jest. 

Zielona pyza

Kolor nadziei. A ja mam dużo nadziei na 2014 rok. Moje największe obecne marzenie ma ogromne szanse się spełnić już po Nowym Roku. Właściwie wszystko jest prawie dopięte na ostatni guzik, ale nauczona doświadczeniem będę się obawiać, że się nie uda, póki nie zamkniemy wszystkich formalności.

Poza tym mam nadzieję na lepszą pracę. Dużo lepszą. Lubię uczyć, ale nie na tak śmieciowych warunkach, jak teraz. Cóż, człowiek uczy się przez doświadczanie...


I właściwie tyle. Więcej nie chcę. Tylko żeby się udało, żebym była szczęśliwa i żeby życie było satysfakcjonujące. A widoki na to są.

Co myślicie?
Czego Wy sobie życzycie na 2014 rok?

W makijażu (prawdopodobnie) użyłam: cieni z paletki Sleek Supreme, cielistej kredki Paese, tuszu Lovely Curling Pump Up, paletki do brwi Essence Wild Craft, podkładu Bourjois Healthy Mix, błyszczyka Maybelline Color Sensational w kolorze Glorious Grapefruit...

24 grudnia 2013

Życzenia od Lali i Borsuka

źródło
Moi nieliczni, ale kochani Czytacze (grono wybranych!), 
życzę Wam wesołych świąt, udanego odpoczynku i obżarstwa bez wyrzutów sumienia (bo pójdzie w cycki), a także żeby 2014 był taki, jaki chcecie, żeby dla Was był: dla stęsknionych za spokojem niech będzie spokojny aż do nudy, a dla głodnych wrażeń niech przyniesie różne pozytywne akcje-animacje!
Tako mówię ja,
Lala Malowana


16 grudnia 2013

Jak trafić do Lali? vol. 4

Dawno nie zaglądałam na google analytics, ale jak już zajrzałam, to okazało się, że trochę kwiatków się zebrało. Nie jakoś dużo, ale dość!

buch z jaki wodnej - że jaki buch? :D
co ładniej pachnie pison hypnotic czy poison midnight - pison... ale serio, polecam iść do drogerii, a nie do wujka gógiela (;
lala września - mogłabym być miss września w kalendarzu, lubię ten miesiąc :D
pizda malowana - co kto lubi...
marta grycan kolor włosów - oh noes, muszę się przefarbować!
soczewki zielone z naturalnym nadrukiem - marzą mi się kolorowe soczewki, niekoniecznie zielone, bo taki mam kolor oczu. Ale na pewno kiedyś kupię jakieś szalone ^^
kto gra w zespole malowana lala - ja! Sama sobie sterem, żeglarzem, okrętem...

9 grudnia 2013

Moje tatuaże!

Te od Maybelline, tych naskórnych się jeszcze nie dorobiłam, ale wszystko przede mną. Jak wybiorę motyw, zacznę zbierać kasę i... 
Ale nie o tym dzisiaj ^^ Dzisiaj Color Tattoo, świetne cienie w kremie. Recenzję napisałam już jakiś czas temu (klik!), na podstawie pierwszego kupionego przeze mnie odcienia, On and on Bronze. Od tego czasu moja kolekcja się powiększyła, więc chciałam przypomnieć Wam ten naprawdę godny uwagi produkt (:


W tej chwili w mojej szufladzie mieszkają 4 tatuaże:
  • On and on Bronze - połyskujący, delikatnie miedziany brąz, bardzo fajny na co dzień i jako baza pod inne cienie.
  • Permanent Taupe - trudny do określenia matowy odcień brązu złamanego szarością i nutą fioletu. Idealnie sprawdza się jako główny element dziennego makijażu oczu, subtelnie, ale wyraźnie je podkreślając. Czytałam też, że niektóre dziewczyny używają go do podkreślania brwi, ale ja jeszcze tego zastosowania nie sprawdziłam.
  • Timeless Black - matowa czerń, nadająca się głównie jako baza pod różnokolorowe smokey.
  • Pink Gold - niedostępny w Polsce odcień delikatnego, lekko łososiowego różu ze złotym połyskiem. Trafił do mnie z Francji za pośrednictwem Oleńki *:

 
Jeśli chodzi o właściwości, to nieznacznie różnią się między odcieniami. Odcienie perłowe / metaliczne nakładają się łatwo i równomiernie rozprowadzają, dając mocną warstwę koloru. Matytrochę trudniejsze w obróbce: najczęściej trzeba dołożyć produktu, żeby kolor był wyraźny i równomierny, przy czym Timeless Black robi naprawdę spore prześwity. Dlatego używam go tylko w charakterze bazy pod makijaże wieczorowe i sceniczne - wszelkie nierówności nasycenia wyrównuję cieniami prasowanymi. W tej roli sprawdza się znakomicie.



