16 kwietnia 2014

Moje ulubione pędzle

Pozostając w temacie akcesoriów do makijażu, postanowiłam pokazać moje ulubione pędzle :) Nie jestem pędzlowym ortodoksem (w sumie do ortodoksji daleko mi w każdej dziedzinie, lubię umiar), więc nie mam parcia na super-duper-osom MACi czy inne Samanthy Chapman. W mojej kolekcji mam różne pędzle, głównie no name, Essence, e.l.f. i Hakuro.

Moja ulubiona siódemka, po którą sięgam najczęściej, prezentuje się następująco:


Mamy tu pędzel do pudru, różu i 5 pędzelków do oczu (: To właśnie tych ostatnich mam najwięcej rodzajów i najchętniej ich używam. O ile mogę spokojnie obejść się bez pędzla do podkładu, korektora itp, tak przy każdym jednym makijażu oka potrafię użyć co najmniej dwóch-trzech różnych pędzelków :D

Przyjrzyjmy się im bliżej:


Hakuro H55 - do pudru
Duży (5cm średnicy), bardzo gęsty pędzel o zbitym, mięciutkim syntetycznym włosiu. Nie rozpada się, nie łysieje w praniu. Napisy na trzonku niestety się ścierają. Musiałam nauczyć się nim posługiwać, bo ze względu na jego gęstość łatwo nałożyć za dużo pudru i wyglądać jak córka młynarza. Jednak po opanowaniu trudnej sztuki rozprowadzania nim sypańca na twarzy, pokochałam go. Za miękkość i szybkość pracy (:





Hakuro H24 - do różu
Niewielki (3cm "średnicy") pędzel, którym można precyzyjnie nałożyć i rozetrzeć róż. Tak jak poprzednik, wykonany jest z bardzo miękkiego włosia syntetycznego. Wcześniej używałam do różu skośnego pędzla z H&M, który miał twardsze i rzadsze włosie, ale był większy, a potem przeszłam na jajowaty Hakuro H14, którego kształt jednak mi nie odpowiadał. I tak jajko H14 przeznaczyłam do bronzera / rozświetlacza, a do różu używam teraz ściętego H24. Lubię go, ale nie obraziłabym się, gdyby był ciut większy...  No i niewątpliwą wadą było to, że w pewnym momencie się rozkleił - skuwka odpadła od trzonka. Jednak Kropelka załatwiła sprawę (:





Hakuro H74 - do rozcierania cieni
Spory puchacz z naturalnego, nieco sztywnego, ale nie drapiącego włosia. Pięknie blenduje cienie, właściwie bez wysiłku rozcieram nim smoka i łączę kolory. Jest duży, więc nie nadaje się do precyzyjnych przejść. Nie łysieje, nie rozpada się, nie podrażnia powieki. Bardzo go lubię (:






Pędzelki języczkowe do cieni
Większy to L'Oreal. Jestem tego pewna, mimo że napisy na trzonku dawno się starły. To bardzo stary pędzel, który leżał nieużywany u mojej mamy, więc go przejęłam i z wielkim powodzeniem wykorzystuję do nakładania neutralnego cienia na całą powiekę. Włosie jest gęste, miękkie i sprężyste, o spłaszczonym i zaokrąglonym kształcie. Nie wypada w praniu i nie odbarwia się. Musiałam go jednak skleić: skuwka przestała dogadywać się z trzonkiem po dwóch latach eksploatacji (; Taki sam pędzel, tylko o krótszym trzonku kupiłam kiedyś w H&M i jest równie dobry, choć częściej sięgam właśnie po ten. Chyba jednak długość ma znaczenie (;
Drugi, mniejszy języczek pochodzi z zestawu pędzli kupionego w TKMaxie, którego nazwy nie pamiętam. Ten pędzel jest bardziej spłaszczony i mniej gęsty, dzięki czemu świetnie nadaje się do precyzyjnego podkreślania załamania powieki i rysowania V w zewnętrznym kąciku oka (: Próbowałam używać go też do rozcierania kreski, ale jest na to za miękki. Też jest bardzo wytrzymały, choć nie udało się uniknąć incydentu ze skuwką... Ale znów: kropelka Kropelki i załatwione.






Kulki e.l.f.
No i last but not least: dwie kuleczki do rozcierania e.l.f. Ich niewątpliwą zaletą jest to, że są tanie - kosztują ok. 10zł/szt, a są świetnej jakości (:
Większa jest zdecydowanie moim ulubieńcem do blendowania załamania powieki. Włosie jest mięciutkie, gęste, nie traci się w praniu. Bardzo ładnie, stopniowo rozciera cienie, nadaje się do precyzyjnych robót, jak właśnie cieniowanie załamania.
Mniejsza kuleczka, mimo swojej nazwy, nie sprawdziła się u mnie w załamaniu powieki... Przez nierówno i w ogóle jakoś dziwnie przycięte włosie (widać na zdjęciu) nie nadaje się do nakładania cienia w tym miejscu, a poza tym trochę drapie. Znalazłam dla niej jednak inne zastosowanie: świetnie rozciera kredkę! Do tego potrzebne jest właśnie trochę sztywniejsze włosie, a dzięki swoim niewielkim rozmiarom, sprawdza się przy rozcieraniu kreski przy górnych rzęsach. Przy dolnych też daje radę, ale trzeba uważać, żeby sobie tymi włoskami nie podrapać linii wodnej.




Moja kolekcja pędzli stopniowo się rozrasta. Nie dorobiłam się jeszcze idealnego pędzelka do eyelinera... Te skośnie ścięte są zbyt sztywne i przez to mało precyzyjne przy jaskółce, podobnie te kształtem przypominające pędzelek do ust (takie, jak w zestawie z żelowym linerem Maybelline). Myślę, żeby kupić sobie precyzyjny cienki pędzelek w sklepie dla plastyków albo ten słynny Inglot z wygiętą skuwką... Ale to jeszcze przede mną (:

4 komentarze:

  1. Również uwielbiam pędzle Hakuro :) Jak jakiegoś pędzla potrzebuje to zawsze szukam wśród hakuro :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mają po prostu bardzo dobry stosunek jakości do ceny i w dodatku, o ile się nie mylę, są polskiej produkcji (:

      Usuń
  2. mam ten pędzel do różu hakuro i też jestem z niego zadowolona :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie mógłby być troszkę większy, ale lubię go ^^

      Usuń

Spam zjedzą ryby.