Co tu dużo mówić. Uwielbiam tatuaże! I te naskórne, i te w słoiczkach Maybelline ^^

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Chciałabym serdecznie zaprosić Was do polubienia mojej strony na facebooku. Tak, tak w końcu się dorobiłam ^^ Czasem mam ochotę napisać o czymś drobnym, albo pochwalić się jakąś pierdółką, a fanpage na fb nadaje się do tego celu lepiej niż blog (;

>>>>> Malowana na FB <<<<<

5 grudnia 2013

Pomadki Hean City Fashion

W czasie promocji na pomadki w sklepie internetowym Hean skusiłam się na coś, co od dawna miałam na mojej chcęliście - City Fashion Long Wear Lipstick. O ile mi wiadomo, ta seria została już wycofana ze sprzedaży i zastąpiona inną, Vitamin Coctail Coulour Intense (załapałam się w ostatniej chwili), ale może da się jeszcze dostać te pomadki stacjonarnie, w mniejszych drogeriach, mających w swojej ofercie Hean (:


Skusiłam się na trzy odcienie - dwie czerwienie i jeden nude, w zawrotnej cenie niecałych 4zł za sztukę. Bez promocji kosztują trochę więcej, ale nadal niewiele, bo ok. 10zł.
Opakowania są w porządku, solidne, choć nie grzeszą urodą. Zamykanie na klik nie otwiera się samoczynnie. Podoba mi się przezroczysty dół, przez który widać kolor sztyftu, dzięki czemu od razu widzę, który odcień biorę do ręki.


Jeśli chodzi o właściwości pomadek, to różnią się one w zależności od odcienia, dlatego opiszę każdy osobno. Co do wspólnych cech, to na pewno mają naprawdę dobrą trwałość. Mocno trzymają się ust, a jak już z nich schodzą, to w miarę równomiernie (: Nie zauważyłam wysuszenia ust.

153 Iced Rose

Mój nudziak. Ma ładny różowo-beżowy kolor, dość ciemny jak na nude. Ta pomadka kryje bardzo mocno, jest ciężkawa i najbardziej tępa z posiadanych przeze mnie odcieni. Sprawia trochę "plastelinowe" wrażenie... Przez to nie należy do moich ulubieńców, choć odcieniowi nie można odmówić uroku.


154 Frozen Cherry

Nazwa dobrze oddaje odcień. Jest to lekko rozbielona, wiśniowa czerwień, nadająca się do noszenia na co dzień. Jest bardziej przejrzysta i mniej tępa niż "plastelinowa" Iced Rose i za pierwszym pociągnięciem pokrywa usta nierównomierną warstwą koloru, jednak drugie pociągnięcie sztyftem po wargach załatwia sprawę. Ten odcień jest bardzo twarzowy (:


156 Burgund

Moja ulubiona. Kryje mocniej niż Frozen Cherry, ale nakłada się łatwiej niż Iced Rose i wygląda ładniej na ustach. No i ten odcień... Ciemna, głęboka czerwień, może jeszcze nie wino, ale już nie maliny i wiśnie (; Śliczny kolor na jesień i na większe okazje. Nie wiem, na co ustawiła się ostrość na zdjęciu, omsknęła mi się :D



Podobają Wam się odcienie City Fashion? Miałyście którąś z tych pomadek? Może wiecie, gdzie we Wrocławiu można je jeszcze dostać?

4 grudnia 2013

Morelowo-cytrynowe o(d)żywienie

W lecie chwaliłam się zdobyczami z praskiego DMu. Przyszła pora na recenzje jednego z produktów z tego naboju dobroci ^^
Na pierwszy ogień idzie odżywka do włosów Alverde Morela i Cytryna.


Odżywka przeznaczona jest do włosów pozbawionych blasku i łamliwych. Zamknięto ją w nieprzezroczystym, stojącym na zamknięciu opakowaniu z twardego plastiku. Przy ostatkach ciężko ją z niego wydobyć. Produkt ma gęstą, zwartą konsystencję, jednak nie ma problemu z nałożeniem go na włosy i równomiernym rozprowadzeniem. Niewątpliwym plusem tej odżywki jest jej intensywny cytrynowy zapach, przełamany lekką owocową słodyczą. Cytryna nie przypomina cifa czy kostki toaletowej, jest naturalny, kwaskowato-gorzkawy. Bardzo udany, skoro podoba się mnie, która za cytrusowymi nutami w kosmetykach nie przepada ^^


Jeśli chodzi o działanie, to cóż... szału nie robi. Jest poprawnie działającą odżywką: ułatwia rozczesywanie, nadaje połysk, zmiękcza i uelastycznia włosy. Jednak na pewno nie zachwyca w takim stopniu, żeby starać się zdobywać odżywkę dostępną tylko w zagranicznych drogeriach lub w internecie. Szczególnie, że zdarza jej się przyczynić do spuszenia włosów, przez ekstrakt z cytryny (;
Nie żałuję, że spróbowałam, ale powtórki nie planuję. Wolę wypróbować inny wariant odżywek Alverde (:

3 grudnia 2013

Świąteczna czerwień piasku

Wibo jakiś czas temu wypuściło bardzo udaną kolekcję lakierów piaskowych, która z marszu podbiła blogosferę: WOW Sand Effect, czyli zwykły piasek o matowym wykończeniu oraz absolutnie genialne WOW Glamour Sand, czyli piasek z brokatem. Mam już dwóch przedstawicieli z drugiej grupy, a ostatnio do mojej lakierowej szuflady wskoczył WOW Sand Effect w kolorze mikołajkowej czerwieni (:


Jeśli chodzi o sam odcień... Jest kontrowersyjny i zmienny (: W buteleczce i tuż po nałożeniu na paznokcie wygląda tandetnie, jak szpony nowogackiej matrony w stylu Marty Grycan. Czerwień jest krwista i jeszcze połyskuje delikatnym złotym pyłkiem. Albo nosić ją raz w roku, na święta, albo nosić się jak Grycanka... 
Zapytacie pewnie po co go kupiłam, skoro odcień mi się nie podoba? Cóż, podpowiedziała mi intuicja i to podpowiedziała mi bardzo dobrze, bo ta połyskująca czerwień zmienia się po wyschnięciu w coś dużo ładniejszego:


Czerwień ciemnieje, a piasek ją matowi. Całość zaczyna wyglądać pięknie i stylowo (:
Lakier kryje już przy pierwszej warstwie, ale ładniej wygląda przy dwóch, ponieważ więcej jest drobinek piasku i rozkładają się one bardziej równomiernie na paznokciu. Dobrze się nakłada i raczej nie rozlewa na skórki (wbrew temu, co widać na środkowym palcu - to przez nieuwagę ^^"), pędzelek jest dość cienki i długi, ale bardzo wygodny.


Niestety problem stanowi trwałość, ponieważ piasek Wibo dość szybko ściera się na końcówkach (po około dobie były już lekko starte), a przy wyjątkowym pechu potrafi też odprysnąć. Nie chcąc tracić matowego efektu, nie utrwalam go żadnym topem. Jednak to, jak wygląda na paznokciach, wynagradza mi kiepską trwałość (:
Ze zmywaniem nie mam problemów. Wiadomo, trwa trochę dłużej niż zmywanie zwykłego lakieru, ale krócej niż brokatów. Przykładam po prostu wacik na dłuższą chwilę do płytki et voila! Po wszystkim (:

Dostępny w Rossmannach (czasem trzeba się nachodzić :/ Czy w waszych Rossmannach też tak niemrawo uzupełniali szafy po szaleństwie promocji -40%?), kosztuje niecałe 8zł.

Jak Wam się podoba gwiazdkowa, piaskowa czerwień Wibo? (: